Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka

10.07.2013
środa

Wielki skok dla „Pasikonika” – jaki dla ludzkości?

10 lipca 2013, środa,

 

Prywatne firmy nastawione na eksplorację kosmosu już dziś mają bardziej ambitne plany niż NASA, podejmują też odważniej ryzyko przecierania nowych szlaków na polu technologii. Z czasem te akcenty będą przesuwać się coraz bardziej na obszar niezależnych od rządów korporacji, co ma swoje dobre i złe strony – ale akurat nie o tym dzisiaj będzie tu mowa, choć to pasjonujący temat. Pozwolę sobie na kilka refleksji po ostatnim udanym starcie rakiety „Grasshopper” firmy SpaceX. Założonej, jak wiemy, przez Elona Muska, bez dwóch zdań największego dziś wśród biznesmenów wizjonera podboju kosmosu. Tak, to ten sam człowiek, który obiecuje nam załogowe loty na Marsa.

Projekt „Grasshopper” (ang. pasikonik) to próba realizacji pierwotnych wizji rakiety kosmicznej, znanych choćby z niezliczonych powieści i filmów fantastyczno-naukowych. Rakieta zdolna wystartować z planety i na niej potem osiąść. Wielokrotnie. Konstrukcja, o jakiej marzyliśmy od zawsze.

Rakieta „Grasshopper” podczas swego ostatniego lotu testowego w czerwcu, na kosmodromie SpaceX w McGregor w Teksasie, wzbiła się na rekordową wysokość 325 metrów, po czym miękko osiadła na miejscu, z którego wystartowała. Niedawno firma Elona Muska upubliczniła rejestrację tego wydarzenia:

No dobrze, ale co z tego wynika? Podekscytowanym znajomym, według których to szansa na renesans programów kosmicznych – bo taniej, w końcu „Grasshopper” to rakieta wielokrotnego użytku – zwykle odpowiadam, by jeszcze nie otwierali szampana. Ten „Konik Polny” nie rozwiązuje naszych – par excellence kosmicznych – problemów. A w 99 procentach mają one związek z oderwaniem się od Ziemi. Trzeba bowiem olbrzymich ilości paliwa, by przezwyciężyć grawitację naszej planety. Paliwa, które przecież też waży, zatem spora jego część potrzebna jest po to, by podnieść je wyżej. No to teraz pomyślmy, o ile więcej trzeba go zabrać ze sobą, by jeszcze starczyło na lądowanie. Horror.

„Grasshopper” może być brany pod uwagę jako rakieta transportowa pierwszego etapu, wynosząca na pewną wysokość statek, który dalszą drogę na orbitę i poza nią odbędzie już dzięki własnym zasobom, ale to – licząc w paliwie – nadal średnio się opłaca. „Grasshopper” to przede wszystkim konstrukcja, która umożliwi lądowania i starty na ciałach o dalece mniejszej sile grawitacji niż ziemska. Na przykład na Księżycu – lub Marsie.

Wciąż pozostaje aktualne pytanie, jak najpierw to wszystko przenieść w kosmos z Ziemi. Moim skromnym zdaniem dopiero winda kosmiczna da nam szansę na relatywnie tanią, masową eksplorację Układu Słonecznego. I wierzę, że doczekamy się jej szybciej, niż powszechnie się uważa.

I wtedy przyjdzie czas na inne plany. Inne planety, księżyce. Gdy już uporamy się z problemem zabezpieczenia załogi przed promieniowaniem kosmicznym, co dziś wydaje się trudnym wyzwaniem. I które niewątpliwie jutro stanie się proste.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. „Moim skromnym zdaniem dopiero winda kosmiczna da nam szansę na relatywnie tanią, masową eksplorację Układu Słonecznego. ”

    Cale szczescie ze Panskie zdanie jest skromne. Ale podazajac dalej za skromnoscia, dlaczego nie teleportacja taka jak w Star Trek? To bardziej ekonomiczne. I sznurka nie potzreba. I rownie latwe do zaimplementowania

  2. @A.L.

    Nad koncepcją, z której Pan żartuje, od lat pracują na serio sztaby naukowców. Np. Japonia ma nadzieję uporać się z tym wyzwaniem do połowy wieku. Trochę więcej wiary! 🙂

  3. I ja również pukałem się w głowę, ale..
    Od paru lat zaglądam na stronę http://www.isec.org/sec/ (Space Elevator Conference) i rzeczywiście, oni to na poważnie. Więc i ja się zastanawiam.
    Główny powód do śmiechu to twierdzenie, że skoro satelita nad ziemią nic nie waży to wystarczy przywiązać do niego linę, która oczywiście też nic nie waży, i problem jest rozwiązany. To jest myślenie na poziomie obalania praw Newtona przy pomocy wajchy na zderzaku 126p (polska specjalność).
    Można jednak inaczej: Na wys 46 000 km umieścić punkt centralny a wyżej przeciwwagę dla liny (masa 80-100 tys ton), która by linę naciągała. Po tej linie można się wspinać korzystając z drugiej ruchomej przeciwwagi utrzymującej system w równowadze.
    Problem, że na wys 1000 km prędkość pozioma liny to jakieś 400 m/sek a musi być powyżej 8 km/sek. Odczepienie od liny to skok samobójcy z wysokiego wieżowca. Chyba, że zabierze ze sobą rakietę z paliwem. Tylko po co wtedy cały ten kram? Łatwiej odpalić tę rakietę z ziemi. Jak oni to rozwiążą?
    Ale oczywiście lot na Księżyc to co innego.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Gospodarz: Z faktu ze nad czyms pracuja „sztaby naukowcow” nie nie wynika. W szczegolnosci ze to cos ma sens. Przypominam najwieksza porazke naukowo pzremyslowa w historii Japonii: projekt komputerow piatej generacji (Fifth Generation Project). Pracowal olbrzymi zespol, cos 10 tysiecy naukowcow. USA uwazalo ow prjekt za zagrozenie wieksze od Sputnika. I co? Nic. Kwadratowe jajo

    Rozsadne zatrzezenia zglosil ZWO. Nie bede sie powtarzal.

    Przy okazji chce zwrocic uwage na inne podejscie do podrozy kosmicznych, zwlaszcza dalekiego zasiegu, ktore to podejscie jest dosyc nowe, ale juz zostalo sprawdzone w praktyce. Idzie o Interplanetary Transport Newtwork zapoczatkowany przez Edwarda Belbruno. Ide opiera sie na mozliwosci zaprojektowania trajektorii umozliwiajacych podroz z minimalnym zuzyciem energii. Historia opisana jest w popularnej ksiazce Belbruno „Fly me to the Moon”. Teoria po raz pierwszy zostala wykorzystana do uratowania japonskiego probnika ksiezycowego Hiten. Potem NASA wykorzystala to podejscie w kilku misjach.

    Dziedzina rozwija sie bardzo intensywnie

    Polecam WIkipedie oraz artykul z American Scientist

    http://www2.esm.vt.edu/~sdross/papers/AmericanScientist2006.pdf

  6. skromna nasturcja nie powinna (autocenzura) papudze

  7. @byk

    „skromna nasturcja nie powinna (autocenzura) papudze”

    Zauwazylem ze ostatnio zamieszcza Pan coraz ciekawsze komentarze

  8. Nie znoszę papug!
    Od czasu kiedy za objaw polskości zaczęło uchodzić uczenie Niemców i papug „dupa” na „dzień dobry”.

  9. A.L.
    17 lipca o godz. 18:39
    to tylko ze wzgledu na @zwo i jego pare liter… 😉

css.php