Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka

20.06.2013
czwartek

Obywatel Nikt wygrał z Wielką Korporacją

20 czerwca 2013, czwartek,

 

Stała się rzecz niemożliwa, ten przypadek przejdzie do annałów. Wczoraj, po druzgoczącej krytyce w internecie, Microsoft podkulił ogon i odwołał godzące w prawa klientów restrykcje.

Rzecz dotyczy Xboksa One, który ma trafić na rynek pod koniec tego roku. Formalnie rzecz biorąc, to już nie tylko konsola do gier, ale wręcz centrum domowej rozrywki, serce salonu. Xbox One ma bowiem służyć także za inteligentną przystawkę telewizyjną, umożliwiającą błyskawiczną zmianę kanałów komendą głosową, ale też – dzięki możliwościom internetu – wyświetlającą dodatkowe informacje, na przykład pełne składy drużyn oglądanego właśnie meczu i aktualny stan tabeli w lidze. Ma także zastąpić radio i odtwarzacz muzyczny, a w dalszej przyszłości być może wyprowadzać psa na spacer, smażyć naleśniki i zmywać naczynia. Microsoft zapewniał z dumą, że tak oto wygląda przyszłość i nie ma od niej odwrotu.

Szybko przekonał się, że jest w błędzie.

I była to bardzo bolesna lekcja.

Owa przyszłość bowiem to według firmy z Redmond świat, w którym za rzucone na stół fistaszki my, konsumenci, gładko zaakceptujemy odebranie nam dotychczasowych praw do nabytego produktu. Nabytego? Należałoby powiedzieć: użyczonego. Według nowych zasad, kupując grę na Xboksa Obne – za ciężkie, dodajmy, pieniądze: 60 USD – nie moglibyśmy swobodnie nią dysponować. Żadnej odsprzedaży, żadnej możliwości kupna z drugiej ręki, bardzo ograniczone możliwości pożyczania rodzinie i znajomym. Żadnej szansy na uruchomienie w Polsce konsoli kupionej w Londynie. Ani płyty kupionej poza granicami kraju, do którego przypisał nas system (pełna blokada regionalna). Last but not least, Xbox One miał wymagać autoryzacji przez internet raz na dobę – przy braku możliwości przesłania meldunku odmawiałby dalszego odtwarzania gier.

To wystarczająco wiele, by doprowadzić potencjalnie zainteresowanych kupnem do szału – zwłaszcza że zaprezentowana w tym samym czasie inna konsola nowej generacji, konkurencyjna PlayStation 4 od Sony, takimi restrykcjami swoich nabywców flekować nie będzie.

Na domiar złego Xbox One wymaga stale włączonej przystawki Kinect – czyli tandemu kamera plus mikrofon. Kto po aferze PRISM uwierzy, że godząc się na takie zasady gry, nie wpuszcza do swego domu szpiega?

Jakby tego nie było dosyć, Microsoft komunikował te wszystkie złe wieści z porażającą arogancją. Przedstawiciel firmy spytany przez dziennikarza, co zatem ma począć gracz, który dostępu do internetu nie ma, odpowiedział bez zażenowania, że jest na ten problem świetne rozwiązanie: kupno Xboksa 360 (obecny model, już ośmioletni). Zszokowany dziennikarz, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy, poprosił o potwierdzenie, że takie właśnie jest stanowisko firmy.

Biorąc pod uwagę, że PlayStation 4 zapowiada się na konsolę o znacznie większej mocy obliczeniowej niż zaoferuje Xbox One, nie ogranicza praw nabywcy, a przy tym kosztuje aż 100 euro mniej – reakcja świata była łatwa do przewidzenia. Na Microsofcie nie zostawiono suchej nitki, a rywala wychwalano pod niebiosa za postawę fair. Sony wygrało wojnę konsol tej generacji nokautem, zanim jeszcze na dobre się zaczęła.

Microsoftowi zostało po tym laniu już tylko jedno: wszystko odszczekać. Nie będzie obowiązku meldowania się przez internet, aby konsola łaskawie raczyła działać. Nie będzie blokady handlu używanymi grami. Nie będzie blokady regionalnej konsoli i gier. Tę rozpaczliwą rejteradę, faktyczny zwrot w polityce o 180 stopni, internet odczytał i skomentował precyzyjnie, tak właśnie nazywając kpiąco nową konsolę: Xbox 180.

Czy wciągnięcie na maszt białej flagi wystarczy? Wciąż pozostaje otwarta kwestia Kinecta, nasłuchującego mikrofonem nawet po wyłączeniu konsoli. Nadal jest to sprzęt słabszy i droższy od konkurencyjnego. Nadal reszta świata poza USA nie skorzysta z większości internetowych usług, mających jakoby świadczyć o wyjątkowości tej konsoli. Nadal nie ma pewności, że raz tak potraktowawszy klienta, Microsoft nie będzie chciał ponownie ograniczyć jego praw – zmieniając zasady gry, gdy już wystarczająco wiele osób kupi Xboksa One.

Najważniejsze jest jednak to, że ten lekceważony Obywatel Nikt, traktowany przez korporacje li tylko jako cyfra w tabeli Excela, okazał się realną, świadomą swych praw siłą, z którą muszą się liczyć. Ci, którzy szydzili, że protesty w internecie niczego nie zmienią, bo korporacje zawsze i tak robią swoje, dziś powinni się zaczerwienić.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Czerwienię się. Ale tylko trochę, bo nie chce mi się wierzyć, że nie byli na to przygotowani i że na tym się skończy.
    Ale sam fakt tych zmian zaskoczył mnie mocno.

  2. To sie w wojsku nazywa „rozpoznanie bojem”. Korporacje musza wiedziec jak daleko mozna sie posunac.

    A „zwyciestwo” inernautow odtrabione przez Pana Redaktora?….Prypomina mi si maly clopczyk ktory wrzucil do oceanu kamien i wola: „tato, zobacz jakie fale zrobilem!”

  3. Sądząc z internetowych filmików Kinect w tej nowej konsoli wygląda bardzo ciekawie.

  4. Słabość nowego Xbox’a tkwi w sile nowego PS4. Poza tym, (nawiązując do tego co powiedział A.I.), gdyby PS4 oferował podobne jak odwołane (na szczęście) usługi XO, to co moglibyśmy zrobić? Podnieść larum, że tak nie można? Korporacji to w ogóle nie będzie obchodziło, bo liczy się sprzedaż a niestety ludzie i tak to kupią, nawet za cenę wydawałoby się, pozornie utraconej prywatności. Dobrze, że na razie do tego nie doszło, ale zobaczymy co przyniesie przyszłość.
    Tak przy okazji, dobrze że w końcu na blogach Polityki doczekaliśmy się komentarza (co prawda trochę pośredniego, ale zawsze), na temat wydarzeń z E3.

  5. Cóż z tego, że kilka dni temu wszyscy byli oburzeni, skoro do premiery niemal wszyscy o tym zapomną?
    Btw, mrrruczit – nie spodziewałem się Ciebie tutaj. 😉

css.php