Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

26.09.2015
sobota

Miękki reset

26 września 2015, sobota,

To może być szokiem dla moich koleżanek i kolegów, dla NASA ;), a nawet dla całego świata :)), ale… NIESPODZIANKA! – wciąż żyję!


No cóż, spróbujmy raz jeszcze. Serdecznie przepraszam za długą nieobecność, być może domyślają się Państwo powodów. Bo jak nie wiadomo, o co chodzi, to zwykle jednak wiadomo. Czasy ciężkie. Zima podobno też ciężka idzie, a ziarno dla ptaków, przywykłych do wyżerki w przydomowych karmnikach, samo się nie kupi, że o potrzebach wciąż nieletniej dziedziczki, Amazonki uprawiającej łucznictwo konne i fotografię pieszą, nie wspomnę. Jako jeno prosty szeregowiec dziennikarskiego prekariatu Rzeczypospolitej twardo walczę o byt. To wyczerpuje. Pisanie pro publico bono o technologicznych ciekawostkach i wartościowych książkach popularnonaukowych, choć miłe i – chciałbym wierzyć – pożyteczne, okazuje się w takiej sytuacji jedną z ostatnich rzeczy, na które ma się ochotę poświęcić wolny czas. Jeśli się go w ogóle ma.

Skąd zatem powrót? Z czystych zaiste intencji – oczywiście chodzi mi o Uratowanie Świata (UŚ), bo szkoda byłoby tracić czas na cele mniejszego formatu. Chodzi mi tylko i wyłącznie o UŚ – z połowy królestwa i ręki księżniczki szlachetnie rezygnuję. Serio, serio, proszę się z łaski swojej nie śmiać z mojej naiwności.

W związku z tym – anarchy mode on – zmieniam zasady gry. Nie będzie tylko o nauce i technologiach. Właściwie to w najbliższym czasie, przez circa miesiąc do wyborów, będzie głównie nie o nauce i technologiach, choć oczywiście i takie wpisy się trafią. Potem zobaczymy. Zresztą potem to może być już koniec świata, jaki znamy i trzeba będzie wiać pospiesznie na Marsa. Któż to wie.

Biedna redakcja Polityka.pl… (tak, to do Was macham przyjaźnie z drugiego brzegu rzeki!). O ileż prostszy jest świat sformatowany, w którym Chaciński na swym blogu pisze tylko o muzyce, a Szewczyk o wiadomo czym, a nie o nie wiadomo czym. Może jednak P.T. Nadredaktorstwo jakoś to przełknie, niebożęta. Intencje przecież – podkreślę raz jeszcze, bo któż mnie doceni, jeśli nie ja – mam szczytne.

Chcę wyciągać tu z medialnego niebytu zdarzenia i opinie tego warte. Wbrew pozorom, to nie szaleństwo, lecz logiczne wykorzystanie atutów. Albowiem jako facet, który na co dzień pisze o innych sprawach niż kwestie społeczne, gospodarka i polityka, nie muszę się obawiać, że zbyt śmiałą opinią spalę jakieś mosty. Że spłoszę informatorów. Że VIP-y przestaną odbierać telefony i służyć cytatami. Że zyskam opinię błazna lub wroga. Że stracę pozycję w zawodzie i nazwisko.

Bo ja to, pardon my French, generalnie czniam.

Efektem tego jest absolutna swoboda wypowiedzi.

To fantastyczne uczucie.

Mogę na przykład – ot, dygresja – napisać otwartym tekstem, co myślę o walce polskich frankowiczów z bankami banksterami. A niektórzy moi koledzy, dziennikarze ekonomiczni, choć są mi bliscy w poglądach, za nic nie podzielą się nimi publicznie. Proszę się domyślić, dlaczego.

***

ZombiesNie jestem już więcej w stanie czytać dziennikarskich analiz reform programowych PO i postulatów PiS ani rozważań, czy Miller wystawił Nowacką na front dla niepoznaki. Nie obchodzą mnie czcze obietnice kłamców, przedwyborcze wzmożenie moralne cyników, pozory troski o dobro publiczne pasożytów. Nie chcę czytać o licytacjach walczących o nasze głosy populistów, ustalających swe poglądy po lekturze wyników badań opinii publicznej.

Widząc kolejną porcję artykułów o wyborczych szansach wiodących sił narodu, mam wrażenie, że ktoś mnie zaprasza na lunch do prosektorium.

Całe to towarzystwo przyprawia mnie o mdłości. Jeśli będę tu o nim pisał, to tylko po to, by rozjechać walcem i wytłumaczyć, dlaczego.

Są ważniejsze tematy. I są alternatywy wobec tych politycznych zombie.

***

Planowałem powrócić z zaświatów dopiero za parę dni, bo mam do połowy tygodnia urwanie głowy, ale akurat wynikła potrzeba pilnej interwencji – zegar tyka. Zostało tylko parę dni na zebranie podpisów w, jak sądzę, słusznej sprawie. Słusznej, wierzę, także w oczach wielu z Was. Owszem, ja także omal nie przeczyłem tej akcji, bo niby skąd miałbym wiedzieć – protest przeciw TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership – Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji) to nie jest temat, któremu media, tak głęboko pochylające się nad życiem codziennym naszych wiodących polityków – raczyły poświęcić w te dni większą uwagę.

TTIP

„Już tylko dziesięć dni pozostało do końca zbiórki podpisów pod europejską inicjatywą obywatelską przeciwko TTIP. Polska jest jednym z nielicznych państw Unii Europejskiej, w których nie uzbierano jeszcze wymaganej kwoty podpisów – każdy z nich jest na wagę złota”.

Problem zapewne Państwo znacie. Jeśli nie, oddaje go dobrze tytuł apelu, który warto przeczytać:

„Ludzie, środowisko i demokracja ważniejsi niż zyski i prawa korporacji”.

Sporo artykułów omawiających zagrożenia związane z TIPP znajdą Państwo w tym miejscu.

Protest można podpisać tutaj.

 

Mam nadzieję, że tak :).

Mam nadzieję :).

PS. Film, z którego cytatem pozwoliłem sobie otworzyć ten tekst, wchodzi na ekrany już za parę dni. Jeśli dotąd nie czytali Państwo książki Andy’ego Weira „Marsjanin”, na której został oparty, koniecznie nadróbcie tę zaległość. Rewelacyjna lektura, z szacunkiem dla nauki, do kupienia także w wersji elektronicznej. Film, sądząc po zwiastunach, też zapowiada się zacnie, ale zdecydowanie warto wcześniej przeczytać książkę.

PPS. Bez obaw, nie planuję zmiany specjalizacji, o nauce i technologii wciąż piszę. Zanim opublikuję coś na ten temat tu, serdecznie zapraszam do lektury najnowszego „Niezbędnika Inteligenta”. Znajdą tam Państwo wiele świetnych tekstów o Einsteinie i wielkich ideach nauki oraz dwa może i nieświetne, ale za to moje, więc – ot, na dowód – wyciągam je na wierzch:

„Szok bezwzględnego relatywizmu”

„Poprzez eony i parseki”

Serdecznie zapraszam do lektury.

niezbednik_inteligenta-polityka-2015_02-cov

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Dobrze, że pan „wrócił”. Blogi na polityka.pl, to jedne z nielicznych, które da się czytać.

  2. Uprzejmie dziękuję za miłe powitanie!

  3. Piękny wpis, mam nadzieję na więcej i z częstotliwością częstszą niż do tej pory. Inna polityka jest możliwa, inne dziennikarstwo też? 😉

css.php