Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka

21.07.2013
niedziela

Mr Soundsystem

21 lipca 2013, niedziela,

 

Jest coś pięknego, a zarazem przyprawiającego o dreszcze w tej prawidłowości: wielcy matematycy i fizycy, ci najbardziej twórczy i poszukujący, są często zarazem wielkimi melomanami. Postrzegając muzykę jako emanację Ładu, który na co dzień próbują zrozumieć na gruncie naukowym, nawiązują do odwiecznej idei, w tradycji europejskiej starej co najmniej tak, jak myśl Pitagorasa. Amar Bose, profesor Massachusetts Institute of Technology, też kochał harmonię dźwięków. W historii zapisał się dzięki temu, że obie swe pasje – naukową i muzyczną – z powodzeniem zespolił w jedną.

 

Rok 1955, czyli już tylko miesiące przed Tym Rokiem. Amar Bose w laboratorium badawczym MIT wraz ze swymi mentorami. Po lewej Yuk-Wing Lee, po prawej sam Norbert Wiener - twórca cybernetyki, syn polskiego Żyda Leo Wienera (fot. za MIT Museum)

 

Zaskakująco cicho było w polskich mediach po śmierci Amara Bose’a 12 lipca. Żałuję, że sam nie zdążyłem zabrać głosu wcześniej – okoliczności nie dały mi szans – ale dziś to wypada nadrobić. Zwłaszcza że akurat trafiają na polski rynek dwa ciekawe urządzenia wyprodukowane przez firmę Bose. Wzmianki o nich będą być może lepszym hołdem dla Profesora niż wyciąg z biografii.

Amar Gopal Bose urodził się w Filadelfii 2 listopada 1929 roku jako owoc związku uchodźcy politycznego z Indii (precz z brytyjską okupacją!) i Amerykanki o francusko-niemieckich korzeniach, zdradzającej słabość do hinduskiej myśli filozoficznej tudzież wegańskiej diety. Smykałką do elektroniki Amar wykazał się już w wieku lat 13, kiedy to…

[tu przewijamy taśmę do przodu, do momentu, gdy Amar Bose jest już profesorem MIT, gdzie notabene przepracował aż 45 lat]

W roku 1956 Bose kupił swą pierwszą parę głośników klasy high-end – czyli teoretycznie gwarantujących najwyższą jakość dźwięku. W praktyce okazały się rozczarowująco mało wierne w reprodukowaniu muzyki znanej Bose’emu z wykonań na żywo. Naukowiec-meloman postanowił zatem skonstruować lepsze. Przeprowadził należyte badania, by rozpoznać słabości tradycyjnych konstrukcji głośnikowych i je wyeliminować, uwzględnił osiągnięcia psychoakustyki – i voilà! Osiągnął sukces. Osiem lat po nabyciu nieszczęsnych głośników jakoby high-endowych założył własną firmę – Bose – by zaoferować podobnym mu melomanom lepsze, jak uważał, przetworniki dźwięków.

 

Amar Gopal Bose (fot. za MIT Museum)

 

Bose był pionierem badań nad dźwiękiem odbitym. Bodaj jako pierwszy zrozumiał, że skoro ludzkie ucho nie odróżnia, z jakiego kierunku płyną bardzo niskie dźwięki, do ich odtwarzania wystarczy jeden głośnik, umieszczony w dowolnym miejscu. Popularne dziś, na przykład w kinie domowym, zestawy: subwoofer plus małe głośniki satelitarne do dźwięków z pasma średniego i wysokiego – to właśnie pokłosie myśli Amara Bose’a (inna rzecz, na ile wiernie tę myśl oddają, bo nie zawsze są to przetworniki warte swojej ceny).

Jest jeszcze jeden powód, by wspominać Amara Bose’a z najwyższym szacunkiem. Dwa lata temu ofiarował MIT akcje swej firmy opiewające na większość jej wartości. Amerykańscy naukowcy, którzy osiągnęli sukces finansowy, nierzadko dzielą się hojnie swym majątkiem z alma mater. To piękny zwyczaj. Mecenat jest żywotnie istotny dla nauki i kultury – niby truizm, ale w Polsce wart powtarzania, bo nasi rodzimi bogacze nie dają wielu dowodów, że są tego świadomi. Pożałowania godne skąpstwo i egoizm polskich elit finansowych to jednak temat na oddzielny tekst, tu motyw ten służy jedynie za kontrapunkt.

Firma Bose zasłynęła wprowadzeniem na rynek nowatorskich konstrukcji. Nierzadko kontrowersyjnych. Amar Bose od dawna już nie udzielał się w niej jako projektant, ale tradycja zobowiązuje – firma do dziś próbuje przecierać nowe szlaki. Co prawda zbierała ostatnio cięgi z powodu wpadek, relatywnie wysokich cen i budowaniu pozycji zbyt mocno na marketingu, ale wciąż potrafi wierzgnąć.

Słuchawki aktywnie tłumiące hałas pozwalają słuchać muzyki na umiarkowanym (nie niszczącym słuchu) poziomie głośności nawet w zgiełku miasta

Sam korzystam ze sportowych słuchawek Bose SIE2, stworzonych głównie z myślą o biegaczach i innych osobach wykonujących intensywny wysiłek fizyczny. Jak wiadomo, słuchawki nauszne w takich sytuacjach się nie sprawdzają – przesuwają się przy gwałtownych ruchach, łatwo je przepocić. Jedynie przetworniki douszne mają sens. Problem w tym, że podczas wstrząsów czasami wypadają, a przede wszystkim są zazwyczaj szalenie niewygodne; ja przynajmniej tradycyjnych „zatyczek” nie toleruję długo, bolą mnie od nich uszy. Jedynie rozwiązanie zaproponowane przez Bose – z miękkim żelowym łukiem wpasowującym się w załamanie małżowiny – nie powoduje u mnie dyskomfortu. Jakość dźwięku jest też całkiem przyzwoita.

Ostatnio brałem udział w pokazie słuchawek wykorzystujących to samo wygodne mocowanie, którym skusił mnie model SIE2. QuietComfort 20 to pierwsze w historii douszne słuchawki z aktywną redukcją hałasu. Skuteczność tłumienia niepożądanych dźwięków, na przykład odgłosów ulicy, jest – oceniam subiektywnie – rzeczywiście imponująca. Na tyle, myślę, by słuchać podczas joggingu kameralnej muzyki akustycznej mimo warkotu przejeżdżających obok samochodów. Tym bardziej żałuję, że nie będzie mnie na nie stać. 1299 zł to bardzo wysoka cena, nawet jak za tak pomysłowe urządzenie.

http://youtu.be/0LhHmv0CpmM

Większy apetyt mam na głośnik SoundLink Mini. To drobiazg, który można zawsze zabierać ze sobą. Waży niespełna 40 gramów, wymiary: z grubsza 5 x 18 x 5,8 cm, akumulator wystarczy nawet na 7 godzin grania (ładuje się łatwo, dzięki podstawce dokującej). Z telefonem (lub innym przenośnym źródłem muzyki) łączy się przez Bluetooth. I aż trudno uwierzyć, jak potężny i pełny dźwięk wydobywa z siebie to maleństwo.

Szczególnie efektownie zabrzmiał na pokazie kobiecy wokal na tle akustycznej gitary i saksofonu – bez dwóch zdań najlepiej odtwarzane i najsilniej eksponowane są tony średnie. Tony niskie jednak też, o dziwo, słychać. Dźwięk potrafi zejść zaskakująco głęboko jak na gabaryty głośnika, zachowując przy tym wyraźny kontur. Zapewne dlatego, że w SoundLinku Mini zastosowano dodatkowe, pasywne membrany. Rozwiązanie znane od lat, ale realizacja wzorcowa; diabeł zapewne tkwi w szczegółach konstrukcyjnych.

Byłem mocno zaskoczony potęgą i jakością dźwięku wydobywającego się z tej kruszynki. Fantastyczny głośnik, który można zabierać ze sobą do pracy lub traktować jako boombox XXI wieku – umilając muzyką spotkania z przyjaciółmi na ławce przed blokiem lub w parku. Odpowiednio wypromowany, SoundLink Mini może zrobić wśród młodzieży furorę; zresztą chyba głównie z myślą o niej został stworzony, co sugeruje żywa kolorystyka. Cena też nie dla każdego do przełknięcia, ale już znacznie bardziej przyjazna niż w przypadku słuchawek: 895 zł według rekomendacji firmy Bose.

http://youtu.be/PnFrhS6BMss

Amar Bose mógłby być z tych konstrukcji dumny.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Bpse to „high end dla ubogich” Poziom sredni w kategorii high-end. Mam sluchawki TriPort – niestey malo uzyteczne. Basy zbyt silne, dziura w srodku, Mechanicznie bardzo slabe. Uszkodzily sie lekko pierwszego dnia. Tak zwane sluchawki „earbuds” wkladanie do ucha, za 300 dolcow, okazaly sie byc w druga stroine: w ogole bez basow. Za to kabel taki jak do zelazka. Udalo mi sie spzredac. Lepsze byly sluchawki Koss za 20 dolcow. Glosniki do laptopa – OK. Ale juz glosnik bluetooth tego samego dnia zwrocony do sklepu. Radio na polke za 1000 dolcow – tragiczna pomylka.

    Jestem platonicznym milosnikien high-end. Platonicznym – bo na prawdziwy high end mnie nie stac. Czytam za to namietnie czasopismo Stereophile. Firma Bose wystepuje tam w ilosciach sloadowych. Ostatnie omowienie produktu Bose to chyba rok 2012. Generalnie, Bose nie ma specjalnie donrej marki. Owszem, dobrze ze niesie idee high-end wrod posiadaczy iPoda i entuzjastow MP3, ale ekefy niesienia owego „kaganca” oslabiony jest pzrez zbyt wysoka cene produktow.

  2. @A.L.

    Zgadza się, oferta Bose jest dziś nierówna i często w słonych cenach. Opisywane przeze mnie słuchawki wyceniono horrendalnie wysoko, ale w końcu to typowy haracz za nowalijkę. Gdy inni producenci też zaoferują słuchawki douszne z aktywnym tłumieniem hałasu, ceny będą musiały być konkurencyjne.

    Co się tyczy brzmienia, akurat oba wspomniane w tekście urządzenia trzymają poziom. Słuchawki potrafią zejść dość nisko jak na konstrukcję douszną, ale najbardziej liczy się to, że muzyki nie zagłusza hałas ulicy. Oczywiście klasyczne pałąki do użytku domowego łatwo je pokonają, ale w terenie sprawdzają się bez zarzutu – grają czytelnie, mają dobrą dynamikę, no i, co dla mnie jest bardzo ważne, wygodnie leżą w uszach. Co się tyczy „kabla od żelazka”, to akurat żałuję, że douszne słuchawki Bose mają kabelki zdecydowanie cieńsze, wręcz niepokojąco filigranowe. Łatwo się mogą uszkodzić w miejscach częstego zginania, to ewidentnie najsłabsze ogniwo.

    A ten przenośny boombox gra wręcz zaskakująco przyzwoicie. Co oceniam jako audiofil zaleczony, słuchający w domu muzyki z zestawów na wysokiej klasy głośnikach ScanSpeaka i Vify.

  3. @Gospodarz: Sluchawki „do ucha” z eliminacja szumow nie sa wynalazkiem firmy Bose. Widzialem takie suchawki dosyc dawno temu. Tym niemniej, Bose jest bezkonkurencyjny jeseli idzie o sluchawki z eliminacja szumow. Mam takie Sony, Senncheiser I Bose – Bose zostawia tamte o pare dlugosci. Niestety, „klasyczne” sluchawki maja ten sam problem co TriPort – za duzo basow.

    Jezeli idzie o Bluetooth box – jest dobry, ale nie nadzwyczajny. Uznalem ze nie jest warty ceny – za cwierc tych pieneidzy moge dostac cos niewiele gorszego.

    Znakomity jest za to zestaw glosnikow do komputera – stacjonarnego, nie laptopa. Niestety, nie podam modelu, bo musialbym weksc pod stol 🙂

    Niewtpliwie, Bose firma – I Bose przemyslowiec maja swoje zaslugi w przyblizeniu HiFi szrokiej publicznosci. Malezy tylko miec nadzieje ze gdy zabraknie wodza, firma poradzi sobie z kontynuowaniem swojej misji.

    Co pisze sluchajac glosnikow Definitive 🙂

  4. Na youtube wpisałem „hearing test” i po przesłuchaniu kilku różnych filmików wniosek jest prosty. Słyszę dźwięki gdzieś tak z przedziału 40Hz do 10kHz. Oczywiście nie mam pojęcia jak dobra jest moja karta dźwiękowa i słuchawki, ale w każdym razie od tej pory z dystansem pochodzić będę do wymagań akustycznych stawianych mojej aparturze. 😉

css.php