Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka

14.05.2013
wtorek

Gra Endera 2.0, czyli świt transhumanizmu

14 maja 2013, wtorek,

 

No po prostu nie mogłem się powstrzymać, aby o tym nie wspomnieć. Chciałoby się powiedzieć: no, wreszcie! Jedna z głównych lektur geeków całego świata, jedna z najważniejszych powieści w historii SF, ba! – jedna z najważniejszych książek XX wieku, w końcu doczekała się ekranizacji. Co prawda „Duch w maszynie” to nie jest blog filmowy, ale w zakresie syndromu geeka mieści się, oprócz fascynacji nowymi technologiami, także zamiłowanie do science-fiction. Mam więc nadzieję, że dla wielu osób odwiedzających to miejsce – a zdaje się, że na Polityka.pl jeszcze tego nie grali – niniejsza wiadomość okaże się godna uwagi. „Gra Endera” Orsona Scotta Carda to w końcu jedna z najciekawszych antycypacji widniejącej już na horyzoncie ery transhumanizmu.

Film Gavina Hooda „Ender’s Game” trafi na ekrany 1 listopada bieżącego roku. Wystąpią w nim m.in. Harrison Ford i Ben Kingsley. Zainteresowanie jest, co nie dziwi, olbrzymie. Poniższy trailer już pierwszego dnia obejrzało na YouTube 1,3 miliona osób.

Przypomnijmy, o jaką stawkę toczy się filmowa „Gra Endera”. Powieść Carda, na której bazuje (1985), nie tylko zdobyła najbardziej prestiżowe nagrody literackie w kategorii SF: Hugo i Nebulę. Trafiła na 59. miejsce listy Modern Library’s 100 Best Novels (najlepsze powieści anglojęzyczne XX wieku wybrane przez jury amerykańskiej Modern Library, m.in. przez Williama Styrona i Gore’a Vidala), a Stowarzyszenie Bibliotek Amerykańskich (American Library Association) wpisało ją na listę 100 najlepszych powieści dla nastolatków. Co ciekawe, za wyjątkowo wartościową lekturę nie tylko dla nastolatków, ale i żołnierzy, uznał „Grę Endera” Korpus Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych (U.S. Marine Corps). Rekomenduje ją na swej Professional Reading List marines kilkunastu rang.

Orson Scott Card nieustannie w „Grze Endera” dłubie, adaptując niektóre fragmenty do aktualnej sytuacji na świecie. Ciekawe, jaki miał wpływ na kształt scenariusza i w jakim stopniu oddawać on będzie aktualną wizję pisarza. Rzecz jest o tyle frapująca, że Card uważa(ł?) „Grę Endera” za powieść niemożliwą do zekranizowania, albowiem „wszystko dzieje się w głowie Endera”.

Wiemy na pewno, że film uwzględnia wydarzenia opisane przez Carda w „Cieniu Endera” (1999 – akcja tej powieści rozgrywa się równolegle do fabuły „Gry Endera”), nie zahacza natomiast o pozostałe książki ze świata Endera, prezentujące zdarzenia chronologicznie późniejsze.

Apetyt na film mam olbrzymi. Oby, odpukać, Card się jednak mylił, nie wierząc w Endera na ekranie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 22

Dodaj komentarz »
  1. Olafie, ja już po ogłoszeniu nazwiska reżysera (Gavin Hood – człowiek, któremu udało się popsuć Wolverine’a) postawiłem na tym filmie krzyżyk. Każda kolejna informacja o tym filmie (postarzenie dziecięcych bohaterów do nastolęctwa, absurdalne tatuaże na twarzy Mazera, wybuchowy trailer) utwierdzają mnie w przekonaniu, że adaptacja sprowadzi się do „nastolatek walczy z inwazją kosmitów” i karnawału efektów specjalnych. Dla tak zagorzałego fana literackiego pierwowzoru to wręcz potwarz. Marzy mi się inteligentna adaptacja spod kamery, bo ja wiem – Vincezo Nataliego (Istota) albo Duncana Jonesa (The Moon). Hood to niestety Bay dla ubogich. Niczego dobrego się po tym filmie nie spodziewam.

  2. @Michał Ochnik

    Jako pies na literacką „Grę Endera” miotam się między nadzieją a obawą. Mam świadomość, jak trudna do przełożenia na obrazy jest to powieść. Z drugiej strony liczę na to, że reżyser zrobi ten film tak, aby weterani „Gry Endera” dostrzegli w nim coś więcej, rozszyfrowując konteksty niewidoczne dla widzów, którzy Carda nie czytali (a dla których być może będzie to po prostu standardowe, efektowne kino akcji).

    Trailer mnie nie zniechęcił, bo taka już jest trailerów uroda: wybuchy, patos, wybuchy. To nie musi tak wyglądać en bloc. Mam nadzieję.

    A Gavin Hood to dla mnie enigma, nie miałem okazji się uprzedzić. Filmu o Wolverine’ie nie widziałem.

  3. ponieważ czesto cudze chwalimy(czy reklamujemy), a wlasnego nie znamy…
    to polecilbym ksiażke wiktora żwikiewicza „delirium w tharsis”, pomorze.bydgoszcz, 1986; w frapujacy (i kto wie czy nie oryginalniejszy sposob) porusza on te same problemy, co card w „grze”.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @byk

    Dziękuję za rekomendację. Jeśli się uda gdzieś zdobyć, chętnie sprawdzę.

  6. „Delirium w tharsYs” bardzo dobre, ale ostrzegam: Nie dla każdego. I według mnie wcale nie podobne do „Gry Endera”, pod żadnym względem.

  7. Pan Szewczyk!
    Czekam z utęsknieniem na rozsądne, analityczne i dalekosiężne Pana teksty.
    Tylko bardzo proszę, jest Pan już chyba szóstym blogującym tutaj, który o jakichś grach, amerykańskich aktorach, jakichś tam płytach z 1982 roku, młodym jazzie i jeżdżeniu na narty. No i oczywiście grach, które przestały mnie interesować w 16 roku życia. Czy mógłby Pan sobie wybrać coś mniej nudnego a będę wdzięcznym komentatorem.
    Proszę.

  8. @cmos:
    tak, od lat 18 i nie dla kazdego; inna tez struktura i narracja; oczywiscie brak tez elementow mormonskiego mesjanizmu 😉

  9. @ZWO

    Tylko bardzo proszę, jest Pan już chyba szóstym blogującym tutaj, który o jakichś grach,

    Nie było tu jeszcze o tym tekstu. W sieci piszę o grach wideo na JawneSny.pl – zaprosiłbym serdeczne, gdyby nie obawa, że potraktuje to Pan jako nietakt. W każdym razie „Duch w maszynie” ma inny profil. No ale fakt, w „Polityce”, która dziś trafiła do sprzedaży, znów znalazła się moja rubryka „Salon gier”. Co prawda to papier, nie blog, ale można uznać, że mnie Pan przyłapał. Winny.

    …amerykańskich aktorach,

    Z okazji ekranizacji świetnej książki, ważnej dla wielu osób, które ten blog mogą uznać za ciekawy. Tak, wiem, słaby to argument – nie ma dla mnie wybaczenia.

    …jakichś tam płytach z 1982 roku,

    Cudowny rok w muzyce.The Cure wydał „Pornography”. W czasach chmurnej młodości ta płyta wiele dla mnie znaczyła. Nie potrafię obiecać, że nigdy tu do niej nie wrócę.

    …młodym jazzie

    Lubię młody jazz, choć wolę stary, bo sentymentalny ze mnie zwierz. Coltrane, Dolphy, Davis, Getz, Rollins, Evans, te rzeczy. A propos młodego jazzu, to grywałem za młodu. Trzymam jeszcze po kątach parę saksofonów. A że stara miłość nie rdzewieje, także w niniejszym przypadku nie mogę przysiąc, że nigdy tu o tej muzyce nie wspomnę.
    W zasadzie mogę przysiąc, że wspomnę :).

    …i jeżdżeniu na narty.

    Tak się cieszę, że wreszcie mogę ogłosić Panu dobrą nowinę! Nie mam pojęcia o jeżdżeniu na nartach, nie będę o nich pisał!

    No i oczywiście grach, które przestały mnie interesować w 16 roku życia.

    Szkoda. Mnie wciąż interesują. Nie zrezygnowałem po szesnastce także z literatury, muzyki i paru innych fajnych rzeczy. A swoją drogą, w dzisiejszej „Polityce” może Pan poczytać o dwóch grach, które akurat lepiej odczytają osoby powyżej lat 16: tutaj i tutaj.

    Obie są dostępne za darmo w internecie. Dwa kliki stąd. Proszę przemóc wstręt i spróbować, a potem wrócić tu i powiedzieć pewnym głosem, że to klocki dla dzieci.

    Czy mógłby Pan sobie wybrać coś mniej nudnego a będę wdzięcznym komentatorem.
    Proszę.

    Obawiam się, że Smoleńsk, Tusk, Kaczyński i Kościół to nie jest melodia mojej pieśni. Nieba bym Panu przychylił, komentarzy, choćby i niewdzięcznych, spragnionym niczym kania dżdżu, ale – parafrazując Puchatka – im bardziej zaglądam do wnętrza swego łba, tym bardziej woli pisania takich tekstów w nim nie widzę.

  10. Zamienił stryjek siekierkę na jeszcze krótszy kijek
    Ale żart dobry.
    P.S. Te moje przykłady to po prostu przypadkowe tytuły i tematy kolejnych aktualnie wpisów na blogu Polityki. Dobrze się Pan wpisał a zareklamowano Pana jako autora komentarzy nowych technologii.
    Co ma Pan choćby do napisania na temat druku 3D. Bo ja przymierzam się do kupna drukarki dla kogoś, kto właśnie wchodzi w życie i zamiast tylko grać aż dym z procesora leci, mógłby zająć się tym dla rozrywki. To ma być odtrutka na gry.
    P.S. Wii leży nieużywana już chyba 3 lata. Chcemy sprzedać razem z tą wspaniałą grą o księżniczce. Także Wii Sport itp.

  11. @ZWO

    Nie wiem, jak głęboki ma Pan portfel, ale generalnie druk 3D to jeszcze jest bardzo droga zabawa. Można kupić drukarkę za kilkadziesiąt tysięcy, można i za kilkaset dolarów – najtańsza (prawdopodobnie) kosztuje w USA 399 USD. Pojęcia nie mam, jak się sprawdza w boju, ale warto brać pod uwagę, że na rynku zaawansowanych technologii zwykle to, co najtańsze, nie daje gwarancji jakości.

    Drukarki 3D robią też Polacy, firma CB-Printer. Ceny: od 5800 zł. Jeśli jest pan z Warszawy lub okolic, będzie można zobaczyć ich drukarki w akcji podczas Nocy Robotów 24 maja (pewnie napiszę o tej imprezie osobny tekst, bo warto ją nagłośnić).

    Proszę też pamiętać, że drukarki 3D są drogie w eksploatacji. Zużywają dużo prądu, surowiec też kosztuje. Jeśli jest Pan zdeterminowany, tu znajdzie Pan zestawienie z cenami.

  12. P. Szewczyk
    Dziękuję i to serdecznie za te informacje. Pan pewnie też słyszał o „rewolucji” z tym związanej. Tylko ktoś to musi zacząć zrobić. Jak Niemcy energię (piękny artykuł) Dla mnie smutne jest nie to, ile owe rzeczy kosztują, a jedynie jak bardzo dziwne są horyzonty zainteresowań młodych ludzi w Polsce. Nie ukrywam, że chodzi o mojego wnuka.
    Drukarki są dla mnie osobiście interesujące w ramach tego, co dzisiaj nazywa się „Przemysł 4.0”. Ciekawy temat nie do dyskusji, co do zrobienia. Zamiast dyskusji o miejscach pracy.
    P.S. Niektórzy wpadli na pomysł użycia jako materiał do drukarek 3D PETu z butelek po napojach. Topi się w 240 C i jest niedrogi. Może to ciekawsze niż sortowanie śmieci. Można też robić z gliny i wypalać.

  13. w niemczech, w kazdym wiekszym miescie sa juz kluby zajmujace sie drukarkami 3D,
    gdzie zaintersowani moga czasami za niewielka oplata eksperymentowac na najnowszych urzadzenich, jak kto chce to moge wrzucic link (ale nic za darmo 😉 )

  14. Panie Szewczyk. Gry to raczej dla szczeniactwa.

    Blog mial byc o technologiach. W tej dziedzinie w Polsce jest tragedia. Religia wprowadzona do szkol zabija procesy myslowe i zdolnosci tworcze. Dwie godziny religi w tygodniu, jedna godzina matematyki !!! Przez ponad 20 lat nie bylo matematyki na maturze !!!

    Rezultaty sa wiecej niz katastrofa. Brakuje w Polsce innowacyjnosci. Brakuje zdolnosci tworczych. Rok 2012;
    Polska 2.5 patenta na milion mieszkancow
    Niemcy 188 patentow na million mieszkancow
    Dania 148 patentow na million mieszkancow
    California 1148 patentow na milion mieszkancow
    **http://www.uspto.gov/web/offices/ac/ido/oeip/taf/cst_all.htm

    Wyrzucic religie ze szkol i sytemu edukacji. Od zlobka do uniwersytetu. To jest niezbednym warunkiem aby odbudowac procesy myslowe i zdolnosci tworcze polskich mozgow. Bo od tego przyszlosc zalezy.

    PS: po co ten podwojony system wpisywania kodow z obrazkow ???

  15. @axiom1

    – W szkołach nie powinno być religii – zgoda.
    – Rugowanie ze szkół matematyki, zwłaszcza na rzecz kazań o religii, jako skandal – zgoda.
    – Zawalamy edukację, w rezultacie przegrywamy przyszłość – zgoda.
    – Gry dla szczeniactwa – niezgoda. Opiera Pan opinię na krzywdzącym stereotypie. To jest już od dawna pełnoprawne medium. Są w nim produkcje czysto rozrywkowe – i takich jest większość, mają też najpotężniejszą promocję – ale są i takie tytuły, od których „szczeniactwo” odbija się jak od Prousta.

    A propos kodów z obrazków – pojęcia nie mam.

  16. Olafie, po pierwsze, fajnie że jest ten blog, życzę abyś dołączył też do grona autorów popularnoanukowych w papierowej Polityce. Jako zawodowy naukowiec lubię Twoje teksty dlatego, że wchodzą poza przedstawianie złożoności nauki laikom (takich autorów jest wielu), a często dotykają styku nauki i sztuki, emocji. Ta warstwa jest bardzo ważna, bo naukowiec to zwykły człowiek i myśli tak samo emocjonalnie jak każdy inny, a wydarzenia spoza świata nauki mają na niego ogromny wpływ. Sama nauka potrafi też mieć świetny przekaz i wpływ emocjonalny. Wszak najbardziej szeroka definicja kultury, stosowana w biologii, obejmuje każdą działalność człowieka, która nie jest dziedziczona genetycznie – w tym naukę.

    Po drugie – na temat gier: Sam widzisz po powyższych komentarzach jak ten stereotyp jest mocny, pojawia się nawet gdy mówi się o filmowej 😉 grze wziętej z literatury ;)). Ja też, grając przez 3 dekady, uważam, że gry wideo czy planszowe są przede wszystkim dla szczeniactwa. Nie udawajmy, że jest inaczej. Taka była przez lata proporcja gier wartościowych do prymitywnych emocjonalnie i estetycznie, taka jest proporcja samych treści i emocji w grach. Ktoś na to przez lata pracował – twórcy gier, gracze, dziennikarze. Także dziennikarze „Polityki”, których dobór gier wideo do recenzji przez długie lata był koszmarny. Trudno się zresztą dziwić – to byli specjaliści od innych spraw, recenzje gier wyglądały na pisane z doskoku. A do wyłuskania wartości w grach, tak samo jak w filmach, literaturze czy nauce, potrzeba dojrzałego człowieka, patrzącego na to medium z dystansem, ale znającego je jak własną kieszeń, rozumiejącego co jest twórczą odwagą i w grach, potrafiącego wyjść poza masowe gusta; słowem – normalnego krytyka gier. Jesteś pierwszym człowiekiem piszącym dla „Polityki”, który nim jest. Po raz pierwszy przeczytałem w tym tygodniu recenzje gier w „Polityce” z dużą przyjemnością. Tak trzymać, a stereotyp da się powoli obalić – nie przekonując każdego kolejnego, że się myli, po prostu tworząc nowy stereotyp, taki, na jaki zapracowały przez lata dojrzalsze media 😉

    PS. Capcha rzeczywiście zaporowe, a jakie bezczelne – po trzech nieudanych próbach i skasowaniu tekstu, kazało mi wpisać MASONIC. Apage, może lepiej usunąć przynajmniej jedno redundantne bydle!

  17. Też czekam, ale zwiastun cienki, jak dupa węża. Akurat mniej więcej w tym samym czasie obejrzałem zwiastun „Gravity”. Różnica miażdży. Podczas gdy zwiastun „Gry” to po prostu prezentacja aktorów i efektów, którą równie dobrze można by zrobić w postaci slajdów w PowerPoint, to ten drugi zwiastun ma w sobie poruszającą dramaturgię.

  18. Capcha.
    Chyba nie wszyscy wiedzą, że biorą udział w wielkim eksperymencie a Google oszczędza miliony. Jest to akcja wielkiej digitalizacji materiałów drukowanych (także książek). Te Capcha to po prostu teksty, których program OCR nie był w stanie rozpoznać. Jako Capcha wstawiany jest tekst wzorcowy i tekst niezrozumiały, a całość powtarzana podobno trzykrotnie. Albo tak długo aż rozpoznanie tekstu będzie jednoznaczne. Rozpoznanie odbiegające od uznanego jest odrzucane. Stąd dziwaczne reakcje: czasem przechodzi wszystko, a czasem nie.
    Takie rozpoznawanie byłoby bardzo kosztowne stąd proponuję być dumnym(ą) z bycia darmowym robakiem.

    @byk
    Za tydzień jadę do Niemiec. Dzięki za info.

  19. @Dawid W

    Dawidzie, bardzo dziękuję za miłe słowa o moim popularnonaukowym piórze. Co się tyczy obecności podpisanych przeze mnie tekstów w dziale nauki papierowej „Polityki”, to już miałeś okazję znaleźć tam moje nazwisko i mam gorącą nadzieję, że ta okazja będzie się częściej powtarzać :).

    Odnośnie artykułów o grach, nie mogę niestety przyjąć Twoich pochwał, gdy stawiasz mnie w opozycji do innych autorów „Polityki”. Pomijając nawet wszelkie inne względy, które sprawiają, że czuję się bardzo niekomfortowo przy takim porównaniu, uważam, że Twoja opinia jest zwyczajnie krzywdząca. Na łamach „Polityki” ukazało się niemało sensownych, dobrze napisanych artykułów o grach i kulturze gier wideo. W dodatku to przy „Polityce”, jedno kliknięcie obok, afiliowane jest Technopolis, o którym z pewnością i Ty mógłbyś powiedzieć sporo dobrego.

  20. Kiedys dorosly ktory nie dorosl bawil sie zabawkami; samochodzikiem lub lalka.
    Dzis bawi sie grami.

    Zabawa grami to jednen ze wskaznikow szczeniactwa.

  21. @axiom:
    a ty co, najchetniej w „moulin rouge”, czy na „legii” 😉

  22. @ Olaf
    Mój komentarz powyżej tyczył tylko recenzji gier w papierowym wydaniu „Polityki”, w Afiszu. Nie miał za zadanie stawiać Cię w opozycji, tylko na nieco innym poziomie. Przecież chyba warto pisać tam nieco inaczej niż dotąd, i nie gorzej. Poprzednich autorów nie winię za bardzo, oni najwyraźniej sądzili, że tak jest dobrze, redaktorów działów też nie – to często nie jest pokolenie uważnie przyglądające się grom, choć mogli wykazać się po prostu lepszym wyczuciem esteycznym. To prawda, że dłuższe teksty na łamach „Polityki” były dla gier przychylne, ostatnio w ogóle jest dużo lepiej, jeden pochwaliłem otwarcie w komentarzach w wersji sieciowej. Ale równocześnie często te teksty wystawiały gry na pośmiewisko, pokazując jako najambitniejsze próby prymitywne emocjonalnie i estetycznie tytuły dla mas, czy to wyskobudżetowe czy np. gierki na sprzęt przenośny, pomijając odważnych artystów, chcących gry wideo zmieniać. Nie sądzę aby takie rzeczy w jakikolwiek sposób przyczyniały się do zmiany wizerunku gier u czytelników i stanowiły jakikolwiek mecenat rozwoju tego medium, raczej pogłębiają istniejące stereotypy.

    Co do Technopolis to nie każ mi nawet zaczynać, gdyby nie znakomite recenzje Tetelo… Szkoda, że innych ciekawych autorów (Frelik, Szymczyk) już tam nie ma. Teraz za przeproszeniem ja sam – czysto hobbystycznie, pracując po 10h w laboratorium i mając dwójkę wspaniałych, ale absorbujących dzieci, opublikowałem w sieci w ostatnich 6 miesiącach tyle recenzji gier (w tym kilka pierwszych w Polsce + wywiad dla Twojej strony) co całe „Technopolis”, czyli kilku autorów. Czy tam jest jeszcze jakiś sternik, redaktor? Bo nie widać ani jego tekstów, ani pomysłu na stronę.

    Ale rzeczywiście – nie mówmy tyle o sprawach smutnych, czy w ogóle za dużo o grach przy okazji tekstów o nauce, ważne że teraz jest szansa na zamiany na lepsze. Powodzenia i obiecuję już (na razie) nie psioczyć 😉

css.php