Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka

11.08.2013
niedziela

Wyższa cywilizacja rowerowa

11 sierpnia 2013, niedziela,

 

To jedyne tego typu rozwiązanie na świecie – jeśli ktoś słyszał o innym, niech uprzejmie wyprowadzi mnie z błędu. I, w mej opinii, świetny dowód nie wprost, że trudno o kraj równie przyjazny swym obywatelom. Cud rowerowy.

Trondheim

Łatwo zakochać się w Trondheim. To prześliczne miasto, godne miana Wenecji Północy. Nierzadko zdarza się, że przybysz z dalekiego kraju, zauroczony jego magią, postanawia tu zostać – mówi mi moja przewodniczka, a ja jej wierzę. Jest z urodzenia Niemką, w historycznym grodzie nad norweskim fiordem mieszka od 11 lat. Stare drewniane domy, wychylające się z brzegu ponad wodę opływającą wspierające je pale, największa w Skandynawii katedra, z kamieniem węgielnym wmurowanym już w XI wieku, to najsłynniejsze atrakcje Trondheim. Najważniejszą jest jednak przyjazna atmosfera. Powszechna i naturalna w tej rzeczywiście obywatelskiej społeczności życzliwość, myślenie w kategoriach wspólnego dobra. Taka jest zresztą bodaj cała Norwegia, ale w Trondheim, silnym ośrodku akademickim, wyczuwa się tę aurę łatwiej niż choćby w Oslo.

Przygotowanie do holowania. Też spróbowałem, jakiś życzliwy chłopak pożyczył mi swój rower. Przy pierwszej próbie stopa zeszła mi z podpórki już po dwóch sekundach, przy kolejnym podejściu ujechałem może półtora metra. Tubylcy, jak widać, nie mają podobnych problemów. Pewnie po kwadransie treningu też dałbym radę.

Wcale mnie nie dziwi, że właśnie tu ktoś wpadł na pomysł stworzenia wyciągarki rowerowej. Otóż ulica wiodąca z centrum do dzielnicy na wzgórzu, pokonywana każdego dnia na rowerach przez licznych mieszkańców w drodze do pracy lub uczelni i z powrotem, jest całkiem stroma. Zdjęcia tego nie oddają, ale zapewniam, że wjechać na nią dzięki pracy prących na pedały nóg to nie lada wysiłek. Ktoś zatem postanowił nieszczęśnikom pomóc i zaprojektował – nazwijmy ją tak – wyciągarkę, dzięki której wjazd na górkę staje się prosty: rowerzysta zapiera się prawą stopą o przymocowane do stalowej liny podparcie, wciska przycisk i już po chwili lina ciągnie go wraz z rowerem. A miasto ochoczo wyłożyło fundusze na realizację tej zacnej idei.

Wciskamy przycisk i czekamy na sygnał dźwiękowy zapowiadający naszą kolej. Można wybrać poziom trudności (kliknij, by powiększyć, jeśli chcesz przyjrzeć się instrukcji)

Co niniejszym nagłaśniam z cichą nadzieją, że wiadomość ta wpłynie inspirująco na włodarzy polskich miast. Niekoniecznie muszą powielać pomysł z Trondheim. Wystarczy, że z większym zrozumieniem i życzliwością pomyślą o potrzebach swych obywateli, coraz chętniej – gdy tylko stworzy im się warunki – przesiadających się z prywatnych samochodów i publicznych środków komunikacji na napędzane mięśniami dwa koła. Bo tak jest zdrowiej, taniej i przyjemniej.

Poza tym postawa administracji wobec rowerzystów to dziś jeden z najlepszych wskaźników poziomu rozwoju społeczeństw. Miasta, którym zależy na dobrym wizerunku w świecie i życzliwym zaufaniu turystów powinny inwestować w infrastrukturę i rozwiązania przyjazne amatorom ekologicznych dwóch kółek. Wielki zwolennik i propagator kultury roweru, burmistrz Londynu Boris Johnson właśnie dzięki gestom wobec cyklistów i wypieraniu smrodzących samochodów z miasta zdobył uznanie wyborców. Niech da wam to do myślenia, politycy i urzędnicy.

Moja przewodniczka demonstruje, jak ustawić stopę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 138

Dodaj komentarz »
  1. Po wpisaniu na youtube „Bicycle lift in Trondheim” otrzymujemy całą kolekcję filmików. Niektóre z nich pokazują, że ten wyciąg dla niektórych (turystów!) może być prawdziwym wyzwaniem 😉

    Serio, jak ktoś mieszka w mieście z takimi różnicami wysokości i co ważniejsze, musi je codziennie lub często pokonywać, to głupotą jest kupować rower bez odpowiedniego przełożenia. Wiele z rowerów na filmach, także tych pokazujących „tradycyjną metodę” podjeżdżania pod tę stromiznę, było wyposażonych w przerzutki w tylnej piaście, które w widoczny sposób nie miały wystarczającego przełożenia do tego zadania. Przecież już 70 lat temu wymyślono przerzutkę z wymiennymi zębatkami i dla mieszkańców Trondheim nie powinno być problemem założenie takiej kombinacji przedniej i tylnej zębatki aby móc z palcem w nosie podjechać pod te wzgórze.

    Pomysł takiego wyciagu od strony technicznej uważam więc za co najmniej dyskusyjny.

    Od strony nastawienia władz miasta całkowicie zgadzam się z @Gospodarzem, iż:
    „Wystarczy, że z większym zrozumieniem i życzliwością pomyślą o potrzebach swych obywateli, coraz chętniej – gdy tylko stworzy im się warunki – przesiadających się z prywatnych samochodów i publicznych środków komunikacji na napędzane mięśniami dwa koła. Bo tak jest zdrowiej, taniej i przyjemniej.”

    Młodsze pokolenie to rozumie, starsi bardzo często wyrażają się o „rowerku” jako o czymś, co daje się jako prezent komunijny. W każdym razie małemu dziecku.
    Poważny mężczyzna powinien zaś mieć „motór” albo „taksówkę”.
    Dla tamtego pokolenia „wojsko dawało zawód”. W 99% chodziło o prawo jazdy na ciężarówkę.
    „Rowerki” nie były nawet na horyzoncie myślenia.

    Natomiast przestrzegałbym przed językiem w stylu „dzięki gestom wobec cyklistów i wypieraniu smrodzących samochodów z miasta”, gdyż ustawia on rowerzystów i kierowców w opozycji.
    Nie tędy droga.
    Według mnie miejska komunikacja powinna „w jakiś sposób” rozdzielać oba środki komunikacji. Separować, ale bez nastawienia a priori o „wyperaniu smrodzących samochodów”. Smrodzący samochód jest konieczny i nie do zastąpienia przez rower w stu i jednym przypadkach. Tak samo jak rower jest lepszy od samochodu w wielu zastosowaniach. Ale oba powinny się UZUPEŁNIAĆ a nie WYPIERAĆ.

  2. Zapomniałem dodać, że nie zauważyłem też hamulców tarczowych. Jak rowerzyści w Trondheim mają zamiar zjechać po tej stromiźnie? Polegając na hamulcach szczękowych? Nawet nieco od nich lepsze hamulce bębnowe – jak się wydaje z filmików na youtube popularne tam – mogą zawieść, gdy się przegrzeją. Zakładam, że w Trondheim nie jest to jedyne tak wysokie miejsce.

  3. „Smrodzace samochody”? Slusznie. Proponuje powrocic do ekologicznych slawojek. I rownie ekologicznych wozow drabiniastych

    Rowerzysci to ekoterroryzm i zagrozenie dla pieszych. Prosze popatrzec na ich meandry po chodnikach

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Rowerzysci to ekoterroryzm i zagrozenie dla pieszych.

    Ilu znasz pieszych poszkodowanych przez rowerzystę a ilu znałeś pieszych zabitych przez samochód? (Pomijam fakt, że rowerzyści to… ludzie! Wiesz, tacy jak ty, ja, autor tego bloga. Wśród nich są lepsi i gorsi – jak w każdej innej grupie).

  6. Tak jeszcze na marginesie smrodzenia… Rzeczywiscie, samochody w Warszawie smrodza. Na srzyzowaniu Alei Rerozolimskich i Emilii Plater widac niebieski dymek w powietrzu. Niebieski dymek widac w Wiedniu. Niebieski dymek widac w Sofii.

    Niebieskiego dymku nie widac w Chicago, Nowym Jporku, Los Angeles czy San Francisco. Mimo natezenia ruchu, tak lekko liczac, z 10 razy wiekszego niz w Warszawie.

    A jak idzie o rowery… Rowerzysci, w Warszawie przynajmniej, nie sa sympatyczni. Niedawno jesen potracil mnie na przejsciu przy Placu Konstytucji, mimo ze mialem zielone swiatlo dla pieszych. Rozdarl mi torbe z ksiazkami. Sam sie pzrewrocil. Wsyal, sparwdzil czy nic sie nie stalo rowerowi za 5 tusiecy zlotych I kostiumowi za 2 tysiace zlotych, po czym zaczal sie drzec ze „moglbym uwazac”. Na moja uwage ze on powinien uwazac, bo mial czerwone swiatlo, odparl ze „jest rowerzysta I jego zadne swiatla ani inne pzrepisy nie obowiazuja” po czym darl sie dalej. Oddalil sie dopiero na propozycje dostania w morde.

    Byc moze w Holandii czy Norwegoo rowerzysci sa inni. Ale u nas sa jacy sa

    Podejrzewam niejasno ze normy emisji w Europie sa inne niz w Ameryce; Niewykluczone tez ze jakosc paliwa jest inna.

    Tu gdzie meiszkam, samochod musi raz na 3 lata pzrejsc kontrole techniiczna. I nei sparwdza sie, jak w Polsce, dupereli, a JEDYNA rzecza sprawdzana jest emisja spalin. Samochod stawie sie na rolkach, podlacza do paru komputerow, I symuluje przez 5 minut jazde po miescie I po autostradzie. Test jest dosyc drakonski.

    Mzoe wiec zamiast eliminowac „smrodzace” samochody, zastanowic sie nad przyczyna smrodzenia? Powrot do rowerow wydaje mi sie rownie parwdopodobny, wlasnie jak napisalem wyzej, jak powrot do slawojek

  7. @dzemekuis: „Ilu znasz pieszych poszkodowanych przez rowerzystę ”

    Ocho, zaraz sie zacznie.

    Ja bylem poszkodowany pzrez rowerzyste, moja malzonka byla poszkodowana pzrez rowerzyste, a jakos nigdy nie bylismy poszkodowani przez samochod.

    Na ulicy KEN, Ursynow, Warszawa, jest znakomita sciezka rowerowa. Koegzystujaca z chodnikiem. Niestety, sciezka nie idzie prosto. Idzie „zakosami”. Ekologiczni rowerzysci nie zadaja sobeio trudu zeby jechac tak jak sciezka prowadzi. Jada na skroty, po chodzniku, wydzierajac sie na pzrechodniow ze im pzreszkadzaja

    Sparwa byla dyskutowana na usenerowej grupie pl.regionalne.warszawa. Ekorowerzysci stwierdzili jasno I bez ogrodek ze po tak pop… sciezce to oni jezdzic nei beda. Polecam dyskusje na tej grupie – jezeli ktos wie co to jest usenet

  8. @zza kałuży
    Smrodzący samochód jest konieczny i nie do zastąpienia przez rower w stu i jednym przypadkach.

    Dziś – tak. Jutro – miejmy nadzieję, że uda się zastąpić spalinowce bardziej przyjaznymi ludziom pojazdami. Właśnie we wspomnianym Londynie od paru już lat testowane są samochody elektryczne doładowywane bezprzewodowo, niejako „w biegu”, korzystające z technologii opracowanej przez Qualcomm (w oparciu o pole indukcyjne). Nie kto inny jak Boris Johnson dał tym próbom zielone światło.

    Natomiast przestrzegałbym przed językiem w stylu „dzięki gestom wobec cyklistów i wypieraniu smrodzących samochodów z miasta”, gdyż ustawia on rowerzystów i kierowców w opozycji.

    Nie miałem takiej intencji. Nie chodzi zresztą przecież o całkowite wyrugowanie samochodów, ale o zmianę proporcji. Johnsona, skoro już o nim mowa, przekonały na przykład wyniki badań wydolności oddechowej brytyjskich dzieci. Porównano te, które żyją w miastach z powietrzem gęstym od spalin z tymi, które oddychają zdrowszym powietrzem prowincji. Różnica była niebagatelna.

  9. @A.L.
    „Smrodzace samochody”? Slusznie. Proponuje powrocic do ekologicznych slawojek. I rownie ekologicznych wozow drabiniastych

    Wolałbym po prostu nowsze, lepsze rozwiązania, na miarę XXI wieku, jak choćby samochody elektryczne. Sporo by dała też zmiana mentalności. Bo gdy widzę leniwca, który odpala swego SUV-a, by pojechać po bułki i mleko do sklepiku za rogiem, to mnie krew zalewa.

    Rowerzysci to ekoterroryzm i zagrozenie dla pieszych. Prosze popatrzec na ich meandry po chodnikach

    Ja nie gloryfikuję rowerzystów en masse, wśród nich też zdarzają się piraci drogowi, tak jak wśród kierowców. Ale te meandry po chodnikach to często efekt nieprzygotowania oddzielnych pasów dla rowerów połączony z lękiem przed jazdą po drodze dla aut, gdzie rowerzysta bywa traktowany jako ktoś gorszej kategorii. Co czasami kończy się tragicznie.

  10. @Olaf Szewczyk: „Wolałbym po prostu nowsze, lepsze rozwiązania, na miarę XXI wieku, jak choćby samochody elektryczne”

    No wlasnie, to jest mit o „czystosci” samochodu elektrycznego.

    Aby samochod elektryczny jezdzil, tzreba wyprodukowac baterie. Tzreba wyprodukowac I pzreslac elektrycznosc. Tzreba zuzyta baterie zutylizowac.

    Zadna z tych operacji nei jest „eco-friendly”, I w sumie moze sie okazac (I na ogol okazuje sie) ze jazda samochodem elektrycznym produkuje wiecej zanieczyszczen srodowiska niz benzynoweym.

    Byla publikwoana mapa USA (jak znajde link to podam) podajaca dla kazdego stanu sumaryczne zanieczyszczenai generowane pzrez samochody konwencjonalne I elektryczne. Niestety, elektryczne bynajmniej nie byly lepsze, a w wielu wypadkach gorsze.

    Na dodatek, samochody elektryczne to utopia ze wzgledu na to ze ilosc produkwoanej energii elektrycznej jest niewystarczajaca, a nawet gdyby owa energie produkowano, to obecna siec energetyczna nie bylaby w stanie tej energii pzreslac. Zbudowanie infrastruktury dla MASOWEGO uzycia samochodow elektrycznych to inwestycja w porownaniu z ktora koszty program Apollo bylyby „kieszonkowym”

    Po prostu – na samochody elektryczne nas nie stac.

  11. „Ocho, zaraz sie zacznie.
    Ja bylem poszkodowany pzrez rowerzyste, moja malzonka byla poszkodowana pzrez rowerzyste, a jakos nigdy nie bylismy poszkodowani przez samochod.”

    Nie wiem, co się zacznie, ale skoro odpowiedziałeś na pytanie retoryczne nie zrozumiawszy intencji, to spróbuję jaśniej. Ty byłeś poszkodowany, Twoja małżonka i wiele innych osób też. Poszkodowani. Sam natomiast znałem kilka osób, które starcia z samochodem nie przeżyły. Taka różnica. Kumasz? Poszkodowany vs. nie żywy. Teraz jasne? Więc kiedy piszesz, że rowerzyści to zagrożenie dla pieszych stawiając ich w opozycji do samochodów, to jest to po prostu niesmaczne. Tyle.

    Poza tym przylepianie działań i poglądów kilku baranów do całej grupy złowieszczych rowerzystów, to znany z psychologii mechanizm przypisywania złych cech grupom, z którymi się nie utożsamiamy. Warto sobie zdawać z tego sprawę i tego unikać, bo jest nieracjonalne. Jeden rowerzysta Cię potrącił. A ilu rowerzystów Cię minęło bez potrącania. Kumasz?

  12. @dzemekuiss: „Sam natomiast znałem kilka osób, które starcia z samochodem nie przeżyły. Taka różnica.”

    A ja znam olbrzymia ilosc osob ktore nigdy nie byly pzrez samochod poszkodowani. Znam natomiast jeden przypadek gdy facio zostal zabity pzrez rowrzyste. Rowerzysta go potracil, facio upadl, walnal glowa w kant lawki I zmarl na miejscu. taka roznica.

    Nie mam nic pzreciwko rowerzysyom jezeli; a) Beda jezdili po miejscach wyznaczonych, b) beda pzrestzregali pzrepisoww, c) beda szanowali innych, d) Nie beda sie starali sila I przymusem naklonic innych aby zastosowali sie do ich „jedynei slusznej” filozofii.

    O punktach c) I d) swiadczy tak zwana „masa krytyczna” organizowana od czasu do czasu w Warszawie, JEDYNYM celem owej masy krytycznej jest zablokowanie miasta na pare godzin I stworzenie niedogodnosci dla mieszkancow. W imie ekoterroryzmu.

    W kazdym razie, niezaleznie jak entuzjastyczsnie bedzie Pan reklamowal rowery I jak malo entuzjastycznie bedzie Gospodarz traktowal smierdzace samochody, jedno jest pewne: do epoki slawojek, rowerow I koczobrykow raczej nei wrocimy. Zostawiajac owe niszowym entuzjastom

  13. „W kazdym razie, niezaleznie jak entuzjastyczsnie bedzie Pan reklamowal rowery”

    Jeśli odebrał Pan moje komentarze, jako reklamowanie rowerów, to wygląda na to, że zupełnie ich Pan nie zrozumiał. Cóż, internet.

  14. @Gospodarz
    Jak zwykle w przypadku rozwaania problemów technicznych trzeba doprecyzować język. Pisząc „miejmy nadzieję, że uda się zastąpić spalinowce bardziej przyjaznymi ludziom pojazdami” powinniśmy zdefiniować pojęcie „przyjaznego ludziom pojazdu”. Ja rozumiem je także jako „przystępny cenowo”. I tutaj elektryczny nie za bardzo spełnia moje kryteria przyjazności. Zgadzam się, że być może „jutro” samochody te staną się tańsze. Oby. Proszę mnie dobrze zrozumieć. Ja nie jestem wrogiem nowych technologii, a wręcz przeciwnie. Ja tylko widzę potrzebę znajdowania akceptowalnych dla jak największej ilości konsumentów rozwiązań „na dzisiaj”, czyli konieczności rozwiązań stopniowych i częściowych.

    Jeżeli zaś „przyjazność” mamy rozumieć jako mniejsze zanieczyszczenie środowiska, to znowu fajnie byłoby doprecyzować jakiego rodzaju zanieczyszczenie, gdzie i kiedy występujące?
    Społeczeńswto powinno móc się wypowiedzieć, jakie kompromisy wydają się mu akceptowalne. Samochód elektryczny z pewnością będzie „czystszy” w mieście od samochodu spalinowego. I bedzie czystrzy „teraz”, czyli w momencie używania go.
    Ale już jakby wziąć pod uwagę „całe środowisko”, to wtedy może się okazać, że w sumie, razem z jego produkcją, produkcją energi dla niego oraz późniejszą utylizacją,- za cenę czystrzego „tu i teraz” miasta zapłacimy większym sumarycznym zanieczyszczeniem umownej „planety”.
    To trzeba ludziom powiedzieć i być może większość społeczeństwa się na taki „deal” zgodzi. Może będą mieli nadzieję, że zanieczyszczenia będą w Chinach a czyste powietrze w Europie. 😉

    Rowerzyści na ulicach miast to temat wysoce polaryzujący opinie.
    Polska jest na takim zakręcie historii cywilizacji technicznej kiedy masa rzeczy wydarzyła się dużo szyciej niż w innych, bardziej rozwiniętych krajach. Kultura używania kombinerek musi mieć ileś lat na zapanowanie większościowego poglądu, że kombinerki nie są równie dobrym narzędziem do wbijania gwoździ co młotek.

    Wiekszość polskich miast jest o wiele za ciasna na taką ilość pojazdów, (jakichkolwiek), jaka po nich dzisiaj jeździ. Większość Polaków z trudem stać „na życie” i w związku z tym ciągle się gdzieś śpieszą. Kierowcy, rowerzyści i piesi. Miasta dopiero teraz dopracowują pomysły na finansowanie komunikacji publicznej, parkingów miejskich, dróg, w tym objazdów miast, o autostradach nie wspominając. Kolej upada, busiki i autobusy plus auta prywatne przejmują jej zadania. Ilość studentów w miastach wzrosła ilestam razy a nie np. o 10%. Stosunek ceny używanego „czegokolwiek”, od deskorolki do samochodu, do średniej pensji Polaka zmalał wielokrotnie w stosunku do czasów PRLu. Dostępność tych rzeczy, dzięki otwartości granic i wymienialności złotówki wzrosła kosmicznie.

    Jednym słowem w Polsce mamy do czynienia z rewolucją komunikacyjną. Dla mnie nie jest niczym dziwnym, że rodzime rozwiązania i zwyczaje plus przepisy prawne, jakich inne kraje dorabiały się kilkadziesiąt lat dłużej niż Polacy, wymagać będą jeszcze kilka, kilkanaście lat aby nabrać sensu i się „wygładzić”.

    I dlatego, aby uniknąć okazji do „tarcia”, ja postulowałbym rozdzielanie pieszych, rowerów i samochodów. Nie rozwiązania taniutkie i nawet nie połowiczne, jak malowanie pasów, tylko stawianie betonowych barierek, żywopłotów, wysokich krawężników (oczywiście z podjazdami i zjazdami) świateł itp. rzeczy fizycznie oddzielających różnych użytkowników ruchu. Być może na dwadzieścia lat ludzie dorosną do poziomu życia takiego jak teraz np. w Danii i przestaną musieć lecieć z językiem na brodzie do kolejnej roboty, przestaną wilkiem na sibie patrzeć i będzie można powoli zacząć eliminować barierki, bo pieszy czy rowerzysta nie będzie na drodze zwierzyną tylko współobywatelem.
    Podobnie rowerzyści przestaną latać po chodnikach bo już nie będą się czuli celem na drodze. Idt. Wszystko wymaga czasu.

    A co do tej technologii Qualcommu to mam podobne wątpliwości co do wszystkich innych zielonych źródeł energii. „W mieście” są czystrze, ale ten prąd coś do sieci musi dostarczyć. O ile się nie mylę, to firma Q. głównie zarabia na technologiach związanych z telekomunikacją a w szczególności telefonami komórkowymi. Ja rozumiem, że położywszy komórkę na specjalnej macie leżącej na biurku, mogę przez indukcję ją naładować. Odległość pomiędzy pętlami jest w miarę mała. Ale w przypadku samochodu ta odległość, jeżeli ma to być cos w rodzaju „parkuj i ładuj”, albo „zatrzymaj się na światłach i ładuj” będzie wynosiła dobre kilkadziesiąt centymetrów. W poprzednim wpisie dyskutowano dobre głośniki. Hm, rozebrałem (i zbudowałem, także od zera bo w Tonsilu, we Wrześni) wiele różnych głośników i jak pan popatrzy na tę tulejkę z nawiniątym na nia cieniutkim drucikiem, co to wchodzi w szczelinę magnesu to z jakiegoś powodu tolerancje są tam bardzo małe. 😉
    Czyżby Qualcomm szykował nam też rewolucję w głośnikach?

    Już nie mówiąc, że masę czasu w życiu spędziłem w komorach testujących wpływ pola EM na systemy samochodowe i wizja wielkiego promiennika pola EM pod powierzchnią skrzyżowania nastraja mnie bardzo sceptycznie, żeby nic więcej nie powiedzieć. 😉

  15. @zza kaluzy: „Ale w przypadku samochodu ta odległość, jeżeli ma to być cos w rodzaju „parkuj i ładuj”, albo „zatrzymaj się na światłach i ładuj” będzie wynosiła dobre kilkadziesiąt centymetrów”

    Ta odleglosc jest wystaczajaca aby pole magnetyczne generowane pzrez petle indukcyjna generowalo prady we wszystkich czesciach metalowych samochodu. Prady te beda przeksztalcaly sie na zupelnie bezuzyteczne cieplo. W efekcie, sprawnosc takiego urzadznia bylaby bardzoo niska. Zreszta, nawet gdyby samochod byl wykonany calkowicie z plastiku, sprawnosc dalej bylaby bardzo niska. Co nei pzreszkadza w przypadku telefonu, ale jest raczej „showstopper” w przypadku samochodu

    Cala koncepcja z doladowaniem pod skrzyzowaniem jest tak samo rozsadna jak koncepcja ze nie sa potzrebne stacje benzynowe, bo do kazdego samochodu stojacego na swiatlach mozemy dolac lyzeczke benzyny.

    Wdle ocen firm samochodowych (wiadomosci z konferencji, juz nie pamietam ktporej) pzrez nastepne 70 lat dominowal bedzie w samochodach naped spalinowy (niekoniecznie benzynowy) bad mieszany (hubrydowy) w roznych konfiguarcjach

  16. 1. Widze, ze tu sie teraz produkuje A.L., aka zza kałuży. Jak zwykle, zachwala on rozwiazania z Ameryki, ktore, jak wiemy, doprowadzily jednak owa Ameryke na skraj zapasci, przed ktora broni sie ona dzis juz tylko zaciaganiem kolejnych dlugow oraz prowadzeniem (tez na kredyt) kolejnych brudnych wojen, co, jak wiadomo, nakreca koniunkture, ale tylko na krotko i kosztem rosnacego zadluzenia.
    2. Co do Trondheim – w lato wydaje sie ono byc ladne, ale jak tam przyjdzie dluga, a ciemna norweska zima, to mozna dostac tam niezlej depresji. Poza tym, to ten koszt zycia w Norwegii… Wiadomo przeciez, gdzie trawa wydaje sie byc bardziej zielona!
    3. Rowery w klimacie Norwegii, a nawet i Polski,to nadaja sie tylko na lato, i to tez tylko na dni bezdeszczowe i bezwietrzne.
    4. Jedynym rozwiazaniem transportu w miastach Europy jest wiec, realistycznie patrzac, transport publiczny, najlepiej elektryczny.
    5. Samochod jest zas OK, ale tylko poza centrami miast. Poza tym, to samochod elektryczny w obecnej jego postaci, czyli z akumulatorami opartymi na zjawisku odkrytym przez Wlochow w XVIII wieku, nie ma przyszlosci. Potrzeba jest nam wiec znalezc albo sposob efektywnego przechowywania energii elektrycznej, inny niz w ‚chemicznych’ akumulatorach, kondensatorach (tez technologia rodem z XVIII wieku) czy tez w mechanicznych urzadzeniach typu kola zamachowego (zyrobusy), albo tez sposob bezpiecznego przekazywania jej na odleglosc bez uzycia przewodow, badz tez sposob na jej ekonomiczne wytwarzanie ‚na pokladzie’ samochodu (cold fusion?).
    Pozdr.

  17. A jakie to odlegosci i przy jakiej gestosci zaludnienia pokonuja mieszkancy slicznego miasteczka? I czy sezon rowerowy trwa przez caly rok? Co jest doskonale dla tego miasteczka, a nawet kilkusettysiecznych miastz plaskiej Holandii, czy Danii niekoniecznie jest jakimkolwiek rowiazaniem dla np. L.A, albo zapadlej osady skad do cywilizacji dziesiatki mil.
    Rozpaczliwe proby przerzucenia wiekszej ilosci ludzi na rower w NY niestety ciagle maja bardzo nikle sukcesy. Oczywiscie oprocz mody rekreacyjnej. Ale i to dobre.

  18. zyta2003 12 sierpnia o godz. 12:34
    „A jakie to odlegosci i przy jakiej gestosci zaludnienia”
    A jakie to decyzje o miejscu zamieszkania podjęła @zyta2003?
    Ktoś @zytę2003 kajdankami przykuł do „L.A. albo zapadłej osady skąd do cywilizacji dziesiątki mil”? Proszę sobie wyobrazić, że dla mnie możliwość codziennego używania roweru, chodzenia piechotą i korzystania z publicznej komunikacji jest jednym z zasadniczych powodów wyboru miejsca zamieszkania i pracy.
    USA rzeczywiście jest krajem zbudowanym i zorganizowanym wokół samochodu i wielkich odległości, ale nawet tam są możliwości dostosowania swojego miejsca zamieszkania do stylu życia.
    W każdym razie ja tam wolę częściej niż rzadziej używać swoje mięśnie. Zachęcam @zytę2003 do zakupu roweru i do dziwienia się, jak fantastycznie człowiek się czuje po dłuższej podróży rowerem.
    Po jakimś czasie być może dołączy @zyta2003 nawet do milionów ludzi, którzy wybuchają głośnym śmiechem na „uczone wywody” o tym, że rower jest tylko na słoneczne i bezwietrzne dni. Ja np. przepedałowałem każdą zimę już od ponad trzydziestu lat w klimacie zarówno polskim jak i chicagowskim. W zeszłą zimę robiłem spożywcze zakupy rowerem przy -15 stopniach Celsjusza. Używałem oczywiście mojego zimowego roweru ze smarami odpornymi na niskie temperatury i oponami z głębokim bieżnikiem. Bardzo pomaga pracodawca z prysznicem dla rowerzystów, ale w USA też się zorientowali, że grubasy więcej kosztują a smutasy i narzekacze umierają wcześniej i są po prostu niefajni. 😉
    Stąd moja filozofia – nie „wypierać” jednego przez drugie tylko dzielić się przestrzenią miasta. Jak grubas albo ktoś, kto swój status dokumentuje autem nie może żyć bez niego to niech sobie wlecze to auto ze sobą nawet do ubikacji. Chcę tylko, aby podzielił się miejscem i dał mi osobną i bezpieczną ścieżkę rowerową.
    I tak sobie będziemy koegzystować. Ja jemu na autostradę z pewnoscią nie wjadę a on niech mi da możliwość dojechania do pracy (np. zabrania roweru do środków komunikacji miejskiej), biblioteki czy po zakupy. 😉

  19. @zza_kaluzy

    piasty wielobiegowe (to znaczy 7-8 biegowe) obsługują całkiem rozsądny zakres przełożeń (rzędu 300% Sram S7, Shimano SG500). Są jeszcze 11-biegowe SG700 i 14-biegowy Rohloff o zakresie 600%.

    hamulce tarczowe?
    IMO hamulec tarczowy to jest pewnego rodzaju chwyt marketingowy. Skoro da się doprowadzić do poślizgu opony przy hamowaniu za pomocą zwykłych hamulców, to po co stosować silniejsze (cięższe i droższe)? Widział kiedyś zza_kaluzy hamulce tarczowe na górskich etapach TdF? No chyba ze się oszczędza na klockach hamulcowych…

  20. – A propos zanieczyszczeń generowanych przez samochody elektryczne:

    To jasne, że energię elektryczną trzeba najpierw wytworzyć, produkcja akumulatorów też nie jest obojętna dla środowiska. Wychodzę jednak z założenia, że łatwiej jest wyłapywać zanieczyszczenia w elektrowniach, stosując wielkie, superwydajne filtry, niż w samochodach. No i gdy taka elektrownia jest oddalona od skupisk ludzkich, szkody są mniejsze niż w przypadku samochodów w centrum miast. Wspomniane przeze mnie wyżej brytyjskie badania dotyczące wydolności oddechowej dzieci to mocny argument za zmniejszeniem stężenia spalin w miastach.

    Przyznaję przy tym, że zaniepokoił mnie A.L. informacją o amerykańskim raporcie, z którego wynika, że summa summarum samochody elektryczne mogą generować więcej zanieczyszczeń niż spalinowe. Nie znałem tych danych. Ale argument o większych możliwościach filtrowania zanieczyszczeń w elektrowni pozostaje ważny.

    – A propos sensowności samochodowej technologii Qualcommu:

    Cóż mogę odpowiedzieć – mimo zgłaszanych zastrzeżeń dotyczących sprawności samochodów podładowywanych polem indukcyjnym, faktem jest, że te auta po Londynie już w ramach testów jeżdżą. Qualcomm zapewnia, że są energooszczędne (na co ma wpływ niewielka waga akumulatora). Musimy chyba poczekać, aż finalne wyniki tego eksperymentu będą publicznie dostępne. Też bardzo jestem ciekaw liczb.

    Bardziej mnie niepokoi podniesiony w komentarzach ewentualny szkodliwy wpływ pola elektromagnetycznego na zdrowie. I raz jeszcze – ktoś te auta dopuścił do ruchu, zakładam zatem, że inżynierowie z Qualcommu wymyślili, jak obejść ten problem.

    Przeszkód na drodze do skonstruowania sensownego samochodu elektrycznego jest wiele, ale cieszmy się, że ktoś podejmuje wyzwanie i testuje różne, także te na pierwszy rzut oka kontrowersyjne rozwiązania. Może dzięki tym próbom kiedyś komuś się uda zrobić takie auto, na jakie czekamy.

  21. @Gospodarz
    „trasat” to jeden z wielu nicków internetowego trolla. Proszę sobie wygóglować „lech keller”, „kagan”, „kaganowicz”. Parę lat temu karierę rozpoczął od zaśmiecania przeróżnych forów, głównie „Gazety Wyborczej”, swoimi donosami na polskie uczelnie, które nie chciały go zatrudnić i uznać rzekomo posiadanego przez niego doktoratu z lemologii (Keller podaje, że doktoryzował się na australiskim Monash z Lema). Teraz wyrabia stachanowską normę setkami wpisów na blogu Tomasza Kasprowicza. Jak pan chce mieć wysoką frekwencję tutaj – proszę tylko się do niego odezwać i ma pan to jak w banku!
    Troll ten wygłasza poglądy upartego komunisty oraz namiętnie przepisuje Wikipedię, a więc zabawa będzie przednia!

  22. divak2 12 sierpnia o godz. 16:18
    Być może mój wpis był niejasny i źle przekazal moje intencje.
    Ja jestem jak najbardziej za komunikacją rowerową. I za rozwiazaniami już dostępnymi. Filmiki na youtube tylko podsunęły mi myśl, że bycie ciągniętym za stopę może nie być aż takie łatwe w użyciu a zatem może nie jest lepszym rozwiazaniem od tradycyjnej modyfikacji roweru.

    „piasty wielobiegowe (…) obsługują całkiem rozsądny zakres przełożeń”
    Ależ oczywiście i tym lepiej. Cieszę się razem z toba!
    Jestem skąpcem i mam kilkanaście rowerów, raczej z tych starszych, gdzie modyfikacja zakresu przełożeń kosztuje mnie tylko trochę czasu i pobrudzenia rąk, bo moja kolekcja wolnobiegów jest praktycznie za darmo. A na filmikach z Trondheim – proszę sobie pooglądać – rowerzyści, którzy podjęli próbę podjechania samemu wyglądali na „spuchnietych”. Być może więc oni nie mieli tych wielobiegowych piast a już z pewnością (bo to widać) nie mieli tradycyjnych, zewnętrznych przerzutek.

    „hamulce tarczowe? IMO hamulec tarczowy to jest pewnego rodzaju chwyt marketingowy. Skoro da się doprowadzić do poślizgu opony przy hamowaniu za pomocą zwykłych hamulców”
    Podczas deszczu i posiadając stalową obręcz koła o wiele łatwiej poślizg zachodzi pomiedzy tą obręczą a klockami hamulcowymi.

    „to po co stosować silniejsze (cięższe i droższe)?”
    Waga akurat w przypadku sprzętu używanego do poprawy kondycji (i humoru) nie powinna nikogo martwić!
    Ja tam zawsze żartuję z „amatorskich obniżaczy wagi” wskazując, że przecież na rower wyszli nie po to, aby wygrać TdF ale aby zrzucić sadełko, a więc im cięższy rower tym lepszy 😉

    „Widział kiedyś zza_kaluzy hamulce tarczowe na górskich etapach TdF?”
    Widział @divak2 samochód obsługi technicznej za każdym rowerzystą w miescie?
    JAKBYM mieszkał w takim miejscu Trondheim, że musiałbym tam jeździć, to pewnie jednak wybrałbym hamulec tarczowy. Znowu, być może w słoneczną pogodę zwykłe szczękowe czy bębnowe wystarczą,- nie byłem, nie wiem.
    Jeżeli tak jest – to tylko lepiej! Ja się z pewnościa tylko tym ucieszę! Im taniej i prościej tym więcej ludzi na rowerach, tym mniej pacjentów u kardiologa i mniej smutasów!

    No chyba ze się oszczędza na klockach hamulcowych…

  23. @zza kaluzy: „W zeszłą zimę robiłem spożywcze zakupy rowerem przy -15 stopniach Celsjusza”

    Coz, to wytworna forma masochoizmu. Ameryka to wolny kraj, nikt nikomu niczego nie zabrania. Nawet kapieki w morzu w zimie.

    Ale jakos nie widze aby uzywano tutaj (w USA) rowerow na skale masowa, I w celach innych niz rozrywkowe. Owszem, na Nowojorskim Manhattanie widac kurierow rowerowych dostarczajacych przesylki. Niektory usiluja uzywac rowerow w celach komunikacyjnych, co akurat w iprzypadku Manhattanu ma maly sens, bo komunikacja miejscka jest tam doskonala.

    Gdy Pan pospaceruje sobie po Manhattanie, zobaczy Pan mnostwo ram rowerowych przypietych lancuchami do latarni. Te ramy to: a) pozostalosci po rowerach ktore ktos nieopatrznie zaparkowal na ulicy, b) rowery ktore ktos zaparkowal na ulicy, przezornie zabierajac kola, kierownice, siodelko I pedaly. Na ogol jednak to jest a).

    Tu gdzie pracuje (bardzo dalekie przedmiescie Chicago), na 500 mniej wiecej osob tylko jeden facio dojezdzal systematycznie do pracy rowerem. Dojezdzaj tak dugo, az go rozjechali. Na smierc zreszta. Reszta wykazuje malo entuzjazmu.

  24. @gospodarz: „i testuje różne, także te na pierwszy rzut oka kontrowersyjne rozwiązania.”

    Jednym z takich kontrowersyjnych rozwiazan jest samochod z silnikoem parowym. Byly popularne d oroku mniej wiecej 1930, teraz jakby odzywaja

    ****en.wikipedia.org/wiki/Steam_car#Modern_steam_cars

    W jazdym razie, publicznosc nie jest gotowa palcic za samochod elektryczny tyle ile on kosztuje, I ponosic ryzyko tego ze jak sie bacteria skonczy to trzeba bedzie samochod holowac do domu. Niezbedny jest dosatkowy silnik spalinowy na takie sytuacje… no I mamy samochod hybrydowy

  25. @zza_kaluzy
    Ostatni problem z hamulcem szczękowym miałem pod koniec lat 80., kiedy na 15% zjeździe stopiły mi się PRLowskie klocki. Współcześnie tam nie mam żadnych trudności. I pewnie Norwegom z Trondheim też te hamulce hamują. Kwestia raczej zadbania niż konkretnego rozwiązania technicznego.
    „Waga akurat w przypadku sprzętu używanego do poprawy kondycji (i humoru) nie powinna nikogo martwić!”
    No to czego się czepiasz tych z Trondheim że dla poprawy kondycji podjeżdżają pod górę na rowerach bez przerzutek 🙂
    Na marginesie – piasty bez przerzutek miewają często bardzo skuteczny i niezawodny hamulec uruchamiany kręceniem pedałami do tyłu. Zresztą 7-biegowy Sram/Sachs S7 też ma taki hamulec.

    „Widział @divak2 samochód obsługi technicznej za każdym rowerzystą w mieście?”
    Nie, za mną też nie jeździ. A tarczówek nie mam. Co ~2 lata (6-8 tys kilometrów) wymieniam klocki. Większość rowerów widywanych na ulicy ma szczękowe V-brake.
    Zresztą nie mam nic do tarczówek, swego czasu miałem. Po prostu nie uważam żeby były aż tak bardzo konieczne, raczej konieczne jest minimum troski o hamulce, wtedy nie zawiodą.

    „W zeszłą zimę robiłem spożywcze zakupy rowerem przy -15 stopniach Celsjusza”
    Ja też, ja też!

  26. divak2 12 sierpnia o godz. 21:36
    „A tarczówek nie mam. Co ~2 lata (6-8 tys kilometrów) wymieniam klocki.”
    Codziennie jeżdżąc po takich stromiznach jak ta z Trondheim…acha, jedzie mi tu czołg? 😉
    Bo przecież o tym przypadku rozmawiamy. Ja też kiedyś zostałem na wjeżdzie do Trzebnicy złapany przez chłopców radarowców lecąc 90 km na godzinę. Było z góry i przez dobrą chwilę za ciężarówką. Ale ja to zrobiłem mając dwadzieścia lat i raz w życiu. Cały czas w tych wpisach upominam się nie o zmiany techniki mającej służyć we wszystkich płaskicj miastach ale w Trondheim. I wcale nie jestem propagandzistą zastępowania hamulcami tarczowymi wszystkich hamulców we wszystkich rowerach świata nawet w Bangladeszu tylko właśnie tam, gdzie by się przydały, a więc w górzystych miejscowościach. Proszę sobie pooglądać filmiki na youtube i zobaczyć, że ta rowerowa winda wcale nie jest taka łatwa w użyciu. Kilku osobom albo noga się wyczepia, albo mają duże problemy z koordynacją kierunku ruchu przedniego koła i nogi ciągniętej przez linę, itd. Rozkraczają się, tracą równowagę. Od rozwiązania publicznego ja wymagam nieco większej łatwości użycia. Na Orlej Perci są łańcuchy i niby są dla wszystkich ale jednak (?) nie wszyscy tam łażą. W Trondheim winda jest też dla wszystkich a nawet młode i wydawało by się sprawne osoby mają trudności.

  27. @Zza kaluzy. jakis ty nudny. Nie twoja sprawa dlaczego mieszkam tu a nie tam, albo jeszcze gdzie indziej. Mnie sie wszedzie dobrze mieszka i nie gledze jak ty. Np. mieszkalam przez 20 lat w kiludziesieciotysiecznym miescie w Polsce, gdzie ze dwa tysiece ludzi (w tym I ja – zawsze) dojezdzalo do pracy rowerem. Nawet byli tacy wyczynowcy, ktorzy dojezdzali przy minus 20 w gololedz. np moj maz, z dzieckiem w siodelku podwozonym do zlobka . Byla sciezka rowerowa ( w ta gololedz zawsze posypana), boksy w blokach mieszkalnych, pod zakladem olbrzymi parking ze stojakami,. Duzo ludzi mialo przepustke na wjazd na teren zakladu, a pod kazdym wydzialem byly stojaki na rowery. Wiec nie odkrywajcie Ameryki, ze rower to dobra rzecz. Dobra, ale nie w kazdych warunkach. I to napisalam kilkadziesiat postow wyzej. .
    Tu gdzie mieszkam obecnie 80% mieszkancow korzysta z publicznej komunikacji ( metro, autobus, kolejki). Ogromna ilosc ludzi mieszkajacych na najwazniejszej wyspie nie ma samochodu, a czesto i prawa jazdy. Rower jest glownie rekreacyjny, chociaz jakis procent zapewne dojezdza. Ja mam skladak w bagazniku angielskiej marki. Na poczatku mialam tu nawet polska marke( he, he). W mojej rodzinie jedynie jedna osoba dojezdza do pracy rowerem, bo jezdzi przed wzmozonym ruchem samochodowym i droga trwa 20 min. Inny wyczynowiec probowal jezdzic na uczelnie. droga trwala min. 1 godzine ( naogol dluzej) w niesamowitym ruchu. Dojezdzal umeczony fizycznie i umyslowo. Po dwoch tygodniach stwierdzil, ze to nonesens. W mojej rodzinie poza wczesniej wymieniona osoba – 7 – osob wszysy jezdzimy metrem. I jest to najlepsze rozwiazanie dla tego miasta.

  28. Nie dziw się Zyta, że „zza kałuzy” vel „A.L.” jest nudny. On przecież wyjechał nielegalnie do Ameryki, a teraz wstyd jest mu wrócić z niczym, ale odkrył w lokalnej bibliotece darmowy dostęp do Internetu, a więc zalewa on fora internetowe swoimi nudnymi wpisami.
    A co dojeżdżania do pracy rowerem – ja kiedyś, mieszkajac na pewnej śródziemnomorskiej wyspie (a więc z łagodnym klimatem), to dojeżdżałem do pracy skuterem, a więc wiem, jak to nieprzyjemnie jest jechac na nim w ulewnym deszczu. A skuter ma przecież osłony i nie trzeba na nim pedałować. Tak więc dalej uważam, że rower jest dobry tylko do celów rekreacyjnych, a zupelnie się nie nadaje do codziennych dojazdów do pracy, gdyż wymga on wtedy bardzo kosztownej infrastruktury, która nie może być efektywnie wykorzystywana na codzień.
    Co do samochodów elektrycznych – raz jeszcze powtarzam, że obecne metody przechowywania energii elektrycznej pochodzą sprzed setek lat: chemiczna czyli w akumulatorach wywodzących sie z ogniwa Volty, elektrostatyczna czyli w kondensatorach wywodzących się z butelki lejdejskiej oraz mechaniczna czyli np. w kołach zamachowych – to wszystko jest przecież nieco tylko ulepszona technologia z XVIII wieku. Pora więc na odkrycie nowych metod przechowywania, przesyłania oraz generowania energii elektrycznej, jesli chemy na serio odejść od używania silników spalinowych.
    Pozdr. 🙂

  29. Rząd Wielkiej Brytanii właśnie zadecydował o wydaniu w ciągu dwóch lat 94 mln funtów na poprawę infrastruktury rowerowej w miastach i parkach narodowych. To najbardziej ambitny program rowerowy w historii Wysp. No proszę. Tylko pozazdrościć prawicy, która inicjatyw proekologicznych nie postrzega z automatu jako nonsensownych lewackich fanaberii do odstrzału. Notabene Boris Johnson to też prawicowiec.

    Święty Mikołaju, czy nie mógłbyś importować trochę brytyjskiej prawicy do Polski, zabierając ze sobą naszą prawicę rodzimą? Najlepiej jeszcze przed Gwiazdką?

    Polecam lekturze cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75477,14430476,Konserwatysci_przesadzaja_Brytyjczykow_na_rowery_.html

    @trasat
    Nie dziw się Zyta, że „zza kałuzy” vel „A.L.” jest nudny.

    Uprzejmie proszę o niepowtarzanie więcej oskarżenia, że A.L. i zza kałuży to ta sama osoba. Nie ma ku temu żadnych podstaw. Kolejne takie uwagi będę usuwał.

  30. @Gospodarz; Nie dalej jak pare dni temu, polska TV we Wiadomosciach mowila o planach 1000 kilometrowej sciezki rowerowej od morza do gor, mniej wiecej wzdluz Wisly.

    To jest wlasciwa inwestycja, albowiem rower jest pojazdem rekreacyjnym. Zas robienie z roweru na silevpojazdu transportowego uwazam – personalnie- za nonsens. 94 miliony funtow z cala pewnoscia moglyby byc wydane w bardziej racjonalny sposob. Cale szczescie ze nie mamy takiej prawicy

  31. A.L. 13 sierpnia o godz. 15:04
    „albowiem rower jest pojazdem rekreacyjnym”
    Hi, hi, hi. Burmistrz Londynu ma dokładnie przeciwne zdanie. Nawet je ujął w johnsonism apelujac o „de-Lycrafication” jeżdżenia na rowerze.
    Rekreacyjni rowerzyści (i niedzielni „sportowcy”) ubierają się w specjalny strój zrobiony z lycry. A coraz więcej osób, w tym burmistrz Londynu Johnson, uważa, że jeżdżenie na rowerze powinno być czynnością codzienną. „Roboczą” a nie „odświętną”.
    I obiecuje aż 913 milionów funtów na to!

    **http://www.independent.co.uk/news/uk/home-news/boris-johnson-wants-to-delycrafy-cycling-with-913-million-plan-for-london-8523926.html

    Ścieżka wzdłuż Wisły to świetny pomysł na urlop. Zmiany w miastach to świetny pomysł na codzień. Każdą złotówkę utopioną w Polsce w debilnych i obłędnie kosztownych stadionach na Euro wydałbym na ścieżki rowerowe. Ze stadionów korzyść mają garstki pijanych, męskich kiboli. Ze ścieżek rowerowych w miastach jest czystsze powietrze i mniej zawałów serca, z równym pożytkiem dla obu płci i ludzi w każdym wieku. Rowerzyście poziom endorfin wzrasta a u kierowcy siedzącego w korku wzrasta tylko poziom stresu. 😉

  32. @zza kaluzy: „Hi, hi, hi. Burmistrz Londynu ma dokładnie przeciwne zdanie. Nawet je ujął w johnsonism apelujac o „de-Lycrafication” jeżdżenia na rowerze.”

    Burmistrz Londynu moze miec zdanie jakie chce, podobnie jak ja moge miec zdanie o burmistrzu Londynu jakie chce. Z faktu ze facio jest burmistzrem Londynu nie wynika ze jest nieomylny I ze ma racje. Ja uwazam ze pomysl wydania takiej ilosci pieneidzy na rowery jest paranoidalny – o ile nie jest pzreznaczony na uzywanie rowerow w celach rekreacyjnych. Ale to sprawa miedzy burmistrzem Londynu a ludzmi ktorzy go wybrali. Byc moze z czasem go rozlicza.

    Pozwole sobie podtzrymac moje zdanie ze rower jako srodek komunikacji miejskiej to pomysl paranoidalny, o ile nie zyjemy w miescie w rodzaju Norwich, NH, I uzywamy roweru w lecie I gdy nei pada. Duma z uzywanai roweru po miescie w celach transportowych przy minys 15C tez wydaje mi sie paranoidalna.

    Natomiast w pelni zgadzam sie opinia co do zalet rekreacyjnych rowerow. W USA, o czym Pan powinien wiedziec, od lat jest akcja pzrerabiania wycofanych z ruchu torow kolejowych na sciezki rowerowe. Po zdjeciu szyn, oczywiscie 🙂

    ***_www.railstotrails.org/index.html

    Spora czesc terenow zajetych pod tory kolejowe jest wlasnoscia Rzacy Federalnego od polowy 19 wieku, wiec nie ma formalnych przeszkod aby te terany pzreksztalcic na rekreacyjne. Podobnie mogloby byc w Polsce. Jest od cholery torow wycofanych z ruchu

  33. A.L. 13 sierpnia o godz. 18:31
    „Duma z uzywanai roweru po miescie w celach transportowych przy minys 15C tez wydaje mi sie paranoidalna.”
    Eee tam, gorzej mnie wyzywali, mogę być paranoikiem. 😉
    Jako nauczyciel, (nie istnieje przecież takie zwierzę, jak „były nauczyciel”) proszę pomyśleć, jaką jeżdżenie rowerem na mrozie jest świetną okazją do eksperymentów fizycznych!

    Opony flaczeją. Trzeba dopompować. Jakie prawo nam to objaśnia?
    Hamulce zaczynają trzeć o obręcze, nawet bez naciskania dźwigni hamulca. Dlaczego?
    Przerzutki zaczynają szczekotać i trzeć i łańcuch nie chce „wchodzić” na kolejne zębatki. Dlaczego?
    Wolnobieg kręci się w miejscu na tylnej osi nie poruszając wcale koła. Dlaczego?
    Jak już zmieni się smar/olej w wolnobiegu na taki, który zachowa właściwą lepkość w niskiej temperaturze i przestanie zlepiać zapadki to pierwsza próba naciśnięcia na pedał skutkuje gwałtownym obrotem całego – poprzednio, tzn. w lecie, przecież już niby dobrze dokręconego wolnobiegu i to o dobre ćwierć obrotu. Piasta koła jest z aluminium a nakręcony na nią wolnobieg ze stali. Co się stało?
    😉

  34. @ Gospodarz
    „Przyznaję przy tym, że zaniepokoił mnie A.L. informacją o amerykańskim raporcie, z którego wynika, że summa summarum samochody elektryczne mogą generować więcej zanieczyszczeń niż spalinowe.”
    To sa kompletne bzdury. Po pierwsze jak mowimy o silniku spalinowym to wiemy ze juz sama sprawnosc cieplna jest w granicach 20%. Teraz do tego dochodzi spadek sprawnosci spowodowany oporami systemu przekazu mocy na kola. Gdy te straty przeanalizujemy to z nich wynika ze ponad 80% energii stosowanej w samochodzie z silnikiem spalinowym jest marnowanej.
    Teraz druga sprawa zanieczyszczen srodowiska. Wiadomo ze silniki spalinowe obok samych spalin emituja czastki utlenionych metali tracych ze soba pierscieni tlokowych i cylindrow, a wiec te tlenki wystepuja w atmofserze w postaci pylow, czyli widocznego dymu. Staje sie on niebieski gdy szczelnosc w ukladzie cylindrowym sie zmniejszyla i silnik zaczyna spalac olej.
    Energie natomiast elektryczna ktora moze byc wykorzystana w samochodach osobowych mozna uzyskiwac bezposrednio z silnika elektrycznego prosto na kola, czyli bez strat spowodowanych tarciem mechanizmow. Mozna ja rowniez odzyskiwac w momentach hamowania. Samo ladowanie baterii moze sie odbywac w nocy gdy pobor energii elektrycznej jest niewspomiernie mniejszy niz w czasie dnia. To pomagac moze tylko racjonalniejszemu obciazeniu sieci elektryczznej ktora z racji niedociazenia w okresach nocy wymaga zuzycia jej przez przepompownie w elektrowniach szczytowo- pompowych. Gdy wiec sie przeanalizuje do konca wszystkie elementy jest oczywista sprawa ze samochod elektryczny jest zwyciezca. Tutaj nalezy tez dodac ze samochod elektryczny nie bedzie limitowany przebiegiem, praktycznie life garanty. Dopoki nadwozie bedzie nie zzarte przez korozje, samochod bedzie mial zycie. Jestem przekonany ze z tego tez powodu nadwozia takich samochodow beda bardziej trwale, lekkie i w nieskonczonosc regenerowane. Natomiast brak elementow mechanicznych, a wiec calego systemu napedowego tradycyjnego samochodu nie bedzie tez wymagal produkcji wszelkiej masci olejow samochodowych.
    Przemysl samochodowy razem z petrochemicznym sa glownymi wrogami samochodu elektrycznego. Prosze sobie wyobrazic ile pieniedzy jest wlozonych w linie obrobcze skomplikowanych 6 biegowych skrzyn biegow, czy silnikow o 4 zaworach w cylindrze? Nowoczesne silniki pradu stalego z wysokiej sprawnosci magnesami sa rewolucja w tej dziedzinie. Niestety ta rewolucja rodzi sie z bolem, bo lobby powyzej wspomniane nie pusci interesu ktory ma od ponad wieku. Stad produkuje sie hybrydy jeszcze bardziej skomplikowane niz tradycyjne i bardzo drogie. Droga jest prosta z silnikami w piastach, ale na rynku nie ma dotad rzeczywiscie doskonalej konstrukcji. Na to przyjdzie dlugo czekac. Dystans tez nie jest problemem, bo juz na przyklad w Danii sa eksperymentalnie wprowadzone wymiennikownie baterii z pustych na zaladowane. Wszystko trwa krocej niz tankowanie. Pozdrawiam entuzjastow samochodow elektrycznych.

  35. @Marcin: o samochodach.

    Pewnie. Magnesy neodymowe rosna na krzakach. Baterie litowo-jonowe hoduje sie na ekologicznych farmach. Do produkcji silnikow nie potrzeba centrow obrobczych. Robi sie te silniki walac kombinerkami. Samochod elektryczny nie potrzebuje przekladni. Silnik napedza kola bezposrednio

    No i nie ma problemow z paliwem. prad jest przeciez w gniazdku. Skad sie tam bierze? No, z walenia kombinerkami

  36. @Olaf Szewczyk
    Przecież nie dziś jest sztuką wysyłać posty na to samo forum z kilku adresów IP, ale pod róznymi nickami, udając różne osoby. Można mieć np. dostep do Internetu przez łącze stałe oraz przez modem bezprzewodowy, pisać z lokalnej biblioteki, z komputera kolegi, czy też z róznych ‚hot spotów’. Ponadto, to od lat są znane tzw. serwery proxy oraz inne metody na skuteczne ukrywanie swojego prawdziwego adresu IP.
    To jest oczywiście nie na temat tego blogu, a tylko prywatnie do Pana, gdyż dalej uważam, że to są tylko różne alter ego tej samej fizycznej osoby.
    Proszę też usunąć ten wpis, jeśli uważa Pan takie posunięcie za słuszne – to jest przecież nie mój blog, a pański.
    Szalom!

  37. @Marcin
    Optymistą jesteś. Wyobraź sobie np. wymianę akumulatorów wyczerpanych na naładowane. Jaką masz gwarancję, że za swoie nowiutkie, najlepszej marki akumulatory, tyle że akurat w tej chwili rozładowane, nie dostaniesz akumulatorow świeżo naładowanych, ale mocno już zużytych i na dodatej pośledniej jakości? Jak to już pisałem – chemiczne czy też elektrostatyczne oraz mechaniczne sposoby przechowywania energii to są pomysły z XVIII wieku, i daleko na nich raczej nie zajedziemy w przyszłości. Jedyne wyjście to są więc nowe metody przechowywania energii bądź też bezprzewodowe przesyłanie energii elektrycznej, ale bez szkody dla ludzi i środowiska. Rozumiem, że Tesla opatentował jakieś 100 lat temu takowe metody przesyłania energii elektrycznej, ale najprawdopodobniej okazały się one zabójcze dla życia, stąd też rząd USA, który jest dziś właścicielem olbrzymiej wiekszości patentów Tesli, zachowuje te metody tylko do ew. zastosowań militarnych.
    Dochodzi też problem generowania energii elektrycznej. Też w zasadzie do dziś nierozwiązany do końca. Przecież elektrownie wiatrowe czy słoneczne to może być tylko margines elektroenergetyki (zalezność od kaprysów pogody, duże koszta etc.), cieplne muszą z definicji zatruwać środowisko, a jądrowe, oparte na rozszczepieniu jądra atomowego też są prymitywne (palenisko węglowe zastąpione jądrowym, ale reszta jest przecież dokładnie ta sama co w elektrowni węglowej) i czasem niebezpieczne (Ukraina, ostatnio też Japonia).
    Pozdrawiam czyli Szalom!.

  38. @ trasat
    Niedokladnie czytasz co napisalem. W Danii juz dziala system wymiany akumulatorow. Komputer sprawdza stan zwracanych akumulatorow oraz zapisuje w karcie kredytowej jaki stan jest akumulatorow wstawianych do samochodu. Poniewaz jak wspomnialem nie ma dotad wiarygodnego samochodu ktory by nie zawieral calego zespolu niepotrzebnych bebechow, te ktore sa to ciagle hybrydy, a wiec drogie. Bariere przelamie tylko taka sytuacja gdy znajdzie sie przedsiebiorca ktory poradzi sobie z wrogim lobby olejowo- samochodowym. Te teorie o Tesli to stek bzdur nie dajacy sie obronic.
    Jezeli natomiast chodzi o baterie to byc moze kiedys ktos cos nowego wymysli.
    Poki co na obecnych li-jon calkiem dobrze juz funkcjonuja przedsiebiorstwa taksowkowe w niektorych miastach. Ich cena bedzie sie obnizac w miare jak Chiny beda wiecej produkowaly. Juz kiedys pisalem ze Rosjanie zbudowali wielka fabryke tych akumulatorow na Syberii. Tak ze w ciszy postep idzie chociaz mainstreamowe media kontrolowane przez lobby samochodowo- olejowe nie dopuszczaja tej informacji do szerszego kregu spoleczenstwa.

  39. @ trasat

    [ciach]

    Proszę o powstrzymywanie się od wycieczek osobistych. Kompletnie mnie nie interesuje, kto i według kogo występuje tu jakoby pod różnymi przydomkami, kto się z taką teorią zgadza i dlaczego. Interesuje mnie wyłącznie merytoryczna dyskusja.

    Uprzedzałem powyżej, że takie uwagi będę wycinał.

    Olaf Szewczyk

  40. @Marcin: Prosze podac mi przykladowe wyzwiska ktorymi Pana obrzucilem.

  41. @Olaf Szewczyk: Obiecal Pan Redaktor usuwac posty sugerujace iz ja, podpisujacy sie A.L. i „zza kalluzy” to ta sama osoba. Jakos nie widze aby Pan stosowal sie do tej obietnicy.

    Proponuje rowniez usuwac posty zawierajace inwektywy na tematy osobiste, jak niektore posty powyzej. W koncu to blog Polityki, i jego jakosc rzutuje na reputacje Polityki. Nie mowiac o tym ze rzutuje na reputacje Pana Redaktora jako wlasciciela bloga

    Blog to miejsce na dyskusje, i nawet najbardziej kontrowersyjne posty NA TEMAT powinny tu byc publikowane. Nic nie powinno stac na pzreszkodzie aby najbardziej kontrowersyjne posty MERYTORYCZNIE dyskutowac. Nie powinno byc natomiast miejsc na dyskutowanie domniemanych cech osobowosci i umysku KONKRETNYCH uczestnikow.

  42. @Marcin
    1. Tak, komputer sprawdza stan zwracanych akumulatorow oraz zapisuje w karcie kredytowej (?) jaki stan jest akumulatorow wstawianych do samochodu. Ale przeciez stare, mocno juz zuzyte akumulatory tez wykaza, ze maja pelny ladunek, tyle, ze sie one szybciej rozladuja niz nowe. Taki system ma wiec tylko sens w ramach jakiegos przedsiebiorstwa, no. taksowkowego czy autobusowego, ale nie ma szans w przypadku indywidualnych wlascicieli pojazdow. Byl on zreszta stosowany na kolei, w tym i na PKP, jeszcze po wojnie (tzw. wagony akumulatorowe).
    2.
    [ciach]

    Bardzo proszę o powstrzymywanie się od personalnych docinków.

    3. Prosba do P. Szewczyka o wyrazniejsze CAPTCHA.

    To nie mój pomysł. To rozwiązanie przyjęte przez administratorów.

  43. Na tym blogu nie da sie nic wpisac.

    PIsał Pan ten i ostatni komentarz prawdopodobnie spod innego niż dotąd IP, system uznał zatem Pana za nowego użytkownika – a pierwszy komentarz nowego użytkownika wymaga mojej akceptacji. Z powodu długiego weekendu nie sprawdzam regularnie kokpitu bloga, dlatego chwilę to trwało.

    Olaf Szewczyk

  44. @ A.L.
    „prad jest przeciez w gniazdku. Skad sie tam bierze? No, z walenia kombinerkami”
    Co to jest? Tak pisze powazny czlowiek? [ciach] To jest blog Polityki a nie Super Expresu.

    Obu Panów proszę o obniżenie poziomu emocji.

    Olaf Szewczyk

  45. @Marcin: „wymienne baterie” Pierwsza firma oferujaca wymienne baterie do samochodow (w Europie) zbankrutowala niedawno ze stratami wynoszacymi okolo miliarda dolarow. Firma nazywala sie Better Place. Prosze sobie wygoglowac

  46. Na pomysł z wymiennymi bateriami w samochodach (podjeżdża do „stacji banzynowej”, nadjeżdża nad coś przypominającego kanał naprawczy a tam automatyczny podajnik-winda wymienia baterie i auto odjeżdża) wpadłem gdzieś tak w 2008 czy 9-ym roku.
    Strasznie byłem z siebie dumny i przed szukaniem w patentach postanowiłem sprawdzić na halfbakery czy jestem pierwszy. Błyskawicznie okazało się, że spóżniłem się o kilka lat. Na halfbakery były linki do dyskusji ekonomicznego aspektu całego przedsięwzięcia przeprowadzonej jeszcze wcześniej przez jakiegoś profesora z całkiem znanego uniwerku stanowego, który analizował wysokość potrzebnej inwestycji i dochodził (jakieś 10 lat temu) do wniosków o nieopłacalności przedsięwzięcia. Chodziło o liczbę koniecznych naładowanych baterii na każdej stacji „benzynowej” i o ich sumaryczny koszt. Otóż wielkość zamrożonego kapitału na każdej stacji była taka, że tylko bardzo wysokie opłaty za używanie baterii mogły pokryć koszty inwestycji. Tak wysokie, że jak profesor konkludował, nikt by z tego nie korzystał.
    Kilka lat temu czytając te wyliczenia spuściłem nos na kwintę.
    Ale niedawano dowiedziałem się, że (chyba) Renault/Nissan realizuje coś podobnego w Izraelu. A więc (być może) cena baterii spadął już do akceptowalnego poziomu.

    A co do techniczno-ekonomicznej strony wymiany baterii to jest dawno temu rozwiązany banał. Głupi zbiorniczek z tuszem za kilkanaście dolarów komunikuje się z drukarką. Są takie, które liczą liczbę wydrukowanych stron albo jej ekwiwalent w liczbie wydrukowanych znaków. Zasilacze laptopów muszą przejść procedurę handshaking po włożeniu ich wtyczki do gniazda w laptopie. Inaczej laptop nie pozwoli się zasilić, nawet jak napięcie i częstotliwość się zgadzają. Baterie mają wbudowane mikrokontrolery z pamięcią i komunikują się z laptopem (oraz z telefonem czy innym tabletem) podając całą masę parametrów. Zarówno stałych (technologia/skład chemiczny, numer seryjny, producent, etc. jak i zmiennych (temperatura, naładowanie, prądy i napęcia, aktualna charaktrystyka ładowania/rozładowania, itd.) Napisanie protokołu oceniającego i raportującego wiek baterii mierzony w latach, w liczbie cyklów ładowania/rozładowania, w stopniu zużycia mierzonym aktualną charakterystyką prądowo-napięciowo-temperaturową cyklów ładowania/rozładowania to problem, który rozwiązano wiele lat temu. Przypisanie takiej charaktrystyce ceny baterii w danym momencie to tylko podanie algorytmowi komputera na stacji „benzynowej” odpowiednich parametrów.
    Fachowców od wszystkiego uprasza się o pozostanie przy elektrowniach atomowych, odsalarniach, kopalniach, kolei, samolotach, armii, gospodarce, polityce, podatkach, religii itd. itp.

  47. @zza kalzy; To wlasnie ta izraelska firma od baterii zbankrytowala niedawno

  48. @Marcin: „prad jest przeciez w gniazdku. Skad sie tam bierze? No, z walenia kombinerkami”
    Co to jest? Tak pisze powazny czlowiek?”

    „Walenie kombinerkami” to popularne powiedzenei wsrod elektrykow.

    Wracajac do meritum wzgledem Panskiego entuzjazmu do samochodow elektrycznych. Otoz, samochody benzynowe I samochody elektryczne sa samochodami SPALINOWYMI. Opartymi na pozyskaniu energii ze spalania paliwa.

    W przypadku samochodu benzynowego, paliwo spala sie w cylindrach. Energia chemiczna pzreksztalcana jest w cieplna, a ta w mechaniczna.

    W przypadku samochodu elektrycznego, paliwo spalane jest w elektrowni. Kolejnosc jest nastepujaca:

    1. Energia chemiczna jest zamianiana na cieplna
    2. Energia cieplna jest zamieniana na mechaniczna
    3. Energia mechaniczna jest zamieniana na elektryczna,
    4. Energia elektryczna jezt zamieniana na chemiczna (ladowanei baterii)
    5. Energia chemiczna jest zamieniana na elektryczna (rozladowanie baterii)
    6. Energia elektryczna jest zamianiana na mechaniczna

    Sprawnosc pierwszego etapu – paliwo na energie cieplna – na energie mechaniczna jest w przypadku elektrowni I samochodu dokladnie taka sama – oba urzadzenia dzialaja w oparciu o te same prawa termodynamiki.

    Zas wiadomo skadinad, ze sprawnosc urzdzen polaczonych kaskadowo to iloczyn sparwnosci komponentow.

    Na dodatek:

    1. Prad elektryczny trzeba pzreslac. To sie wiaze ze stratami, I to dosyc sporymi
    2. Ladowanie baterii I rozladowanie nai ma 100 procentowej sparwnosci. Sporo energii zamienia sie w cieplo. Niech Pan sobie kupi bateryjki NiMH I „rapid charger” I je poladuje. Po naladowaniu sa tak gorace ze trudno je wziac do reki
    3. Urzadzenie do sterowanai silnikiem, wykorzystujace tyrystory, sa dosyc sprawne. Ale jak Pan obejrzy to urzadzenie (wielksoci walizki) to zobaczy Pan ze jest ono najezone aluminiowymi radiatorami. Dlatego ze tyrystory nagrzewaja sie podczas parcy, I to solidnie.

    To wszystko powoduje ze samochod elektryczny nie jest tak sprawny jak by wynikalo ze prawnosci samego silnika elektrycznego. Albowiem nalezy mierzyc sprawnosc CALEGO LANCUCHA PZRETWARZANAI ENERGII – od paliwa do rychu samochodu. Podobnie nalezy mierzyc zanieczyszczenia i w ogole, wplyw na srodowisko

    Jak idzie o reszte Pana uwag: silnik ma moc kilkudziesiecki kilowatow. To nie silnik od pralki. Nie moze napedzac kol bezposrednio. Napedza pzrez pzrekladnie. Ostatnio, pzrekladnie 3 biegowa. Oczywiscie, kierowca nei zmienai biegow. Robi to niezauwazlnie komputer. Ale nieprawda jest ze samochod elektryczny nei potrzebuje kol zebatych I oleju. Potzrebuje. No i zrobienie sprawnego silnika, ukaldu sterowania i baterii jest znacznie, ale to bardziej znacznie skomplikwoane niz zrobienie silnika spalinowego.

    Dzieki temu, samocchod Tesla na przyklad, kosztuje cos 3 razy tyle co pozradny samochod spalinowy. A te ostatnie sa coarz bardziej sparwne – silnik w moim samochodzie ma komputerowo regulowane zawory I potrawi wylaczyc 2 cylindry podczas jazdy na autostradzie.

    Racje ma trasat twierdzac ze obecna technologia nei pozwala na zbudowanie rozsadnego samochodu elektrycznego. Czy bedzie nowa technologia i jaka – nei wiadomo

    Powyzsze mozje uwagio dotycza tylk sprawnosci. Pozostaje otwarta sparwa generacji i pzresylu energii elektrycznej oarz sprawa pozyskanai materialow do budowy samochodu, glownie „metali ziem rzadkich” jak neodym czy lit, oraz aspektow ekonomiczno/srodowiskowych tego pozyskania .Ale o tym nei bede pisal. To troche nei na temat blogu

  49. @ A.L.
    Jeszcze raz powtarzam co napisalem wczesniej: w nocy pobor mocy elektrycznej jest niewspomiernie nizszy niz w dzien, w zwiazku z tym trzeba budowac stacje pomp tylko po to aby generatory nie zostaly uszkodzone na skutek braku rownowagi w poborze. To jest jeden argument przemawiajacy za samochodem ladowanym w nocy aby w dzien wykorzystywac go do jazdy do pracy na odleglosc srednio 10-20km. Drugim elementem przemawiajacym za samochodem elektrycznym jest fakt iz znakomina wiekszosc energii elektrycznej pochodzi ze zrodel nie zwiazanych ze spalaniem produktow ropy.
    Mowa o energii wodnej, i atomowej, slonecznej, wiatrowej.
    Gdybanie na temat teoretycznych rozwazan typu: elektrownia, przesylanie, ladowanie jest demagogia ktora ma na celu jedno: bronic brudny samochod.
    Juz w czasach zanim Ford zaczal powszechnie produkowac samochod napedzany benzyna byl calkowicie z nim konkurujacy samochod elektryczny bez przekladni z silnikami w kolach. Jest do obejrzenia w muzeach. Niestety w owczesnym swiecie energia elektryczna byla tylko w sferze marzen. Zaklady zasilaly lokomobile poprzez naped pasami transmisyjnymi calych zakladow.
    Nie ma powrotu do lokomobili, tak samo jak nie bedzie powrotu do samochodu spalinowego gdy pojazdy elektryczne zdominuja rynek. Nalezy w tym rozwazaniu jeszcze przeanalizowac jeden aspekt: sa tacy ktorzy probowali isc w kierunku samochodu napedzanego wodorem. Ta droga byla jeszcze dluzsza bo w ogniwie lancucha przetwarzania energii mial jeszcze miec miejsce elektrolityczny ogon produkujacy wodor. Jest oczywiscie teoretyczznie mozliwe to ze i taki naped ma sens pod warunkiem ze bedzie lepszy sposob na produkcje wodoru. Teorii mozna wyglaszac bez liku. Poki co taksowki na baterie sa faktem. Autobusy tez. Jest tylko kwestia czasu ze ten kierunek stanie sie powszechnym. I to jest moje ostatnie slowo w tej dyskusji, bo nie mam zamieru mlocic slomy. Czas pracuje dla sinika elektrycznego.
    A magnesy neodimium nie rosna na drzewachy tylko sa produkowane coraz powszechniej w Chinach, bo ten kraj wie ze przyszlosc nalezy do metali ziem rzadkich. I mozna zaklinac rzeczywistosc nie wiem jak, prawda jest ze zachod przegrywa wyscig technologiczny na rzecz Azji.

  50. @Marcin: „Gdybanie na temat teoretycznych rozwazan typu: elektrownia, przesylanie, ladowanie jest demagogia ktora ma na celu jedno: bronic brudny samochod.”

    To nei sa „teoretyczne rozwazania”. Tak wyglada produkcja I dostawa elektrycznosci DZISIAJ I tak bedzie wygladala w ciagu najblizszych co najmniej 50 lat. Elekrtownei wiatrowe, sloneczne I tak dalej to nikly procent zapotzrebowanai energetyki. Gdyby chciec zasilic miasto Nowy Jork pardem z elektrowni wiatrowych, nalezaloby pokryc cala Nowa Anglie (stany Connecticut, Massachusstes, Rhode Island, Maine) wiatrakami – wiatrak obok wiatraka, I modlic sie zeby wiatr wial 24/7.

    Ograniczenie dotyczace energetyki jadrowej sa takie jakie sa. Na dodatek, nawet gdyby elektrycznosc wyprodukowano, obecna siec nie bylaby w stanie jej przeslac. Niezbedna bylaby zupelnie nowa koncepcja struktury sieci energetycznej

    Odnosnie innych technologii – owszem, rozne badania sie robi, nawet Obama dal pieniedze na samochod napedzany wodorem – niestety, nic z tego nie wyszlo I jest malp prawdopodobne aby wyszlo w rozsadnie dajacym sie pomyslec czasie

    Z cala pewnoscia, za 100 lat jakos inaczej bedziemy jezdzic niz dzisiaj. Ale, znow powolujac sie na trasata, potzrebne jest cos zupelnie nowego.

    Z calego serca bym rekomendowal aby Pan sie udal do biblioteki I poczytal sobie jakies popularne ksiazki na temat samochodow elektrycznych I hybrydowych. Bo jak na razie, wywody Panskie nie sa oparte na wiedzy, a na tym co sie Panu wydaje. I poboznych zyczeniach

    @Marcin: ” I to jest moje ostatnie slowo w tej dyskusji, bo nie mam zamieru mlocic slomy.”

    I nawzajem. Nei mam zamiaru prowadzic dyskusji z kims kto w temacie jest raczej niekompetentny

    P.S> Prosze sobie policzyc jakie bedzie natezenie pradu ladowania akumulatora takiego ktory zapewni parce silnika 50 KW pzrez X godzin, zakladajac ze napiecie sieci wynosi 220 V, a akumulator ma sie naladowac w Y godzin. Oraz co bedzie gdy wszyscy sasiedzi na Panskiej ulicy, w tym samym czasie, po powrocie z pracy, wlacza sobie samochod do ladowania. Czy instalacje domowe to wytrzymaja? I czy transformator zasilajacy Panska ulice to wytrzyma

  51. @Marcin: „A magnesy neodimium nie rosna na drzewachy tylko sa produkowane coraz powszechniej w Chinach, bo ten kraj wie ze przyszlosc nalezy do metali ziem rzadkich. I mozna zaklinac rzeczywistosc nie wiem jak, prawda jest ze zachod przegrywa wyscig technologiczny na rzecz Azji.”

    I jsscze ostatni komentarz: Prawda jest ze Chiny produkuja magnesy neodymowe. Bo tam sie neodym wydobywa. Ale WYMYSLILI magnesy neodymowe Amerykanie wraz z Japonczykami.

    Kto z kim pzregrywa I co?…

  52. @ A.L.
    „50 KW ”
    Nie moge. Mialem nie pisac, ale jak ignorant probuje dyskutowac to wtedy nie mozna tego puszczac plazem. Slyszales facet co to znaczy moment obrotowy?
    Tylko dyletant przelicza moc samochodu spalinowego na elektryczny w prostym AKADEMICKIM przeliczaniu koni mechanicznych na kilowaty.
    Juz raz napisalem ze z IGNORANTAMI nie mam zamiaru dyskutowac. Tym bardziej z takimi ktorzy o inzynierii slyszeli z wikipedii poslugujac sie w dyskusji na temat techniki tytulem profesury z matematyki. I posylanie mnie do biblioteki jest ublizaniem bo to jest wlasnie sposob kogos kto wchodzi na forum dyskusyjne by UBLIZAC W SPOSOB WYRAFINOWANY DOPUSZCZALNY BO BEZ WULGARYZMOW.

  53. @marcin: „Tylko dyletant przelicza moc samochodu spalinowego na elektryczny w prostym AKADEMICKIM przeliczaniu koni mechanicznych na kilowaty.”

    Prosze Pana, majnowszy model samochodu ekektrycznego firmy Tesla ma silnik o mocy 185 kW (zreszta pradu zmiennego, wiec magnesow nie potrzebuje) a baterie o pojemnosci cos 80 kWh. Standardowy prad ladowania baterii jest 70 A przy napieciu 240 V

    Tak na marginesie, bateria nie jest objeta gwarancja, a jej wymiana kosztuje 40 tysiecy dolarow. Co czesciowo objasnia slaba popularnosc samochodu elektrycznego. Za 40 tysiecy dolow mozna miec naprawde luksusowy samochod na benzyne

    Samochod Tesla ma tez skrzynie biegow, w tej chwili jednobiegowa; starsze model maja dwubiegowa, ale mowi sie ze bedzie wymieniana na 3 biegowa.

    @Marcin: „Juz raz napisalem ze z IGNORANTAMI nie mam zamiaru dyskutowac” Ja w zasadzie tez nie.

    @Marcin: „tytulem profesury z matematyki.” A gdzie ja sie poslugiwalem tytulem „profesury” z matematyki? Z matematyki to ja jestem prosty magister, a I to nei calkiem. A w ogole, jak Panu pisalem, to jestem inzynierem.

    @Narcin: „wchodzi na forum dyskusyjne by UBLIZAC W SPOSOB WYRAFINOWANY DOPUSZCZALNY BO BEZ WULGARYZMOW”

    Ublizanie przy pomocy argumentow merytorycznych? To dla mnie novum…

  54. @Marcin: I jeszcze: GM Volt, samochod hybrydowy, silnik napedowy 120 kW, generator 60 kW

  55. @ A.L.
    Nastepny kwiatek z tej laczki: sportowy samochod dla milionerow Tesla produkowany na zespolach innych pojazdow. Czy to chodzi o dyskusje w piaskownicy?
    Ja pisze o nowosciach a nie o archaicznych rozwiazaniach ktore jak wczesniej zaznaczylem nie maja nic wspolnego z przyszloscia. Typowy samochod uzytkowany w celu dojazdu do pracy robi codziennie srednio 20km.
    W takim samochodzie jezeli on bedzie samochodem przyszlosci nadwozie bedzie zaprojektowane tak aby bylo trwale i jednoczesnie lekkie. Przeciwnicy od razu zarzuca ze lekki samochod jest niebezpieczny bo w kolizji z SUV nie ma szans. Lobby motoryzacyjne jakos jednak nie potrafi wytlumaczyc jak to sie dzieje ze takie same prawa do uzytkowania jezdni jak uzytkownicy pancernych SUV maja motocyklisci ktorych jedyna poduszka w razie kraksy sa objecia najwyzszego. Teraz przechodzimy do obliczen tak chetnie tutaj prezentowanych oraz tez bez odsylania do bibilioteki bo te sluza osobom nie wiedzacym o czym pisze. Ile czasu trwa przejazd 20 km w ruchu miejskim?
    W mojej ocenie od pol godziny do 45 minut. Obliczamy wiec ile energii potrzeba zakumulowanej w bateriach by ten dystans mozna przejechac bezpiecznie. Otoz 2 silniki pradu stalego w piastach samochodu na neodymiowych magnesach maja zupelnie wystarczajaca moc gdy kazdy z nich ma maksymalnie 15KW mocy. Jezeli zatem mamy w sumie 30kW odbiornik ktory pracuje pol godziny to pobor energii wynosi: 30 x 0.5 = 15kWh.
    Teraz obliczamy ladowanie baterii w nocy: 8h
    120v x 20A = 2.4 kW x 8h = 19.2kWh.
    Zaznaczam ze w kazdym amerykanskim domu jest rowniez 220v do zasilania pieca kuchennego, wiec mozna rowniez do ladowania baterii uzytkowac takie napiecie. Teraz jedziemy dalej: nie ma budynku mieszkalnego w USA ktory ma mniej niz 100A tablice bezpiecznikowa. Zatem jezeli zalozymy ze mamy w rezerwie w kazdym domu 5 razy wiecej energii, chyba musialbym tlumaczyc laikowi ze twierdzenie jakoby domowa instalacja byla niewystarczajaca do ladowania baterii samochodu elektrycznego wlasciwie konczy dyskusje.
    Mysle ze nie powinien sie pan wiecej kompromitowac, ma pan do czynienia z czlowiekiem ktory wie o czym pisze. Tu jeszcze chcialbym zaznaczyc ze malo kto sie orientuje iz pelna moc w samochodach napedzanych benzyna jest potrzebna wylacznie w rozpedzaniu tych ciezkich pojazdow. Przy stalej predkosci typowy samochod napedzany paliwem plynnym zuzywa zaledwie 1/5 mocy fabrycznej. Tej ulomnosci nie ma system napedzany elektrycznie, poniewaz w silnikach elektrycznych moment obrotowy ma zupelnie inna charakterystyke, jest ona korzystniejsza. Aby to co pisze krytykowac najpierw trzeba rozumiec o czym ja pisze a dopiero wtedy zabierac glos.

  56. @Marcin: Ford Focus – silnik 100 kW, bateria 25 kWh

  57. @ A.L.
    Glupi gdy milczy uchodzi za medrca.

  58. @Marcin: „Mysle ze nie powinien sie pan wiecej kompromitowac, ma pan do czynienia z czlowiekiem ktory wie o czym pisze”

    Wozki akumulatorowe?… Wozki golfowe? Jakos przemysl samochodowy z Panskich swiatlych rad nie korzysta. Trudno uwazac ze Ford Focus to samochod dla milionerow, tak jak wedla Pana, Tesla. A swoje 100 kilowatow ma. I dosyc skomplikowany „powertrain”

    @Marcin: ” Typowy samochod uzytkowany w celu dojazdu do pracy robi codziennie srednio 20km.”

    Ja jak chce kupic gazete to jade 10 kilometrow w te a 10 z powrotem. Jak jade po zakupy jedzeniowe do paru sklepow to robie 40 mil. Gdy meiszkalem w Detroit, moi przyjaciele mieszkali 60 mil ode mnie. 90 kilometrow. Tez w Detroit. I mowilo sie ze mieszkaja „niedaleko”. 20 lilometrow do pracy to moze sie robi w Polsce. Mnie sie zdarza dziennie robic 100 mil, czyli 150 kilometrow.

    Na dodatek,, wie Pan, Amerykanie nei chca jezdzic samochodami wielkosci I jakosci wozkow golfowych.

    Poza tym, ubawil mnie Pan informacja o tym co jest dostepne w instalacji pzrecietnego amerykanskiego domu. ” Zatem jezeli zalozymy ze mamy w rezerwie w kazdym domu 5 razy wiecej energii, chyba musialbym tlumaczyc laikowi ze twierdzenie jakoby domowa instalacja byla niewystarczajaca do ladowania baterii samochodu elektrycznego wlasciwie konczy dyskusje.”

    Prosze Pana, przecietny amerykanski dom ma instalacja na 100 A dlatego ze jak wlacze klimatyzacje, pralke, suszarke, swiatla I pare innych rzeczy to wlasnie tyle potzreba. Nie ma nijakiej rezerwy. A nawet, jak jest rezerwa, to na pewno nei rzedu 50 A. Dlatego tez jak ktos sobie chce kupic samochod elektryczny to musi dokonac odpowiedniej pzrerobki instalacji I miec papier na to ze instalacje pzrerobil
    bo inaczej mu samochodu nei zarejestruja.

    ja juz naprawde koncze, bo nie widze powodow do dalszej dyskusji

  59. @ A.L.
    W Polsce nadal jezdzi okolo 1 miliona malych fiatow 126p z ktorych kazdy posiada moc w granicach 24 KM. Ja nie pisze o Ameryce, pisze o Polsce.
    Amerykanie moga nie chciec jezdzic samochodami wielkosci wozkow golfowych, ale to beda robic, bo jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma.
    Czasy dobrobytu sa juz poza Ameryka. O tym wiedza wszyscy oprocz pana.
    Zycie zludzeniami ze nagle powstanie nowa dolina krzemowa i dokona nastepnego cudu gospodarczego jest li tylko poboznym zyczeniem.
    Przyszlosc swiata nalezy do narodow oszczednych ktore im szybciej zrozumieja ze w globalizmie ci sa bogaci ktorzy pracuja. Kto nie pracuje ten niech i nie je.
    Taki niestety koniec czeka tych ktorzy mysla ze czasy przemyslu sie skonczyly, bo niewolnicy z 3 swiata beda na nich pracowali. Pozostanie do dyspozycji tylko rower albo ekologiczny pojazd ktory moze ktos nazwac wozkiem golfowym. Topniejace zasoby ropy beda zarezerwowane do uzytku przez lotnictwo, jako ze to na baterie nie bedzie dzialalo.

  60. @ A.L.
    150 kilometrow to jest przy jezdzie pojazdem typu SUV ni mniej ni wiecej tylko okolo $20 na dzien. Food stamps daja tylko $5 na dzien.

  61. @Marcin: „150 kilometrow to jest przy jezdzie pojazdem typu SUV ni mniej ni wiecej tylko okolo $20 na dzien. Food stamps daja tylko $5 na dzien.”

    150 km to rzeczywiscie okolo 20 dolcow. Ale niech Pan sobie wyobrazi ze placili mi tyle ze te 20 dolcow dziennie nie robily roznicy. Normalnie paliwo na dwa samochody koztuje mnei 250 dolcow miesiecznie.

    Food stamps nie moga byc legalnie uzywane do zakupu benzyny

    @Marcin: „Czasy dobrobytu sa juz poza Ameryka. O tym wiedza wszyscy oprocz pana.”

    No, Pan jest za to doskonale poinformowany. Nowa Dolina Krzemowa powstaje kolo San Jose w Kaliforni. W tej starej juz ciasno. Rozbudowuje sie tez gwaltownie Seattle w stanie Washington. To tam gdzie Microsoft. Coraz wiecej tam sie dzieje. Bardzo dobrze ma sie tez Atlanta w stanie Georgia.

    Niech sie Pan raczej pzrejmuje polska Dolina Krzemowa. A raczej brakiem takowej

  62. @A.L.
    Mam nadzieje, ze ponizsze jest ad rem a nie ad hominem czy, nie chce nawet o tym myslec, ad personam.
    1. „Samochody benzynowe i samochody elektryczne sa samochodami SPALINOWYMI.”
    – W takim razie parowozy maja takze silniki spalinowe, gdyz wydzielaja oni spaliny (jako iz spalaja one wegiel, drewno albo paliwo plynne, np. mauzt). Myli tez wyraznie A.L. silniki spalania wewnetrznego z silnikami cieplnymi (silniki spalania wewnetrznego to jest tylko jeden z rodzajow silnikow cieplnych).
    2. ” W przypadku samochodu elektrycznego, paliwo spalane jest w elektrowni”.
    – Niekoniecznie – sa np. elektrownie wodne, wiatrowe czy tez sloneczne. Przypominam, ze pierwsze duze elektrownie to mialy turbiny wodne, a do dzis elektrownie wodne naleza do najwiekszych na swiecie (np. te w USA, Rosji czy w Chinach).
    3. „Prad elektryczny trzeba przeslac. To sie wiaze ze stratami, I to dosyc sporymi.”
    – Straty przy przesylaniu energii elektrycznej sa dzis minimalne, np. sa dzis w uzytku linie przesylowe bardzo wysokiego napiecia na prad staly. Problemem jest zas dzis glownie przechowywanie energii elektrycznej.
    4. „Samochod napedzany wodorem” (…) „nic z tego nie wyszlo”
    – Taki samochod od dawna jezdzi, tyle, ze problemem jest tu ‚tylko’ produkcja wodoru, ktora jest przeciez bardzo energochlonna, a nie, jak to A.L. sugeruje, problemy z samym samochodem zasilanym wodorem.
    5. „Samochod Tesla ma tez skrzynie biegow, w tej chwili jednobiegowa”.
    – Pierwszy raz slysze o ‚jednobiegowej skrzyni biegow’. Chyba, ze A.L. mial na mysli skrzynie z jednym biegem do przodu? Wtedy bylyby to 3 biegi (D, N, R). Gdyby to pisal laik, to bym sie nie czepial, ale od inzyniera oczekuje jednak czegos wiecej.
    6. „Bateria 25 kWh”.
    – To juz sie nie podaje pojemnosci baterii akumulatorow w amperogodzinach (Ah)?
    7. „Ja jak chce kupic gazete to jade 10 kilometrow w te a 10 z powrotem. Jak jade po zakupy jedzeniowe do paru sklepow to robie 40 mil. Gdy meiszkalem w Detroit, moi przyjaciele mieszkali 60 mil ode mnie. 90 kilometrow. Tez w Detroit. I mowilo sie ze mieszkaja „niedaleko”. 20 kilometrow do pracy to moze sie robi w Polsce. Mnie sie zdarza dziennie robic 100 mil, czyli 150 kilometrow. ”
    – To jest doskonaly przyklad na marnotawstwo energii oraz terenow w USA. Amerykanski styl zycia jest wiec nie do utrzymania, gdyz zasoby dostepnej energii sie wyczerpuja, a wiec musza rosnac jej ceny, a ziemi tez nie przybywa. Boriac pod uwage, ze Amerykanie od lat zyja na kredyt, a mimo to obniza sie ich standard zycia, to oczywiste jest, ze mieszkancow USA czeka w najblizszej przyszlosci niejedna przykra niespodzianka. Poza tym 100 mil=160 km.
    8. „Food stamps nie moga byc legalnie uzywane do zakupu benzyny’.
    – Zgoda, ale legalnie to tez nie mozna w USA kupic narkotykow, nawet za gotowke. A mimo to kwitnie tam handel narkotykami.
    9. „Nowa Dolina Krzemowa powstaje kolo San Jose w Kaliforni. W tej starej juz ciasno. Rozbudowuje sie tez gwaltownie Seattle w stanie Washington. To tam gdzie Microsoft. Coraz wiecej tam sie dzieje. Bardzo dobrze ma sie tez Atlanta w stanie Georgia”.
    – USA to jedno z najwiekszych panstw swiata, a wiec nawet jesli caly kraj chyli sie ku upadkowi, to moga tam byc wciaz, calkiem nawet liczne, oazy dobrobtu i rozwoju. Ale liczy sie ogolny obraz, a nie wyjatki potwierdzajace regule. A jest ona taka, ze poziom zycia wiekszosci mieszkancow USA pogarsza sie z roku na rok.
    10. „Niech sie Pan raczej przejmuje polska Dolina Krzemowa. A raczej brakiem takowej”
    – Niby dlaczego Polska miala by nasladowac Ameryke? To, co bylo dobre dawniej, np. ta „Dolina Krzemowa”, w przyszlosci bedzie przyslowiowa „kula u nogi”, jak np. fabryki samochodow w Detroit. Polska, a ogolnie Europa, powinna wiec uciec Ameryce do przodu, tak jak to robia dzis np. Chiny.
    Pozdr.

  63. Gwoli poinformowania osob postronnych o faktach: producenci samochodow podaja pojemnosc baterii w kWh. Wystarczy popatzrec na prospekty firm produkujacych takie samochody. Straty na liniach pzresylowych w USA wynosza okolo 7%. 100 mil to 160.9 kilometra a nie 160 kilometrow. „Single gear gearbox” tak mowi katalog firmy Tesla lezacy na moim biurku. Fabryki samochodwe w Detroit po kryzysie rozwijaja sie doskonale I nei sa nikomu „kula u nogi”. Elektrownie wodne produkuja zaledwie 19% energii w USA

  64. @ trasat
    W okresie powojennym gdy Detroit bylo stolica motoryzacji American Drem polegal miedzy innymi na tym ze kupowalo sie dom na suburbiach i tak jak pisze A.L. robilo sie 100 mil dziennie. Niestety zapomina o tym ze wowczas wiadro benzyny kosztowalo tyle co wody. To juz przeszlosc, bo tak jak Detroit juz nie jest stolica motoryzacji, tak nie ma juz ani benzyny tanszej jak woda ani tez samochodow za kilka pensji. I dlatego trzeba pamietac iz od czasow gdy ropa tryskala sama z ziemii dzisiaj mamy inne czasy. Prawdopodobnie Ameryka utonie w dlugach. Wedlug wyliczen ich wartosc przekracza wartosc wszystkich dlugow reszty panstw na swiecie. Nie wiem dlaczego A.L. tego nie dostrzega?
    No bo 17 trylionow, czyli po polsku 17 bilionow to jest suma astronomiczna.
    Nie zapomnijmy ze to jest dlug na koncie raptem 300 milionow ludzi, podczas gdy na swiecie zyje 7 miliardow. Pozdrawiam.

  65. Marcin 18 sierpnia o godz. 6:57
    „No bo 17 trylionow, czyli po polsku 17 bilionow to jest suma astronomiczna. Nie zapomnijmy ze to jest dlug na koncie raptem 300 milionow ludzi”
    Teoretycznie jestem odpowiedzialny za ułamek z 13 bilionów, bo ja rachunków za Forda, Cartera czy Reagana płacił nie będę. Na mnie zatem wypada raptem ździebko ponad 40 kółek. Z palcem w nosie to spłacam w ciągu kilku lat, oczywiście bez żadnych tragedii w stylu życia. Moje zamieszkałe w USA dziecko pierwszej pensji po studiach dostało 2 razy tyle i odwróciło się od tych pieniedzy z pogardą. Woli właśnie za groszaki w rodzaju tych 40 kółek robić naukę jako postdoc. Jego uniwerek kasuje swoich undergrads 60k za rok i dlatego młodzież stuka dniami i nocami. Nie ma to jak dobra motywacja!

    „podczas gdy na swiecie zyje 7 miliardow.”
    I gorąco marzy o emigracji do USA. Gdyby tylko mogli, wpław by to robili, co zresztą przez rzeki próbują. Niewielki ułamek z tych 7 miliardów, czyli kilkaset milionów w Europie ma na tyle dobrze, że MASOWO do USA się nie pcha, ale jak już popatrzeć na tych najzdolniejszych i najlepiej wykształconych – to jak najbardziej. Nigdzie indziej nie dostaną ani takiej forsy, ani tak zorganizowanego warsztatu pracy, ani naukowego stopnia, ani tak cenionego w świecie doświadczenia zawodowego jak w USA. Mądry admirał Yamamoto dobrze wiedział, jakim szaleństwem jest liczyć na upadek USA.

  66. @Marcin
    Racja – czasy, kiedy to w Ameryce przecietny czlowiek mogl mieszkac w duzym, jednorodzinnym domu z wielkim ogrodem, polozonym jakies 50 km a nawet i wiecej od miejsca pracy, a po byle co jechac te 10 km (w jedna strone) pieknym ‚krazownikiem szos’ z silnikiem 5-litrowym i 8-cylindrowym, palacym dobrze ponad 20 litrow benzyny na 100 km (czyli przejezdzajacym na galonie benzyny mniej niz 12 mil) przechodza dzis do historii, glownie ze wzgledu na rosnace ceny paliw oraz ze wzgledu na spadajace zarobki ludzi pracy.
    A zadluzenie Stanow to jest dzis, tak jak podajesz, prawie 17 trylionow (czy jak kto woli bilionow) USD ($17,000,000,000,000 czyli 17 tysiecy miliardow dolarow), co daje okolo 54 tysiace dolarow na kazdego mieszkanca USA (lacznie z dziecmi i emerytami), a prawie 150 tys. dolarow na kazdego amerykanskiego podatnika (w przyblizeniu – pracownika). Szczegoly na: usdebtclock.org.
    Pozdrawiam.

  67. @zza kałuży
    1.Polecam strone usdebtclock.org. Wynika z niego, ze dlug absolwentow wynosi w USA ponad 1 trylion (czy jak kto woli bilion) USD (ponad $1,000,000,000,000 czyli ponad tysiac miliardow dolarow), a dlug przecietnego gospodarstwa domowego wynosi tam dzis prawie 750 tysiecy dolarow, zas oszczednosci tegoz gospodarstwa wynosza zaledwie nieco tylko ponad 3 tysiace dolarow. Tak wiec ten dlug jest juz nie do splacenia, chyba, ze ktos sie zadluzy w jednym banku, aby splacic dlug zaciagniety w innym banku, co zreszta jest dzis w USA na porzadku dziennym.
    2. Obawiam sie, ze po ukonczeniu tych studiow, to twoja latorosl zostanie z ogromnym dlugiem, ktorego nie splaci przeciez z zarobkow na kasie w lokalnym Walmarcie (zakladajac, ze bedzie on mial wolne miejsca pracy oraz ze twoj potomek bedzie mial za co i czym dojechac do tego Walmartu).
    3. Poniewaz wiekszosc ludnosci swiata zyje jeszcze gorzej niz Amerykanie, to marzy o dostaniu sie do USA, podobnie jak tez i o dostaniu sie do Europy czy tez do Australii.
    4. Powodem obecnego a postepujacego upadku USA nie jest, jak tez to bylo np. w przypadku Rzymu, jakas nieudana wojna, ale rozklad panstwa postepujacy od wewnatrz, glownie na skutek „rozplyniecia” sie anglosaskich elit (tzw. WASP), ktore dotad kierowaly Ameryka w morzu imigrantow z III swiata. Podobnie bylo z Rzymem – dopoki wiekszosc jego obywateli to byli Rzymianie (w przybliieniu mieszkancy obecnych Wloch), dopoty Rzym potega byl. Ale ze sie on zbyt rozszerzyl obszarem i ludnoscia, to owe rzymskie elity rozplynelu sie w morzu barbarzyncow, i tak zaczal sie poczatek konca Rzymu. I to samo widzimy dzis w USA, gdzie na najwyzszym stanowisku jest dzis czlowiek, majacy korzenie, a wiec tez i mentalnosc z III swiata.
    5. Do USA wyemigrowala smietanka naukowcow europejskich w latach 1930tych, glownie z powodu dojscia do wladzy faszystow w Niemczech i Wloszech (a takze w Hiszpanii). Ale dzis nie ma powodu, aby elity naukowe Europy, szczegolnie zachodniej, emigrowaly do USA. Po prostu USA staja sie z dnia na dzien coraz bardziej policyjna dyktatura, a ta, jak wiadomo, nie pasuje prawdziwym naukowcom.
    6. Poza Ameryka, to doswiadczenie zwodowe z USA sie dzis praktycznie nie liczy, jako iz USA nie jest juz „fabryka swiata”, a tylko krajem z coraz bardziej kulejaca, zacofana gospodarka oparta na uslugach, z definicji nic nie wartych poza granicami USA. Gdyby nie zbrojenia, to Ameryka dawno temu utracilaby swoja mysl techniczna. A poniewaz Ameryka zbroi sie dzis na kredyt, to niebawem zabraknie w niej takze funduszy na badania, jako iz rzad federalny zostanie wkrotce zmuszony do drastycznych ciec w wydatkach militarnych, ktore wynosza dzis w USA prawie 618 miliardow na rok, jako iz rzad USA musi dzis wydawac prawie 255 miliardow dolarow na sama splate odsetek od swojego zadluzenia.
    7. Ponadto, to pomimo ciaglego „nakrecania” koniunktury, w USA sa dzis prawie 22 miliony bezrobotnych a ponad 50 milionow mieszkancow USA zyje w biedzie (prawie 48 milionow osob otrzymuje w USA kartki na zywnosc), a dodatkowe ponad 23 miliony osob zyje tam z podatnikow (pracownicy administracji centralnej i stanowej), co daje az 43 miliony osob na utrzymaniu budzetu (czyli podatnikow). Zaden kraj nie wytrzyma dlugo sytuacji, gdzie (nie liczac dzieci) az 40% ludnosci jest bezproduktywne (126 milionow czyli 47 mln emerytow, 14 milionow inwalidow, 22 miliony bezrobotnych oraz 43 miliony urzednikow). A pamietajmy, ze te 43 miliony urzednikow zarabia w USA nienajgorzej. Przypominam tez, ze na ponad 316 milionow mieszkancow USA tylko jedna trzecia (ok. 36% czyli 114 milionow) placi jakiekolwiek podatki. Innymi slowy – USA to jest dzis glownie panstwo nierobow, zyjacych na kredyt, z cudzej pracy. Innymi slowy, kolos na glinianych nogach.

  68. Sorry, nie 43 a conajmnie 60 milionow osob jest dzis w USA na utrzymaniu budzetu. Pomylily sie mi te miliony osob bez pracy, albo tylko pozorujacych prace…

  69. @Marcin: „wiadro benzyny i wiadro wody”

    Panie Marcin, za galon benzyny ( okolo 4 litry) place 3 i pol dolara. Za niecale 2 litry wody Dasani (to nie zadna woda mineralna, to oczyszczana zwykla woda) place 3 dolary i 98 centow. W sklepie WalMart, bo tam najtaniej.

    To tak odnosnie Panskiej znajomosci realiow USA

  70. Jak idzie o biede w USA… Niedawno Heritage Foundation, taka prywatna instytucja badawcza, przeprowadzila analize „biednych” w USA, czyli osob zyjacych ponizej poziomu ubostwa. Wyszlo ze zyja oni lepiej niz srednio sytuowana klasa srednia w Europie.

    Raport jest dlugi, wic odsylam zainteresowanych domstrony Heritage Foundation

  71. Podobne marzenia na temat upadku USA pamietam z czasow gdy byly gloszone przez instruktorow Wydzialu Propagandy PZPR. Chetnie gloszone sa dzisiaj w Europie. Powod? Lewactwo w Europie ma sie doskobale. Drugi powod: Zwierzeca nienawisc do USA spowodowana zazdroscia.

    Pryy okazji przypomnial mi sie stary dowcip: Instruktor PZPR przybyl do fabryki aby opowiadac o rychlym upadku USA. Zebral zaloge na przymusowe zgromadzenie i grzmial: „Smierc amerykanskiego imperializmu juz bliska!” Po zakonczeniu prelekcji miala byc dyskusja, ale nikt sie nie kwapil do zadawania pytan. Instruktor wskazal palcem. „A wy, towarzyszu, co sadzicie na ten temet?” Wywolany wstal i powiedzial „Jaka piekna smierc…”

    No i jakos prognozy o opadku sie nie spelnily. Upoadl ktos inny. Dzis Europa jest w pierwszej kolejce do nastepnego upadku. Leniwa, bez ambicji, zdegenerowana i dekadencka

  72. Długi „absolwentów” niech sobie płacą „absolwenci”. Ja wiem, że komuchy zawsze chcą żyć okradając innych z tego, co ci inni wypracowali. Na całe szczęście nie wszędzie na świecie takie komunistyczne złodziejstwo jest możliwe.

    Zresztą co się dziwić, że nie jest w stanie zarobic nawet na siebie, skoro czytać ze zrozumieniem nie umie. Formalne studia zostały ukończone doktoratem. Ale skąd przepisujący wikipedię kagan ma wiedzieć, co to znaczy postdoc? On się „obawia” o moją latorośl, bo sam nie ma swojej. Tak charytatywnie się obawia. Moje dziecko za doktorat w USA nie tylko nie zapłaciło ani grosza, ale jakby podliczyć, to jeszcze na tym zarobiło. Całe studia dostawało wysokie stypendium naukowe a nie nauczycielskie, czyli nie miało na głowie dydaktyki PLUS wtykana mu była cała masa dodatkowych pieniędzy, byle tylko pracowało tak wydajnie dla swojego promotora, jak to robiło. Świat i Stany zwiedziło jeżdżąc na konferencje a teraz walczy o stałą posadę w jednej z najlepszych uczelni świata. Jak za parę lat nie dostanie wymarzonego tenure, co jest oczywiście możliwe, to zawsze może „z rezygnacją” podnieść ze stołu „nagrodę pocieszenia” w postaci pracy w przemyśle. Skąd – żeby było zabawniej – ciągle nadchodzą oferty, kuszące wysokimi zarobkami aby tylko porzucić uniwerek dla nich. Na czym kagany mogą tylko skorzystać, gdyż kuszą firmy medyczne.

    Straszyć może sobie kagan emerytów z kolejki w bibliotece do darmowego kompa albo u lekarza z objazdowego autobusu.

  73. trasat
    18 sierpnia o godz. 9:53
    „Pomylily sie mi te miliony osob bez pracy, albo tylko pozorujacych prace…”
    Nie „pomyliły” ci się. Pisałes po prostu autobiografię.

  74. @ A.L.
    „Panie Marcin, za galon benzyny ( okolo 4 litry) place 3 i pol dolara. Za niecale 2 litry wody Dasani (to nie zadna woda mineralna, to oczyszczana zwykla woda) place 3 dolary i 98 centow.”
    Zgadza sie. Zapomnialem ze woda tez zdrozala. Tym gorzej dla wody. W Polsce przynajmniej jest nadal za darmo.

  75. @Marcin: W Polsce tez kupuje wode w sklepach. Do najtanszych nie naezy. A tego syfu co plynie z kranu pic ie bede. Ten syf tez zreszta nie za darmo. placi sie jak najbardziej

  76. @zza kałuży
    1. Nie obrazaj mnie od „komuchow”.
    2. Prawdziwe zlodziejstwo w Polsce zaczelo sie dopiero wtedy, kiedy komunistow odsunieto od wladzy.
    3. Doktorat otrzymuje sie na podstawie obronionej rozprawy (w krajach anglosaskich tzw. thesis), a nie na podstawie ukonczenia studiow doktoranckich.
    4.Akurat ja pracowalem dobre kilka lat jako tzw. postdoc na panstwowym uniwerytecie na zachodzie Europy, a wiec wiem doskonale, co to jest postdoc.
    5. Tak, martwie sie o swoje dzieci, gdyz widze, ze nie maja one przyszlosci w chylacym sie ku upadkowi swiecie tzw. Zachidu. Niestety, ale nie sa one Chinczykami… 🙁
    6. Ja za doktorat w Australii, a przed tem za studia na stopien magistra (Master) nie zaplacilem ani centa, a ponadto otrzymywalem podczas tych studiow stypendia, w tym prestizowe stypedium doktorackie finansowane przez wladze fedrealne.
    7. I jak widzisz, dzis nawet dobry doktorat w USA niczego nie zapewnia, gdyz jak sam to przyznajesz, musi taki doktor walczyc o stałą posadę nadobrej uczelni, a ze najprawdopodobniej jej nie wywalczy, to w najlepszym wypadku skonczy jako wykladowca na jakiejs podrzednej, prowincjonalnej uczelni, a w najgorszym na kasie w Walmarcie.
    8. Ja nikogo nie strasze, ja tylko ostrzegam przed lamaniem prawa.

    .

  77. @Pan Szewczyk
    Przedtawiam Panu probke tego, co Andrzej52 oraz jego alter ego, czytli Luap, wypisuja na blogu Pana Kasprowicza, aby wiedzial Pan, kto Panu zasmieca blog chamskimi atakami ad personam:

    [ciach]

    Dziękuję za intencję, ale naprawdę mnie nie interesuje, co X czy może także Z robią na blogu Y. Bardzo proszę, aby tu toczyły się rozmowy na temat, a nie o komentatorach.

    Olaf Szewczyk

  78. @A.L.
    1. W wielu miejscach w Polsce mozna smialo pic wode z kranu. W USA, raczej nie, szczegolnie zas w okolicach, gdzie sa czynne odwierty w celu wydobycia ropy badz tez gazu, szczegolnie zas tego “lupkowego”.
    2. Cena benzyny na calym swiecie rosnie. Obecnie w USA jest ona ponad trzy i pol dolara za galon:
    ‘The national average price for a gallon of regular unleaded gasoline has increased one tenth of a cent to $3.542’ (CNN, August 17, 2013). Poza tym, to czasy taniej ropy, a wiec i taniej benzyny minely. W latach 1960tych cena barylki ropy wynosila okolo 2 dolary, a dzis wynosi ona ponad 100 dolarow, co oznacza, ze cena ropy a wiec i benzyny rosnie w USA szybciej niz wynosi tamze stopa inflacji (CPI), czyli ze ropa i benzyna drozeja tam takze realnie, a to oznacza, ze nie da sie dlugo utrzymac tzw. amerykanskiego stylu zycia, opartego na rozrzutnej konsumpcji energii.
    3. Daruj sobie porownywanie tych, ktorzy krytykuja USA do zwierzat. To bardzo zle o tobie swiadczy. Zgoda, Europa Zachodnia ma dzisswoje problemy, ale wynikaja one glownie z nierozsadnego nasladowania Ameryki, a wiec z postepujacej deindustrializacji oraz zycia na kredyt, czyli ponad stan. Ale klopoty Euroopy sa dzis niczym w porownaniu do klopotow Ameryki. Ameryke uratowaly kolejne wojny (Irak i Afganistan), ale dzis Ameryki nie jest juz stac na kolejna taka wojne, a wiec gospodarka USA staje przed powaznym problemem – jak dalej nakrecac koniunkture, w warunkach, kiedy nie da sie juz uzasadniac olbrzymich wydatkow na zbrojenia prowadzeniem kolejnej wojny.
    4. Jesli sie naukowcom, a szczegolnie tym najlepszym, czyli z USA, odpowiednio dobrze zaplaci, to oni z checia udowodnia kazda teze, lacznie z tym ze plaska Ziemia krazy wokol Slonca.

  79. Cytuje samego siebie „Panie Marcin, za galon benzyny ( okolo 4 litry) place 3 i pol dolara”

    „Zwierzeca nienawisc” to nie porownywanie do zwierzat. Proponuje Slownik Frazeologiczny Jezyka Polskiego. Niestety, pelne wydanie papierowe jest potzrebne. Oznacza ow idiom „silna nienawisc nie uzasadniona przeslankami racjonalnymi”. Przynajmniej tak podaje moje wydanei z 1932 roku

    Wode w USA daje sie doskonale pic. Przepisy o ochronie I czystosci wody sa drakonskie. Ja raz na kwartal dostaje od miejscowych wodociagow broszurke z wynikami pomiarow. Ja wody tutejszej nie lubie pic bo jest zbyt silnie zmineralizowana I musze poddawac ja zmiekczaniu I filtrowaniu, a po tych operacjach smakuje jak woda destylowana. Niestety, w Polsce w wiekszosci miejsc gdzie bywam, woda z kranu nie daje sie pic.

    Ameryka ma sie, dziekuje, dobrze, a marzenie o upadku Ameryki to marzenia tych ktoryz chcieliby widziec ponownie „ustroj sprawiedliwosci spolecznej”

    Podobnie dobrze ma sie nauka amerykanska, dziekuje. Jakos dziwnie ciagne uczeni europejscy, hinduscy, rosujscy I inni ciagna do tej Ameryki jak muchy do lepu. Bo tylko Ameryka ma dostateczna ilosc srodkow aby im prace naukowa umozliwic. Widze jak moi koledzy z Polski I w ogole z Europy walcza o granty z EU ktorych to grantow wysokosc I procedury biurokratyczne niezbedne do owych grantow pozyskania, przyprawiaja o smiech. Pusty.

    Facio z doktoratem w USA nie idzie pracowac do WalMart na kase. Tam go nei przyjma bo jest overqualified. Przyjmie go natomiast przemysl, z otwartymi rekami, proponujac na poczatek tak ze dwa razy wiecej pieniedzy niz moglby dostac w akademii. Nie zauwazylem tez bezrobocia wsrod ludzi z doktoratami. Wrecz przeciwnie. Oczywiscie, nauki scisle I techniczne mam na mysli.

  80. trasat 19 sierpnia o godz. 4:14
    „4.Akurat ja pracowalem dobre kilka lat jako tzw. postdoc na panstwowym uniwerytecie na zachodzie Europy, a wiec wiem doskonale, co to jest postdoc.”
    Im więcej piszesz, tym częściej wymyka ci się prawda o sobie.

    [ciach]

  81. @zza kałuży
    I znów w 100% ad per-so-nam zamiast ad re-m. I skąd ten pomysł, że byłem „wiecznym post-dokiem”? Byłem nim dokładnie raz, a nie widzę w tym nic złego.

  82. A.L.
    1. Tak, przepisy w USA są rzeczywiście drakońskie (np. dożywocie za drobną kradzież), ale, podobnie jak w dzisiejszej Polsce, tylko względem drobnych złodziejaszków czy też pijanych wiejskich rowerzystów, ale już nie wobec większych gangsterów (np. szefów gangów) czy też nieuczciwych biznesmenów.
    2. A jakie są te obecne osiągnięcia amerykanskiej nauki? Nie ma ich, gdyż nawet „noble” dostają dziś przeciętniacy, tyle że stojacy na czele dużych zespołów otrzymujących duże pieniądze od rządu.
    3. Facio z doktoratem nie przyzna się w Walmarcie, że go ma. Raczej powie, że pracował u kuzyna w sklepie gdzieś np. w Europie. A że ty czegoś nie zauważyłeś, to nie znaczy, że tego nie ma.
    Szalom!

  83. No comments. Jest pewien poziom absurdu ponizej ktorego nei ma co dyskutowac. Wiec nie bede

  84. @ A.L.
    Dyskutowalismy o samochodzie elektrycznym i wlasciwie na samym wstepie zamiast merytorycznych argumentow wypaliles ze jezdzisz codziennie 150 km i tak postepuje wiekszosc spoleczenstwa w USA. Nie przemyslales tego ze juz od kilku dekad american dream, czyli zycie na suburbiach, robienie 150 km do pracy i na zakupy to jest marnowanie pieniedzy i surowca energetycznego jakim jest ropa naftowa? Gdyby taki model gospodarczy powielaly wszystkie kraje na swiecie, zasoby ropy wyczerpalyby sie w ciagu 10 lat. Na dodatek zabrakloby terenow na taka rozrzutnosc, bo nie wszedzie jest taki poziom zaludnienia jak w USA. Trzeba byc butnym aby utrzymywac ze to jest droga z ktorej ten kraj nie powinien zawrocic. Twierdzenie ze nauka utrzymuje ten kraj na topie w swiecie jest majaczeniem niespelnionego naukowca. Czy dom, samochod, droge do niego czy wreszcie cala zawartosc tego domu wypracowuje choc jeden rodzaj doktorow? Cokolwiek masz w swoim kregu poruszania sie na codzien wypracowuje pracownik fizyczny, a ten coraz czesciej wypracowuje te dobra gdzies poza twoim kontynentem. [ciach]. Jestem sympatykiem Ameryki, zwlaszcza jej przeszlosci, niestety widze ze wchodzi w okres powaznych trudnosci. Detroit, swiatowa stolica motoryzacji jest bankrutem. Rzad federalny nawet nie jest w stanie utrzymac na odpowiednim poziomie zabytkowych budowli bedacych dowodem tej swietnosci. To jest tragiczna sytuacja gdy kraj ktory na oczach sie rozklada probuje nadal prowadzic te sama polityke ktora do tego doprowadzila. Ja wierze ze w Ameryce dojda do glosu zdrowe sily i pokaza spoleczenstwu co dotad bylo bledami i przeznacza caly wysilek tego narodu na rozwiazanie wlasnych problemow. To oczywiscie wymaga rozumienia problemow przez swiat nauki ktory rzekomo reprezentujesz. Dlatego dziwie sie ze taki wlasnie stosunek do tych spraw prezentujesz na tym blogu.

  85. @Marcin:

    „Dyskutowalismy o samochodzie elektrycznym i wlasciwie na samym wstepie zamiast merytorycznych argumentow wypaliles ze jezdzisz codziennie 150 km i tak postepuje wiekszosc spoleczenstwa w USA. Nie przemyslales tego ze juz od kilku dekad american dream, czyli zycie na suburbiach, robienie 150 km do pracy i na zakupy to jest marnowanie pieniedzy i surowca energetycznego jakim jest ropa naftowa?”

    I don’t care. Nie interesuje mnie to.

    „Gdyby taki model gospodarczy powielaly wszystkie kraje na swiecie, zasoby ropy wyczerpalyby sie w ciagu 10 lat. Na dodatek zabrakloby terenow na taka rozrzutnosc, bo nie wszedzie jest taki poziom zaludnienia jak w USA.”

    Niech inne kraje martwia sie o siebie. Ja nie widze powodow abym sie martwil o inne kraje. Inne kraje nie martwia sie o mnie. Natomiast chca abym im wysylal „dulary”. Duzo „dularow”. I jeszcze bronil. Na przykald – po cholere, ja, podatnik amerykanski, mam palcic za stacjonowanie wojsk w USA w Europie? Neich Europa broni sie sama I sama wydaje swoje pieneidze na swoje wojsko

    ” Trzeba byc butnym aby utrzymywac ze to jest droga z ktorej ten kraj nie powinien zawrocic. Twierdzenie ze nauka utrzymuje ten kraj na topie w swiecie jest majaczeniem niespelnionego naukowca”

    A co Pan wie na temat nauki, zwlaszcza amerykanskiej?

    „Czy dom, samochod, droge do niego czy wreszcie cala zawartosc tego domu wypracowuje choc jeden rodzaj doktorow?”

    Owszem. To doktorzy wymysliki nowy rodzaj izolacji termicznej I nowy rodzaj termoszczelnych okien ktory powoduje ze na ogrzewanie/chlodzenie zuzywam 50% mniej energii niz dom wybudowany 25 lat temu. To doktorzy wymyslili komputer ktory steruje moim grzaniem I chlodzeniem. To doktorzy wymyslili „smart grid” ktory umozliwna mi on-line kontrole zuzycia energii I optymalizowanie jej. To doktorzy wymyslili spzrety domowe – lodowki, pralki, suszarki zuzywajace znikoma czesc energii uzywanej calkiem niedawno. To tlum doktorow I profesorow pracuje nad optymalizacja energetyczna budynkow, nad ekologicznym domem, minimalizacja odpadow.

    Ja w koncu, jako doktor, zajmuje sie optymalizacja transport drogowego – problemem jak pzrewozic towary aby zuzyc jak najmniej paliwa a dostarczyc wszystko na czas. Jak na razie, 1/3 Ameryki jezdzi na moich algorytmach, a I spora czesc Europy tez. Z wyjatkiem Polski, oczywiscie. Znajomy profesor, rodem z Polski pracuje nad komputerami samochodowymi aby zmniejszyc zuzycie paliwa I emisje spalin. Jak na razie, doskonale mu sie to udaje.

    To doktorzy pracuja nad bezludnym samochodem (dopuszczony juz do ruchu w kilku stanach USA) I „intelligent highway” na ktorej samochody beda wymienialy informacje przy pomocy WiFi. Na temat planowanych manewrow, sytuacji drogowej, swiatel itede. Co ma zlikwidowac ilosc wypadkow o jedno zero.

    To doktorzy wymyslili algorytmy sterowania ruchem na autostradach I ulicach zapewniajace „lagodna” jazde bez korkow

    „Cokolwiek masz w swoim kregu poruszania sie na codzien wypracowuje pracownik fizyczny, a ten coraz czesciej wypracowuje te dobra gdzies poza twoim kontynentem. ”

    Mam pelen szacunek dla pracownika fizycznego, ale nie da sie wypracowac ameykanskiego domu w Indiach. Na dodatek, pracownik fizyczny bez doktora malo znaczy. Dom musi zaprojektowac architekt, materialy I technologie musi zaprojektowac inzynier. Niech Pan sobei wyobrazi fabryke telewizorow bez biura konstrukcyjnego. Albo budowe mostu przez Wisle silami tylko I wylacznie spawaczy.

    „Trzeba byc dosyc plytkim w mysleniu zeby tego nie dostrzegac. Jestem sympatykiem Ameryki, zwlaszcza jej przeszlosci”

    Bardzo mi przyjemnie.

    „niestety widze ze wchodzi w okres powaznych trudnosci. Detroit, swiatowa stolica motoryzacji jest bankrutem.”

    Upadek Detroit nie ma nic wspolnego z kondycja przemyslu samochodowego. Wiekszosc tego pzremyslu byla ulokowana w miescie Flint. W Detroit byly tylko centrale biznesowe. Upadek Detroit zostal spowodowany gigantycznymi zamieszkami na tle rasowym w 1967 roku. W ciagu roku od stlumienia zamieszek, przeszlo polowa mieszkancow porzucila swe siedziby I wyniosla sie z miasta. Proponuje postudiowac historie (tak na marginesie, jakby Pan mial zastrzezenia – mieszkalem w Detroit pare lat, wiec wiem)

    „Rzad federalny nawet nie jest w stanie utrzymac na odpowiednim poziomie zabytkowych budowli bedacych dowodem tej swietnosci.”

    Bo wedlug Konstytucji USA to jest sprawa Rzadu Stanowego. Rzad federalny nie moze mieszac sie w wewnetrzne sparwy stanu. Z grubsza biorac. Poza tym, w Detroit nie ma nijakich zabytkow. Jedyna znaczaca budowla to Detroit Art Museum, ale ta nie jest ruszona przez kryzys. Poki co.

    „To jest tragiczna sytuacja gdy kraj ktory na oczach sie rozklada”

    Ja nie widze zeby sie rozkladal. Byc moze rozklada sie na Panskich oczach, ale moich jakos nie. Pelno ogloszen o prace, nowe domy buduja sie na lewo i prawo, samochody sprzedaja sie doskonale, firmy sie rowijaja. Gdzie Pan widzi ten rozklad? Z propagandy w polskiej TV? Chyba nie, bo ja ogladam polska TV I tam nic o rozkladzie Ameryki nei ma

    „probuje nadal prowadzic te sama polityke ktora do tego doprowadzila. Ja wierze ze w Ameryce dojda do glosu zdrowe sily i pokaza spoleczenstwu co dotad bylo bledami i przeznacza caly wysilek tego narodu na rozwiazanie wlasnych problemow.”

    Jakich problemow? Moze Pan ma ostrzejszy wzrok niz ja? Owszem, sa problemy, ale obawiem sie ze Pan o nich nei slyszal. Niech Pan wymieni te problemy ktore ma Pan na mysli.

    „To oczywiscie wymaga rozumienia problemow przez swiat nauki ktory rzekomo reprezentujesz.”

    „rzekomo” – a co Pan o mnie wie? Wiec jak Pan nie wie, to neich Pan sie odstosunkuje. Ja Panu mojego CV nie bede wysylal. I co Pan wie o „swiecie nauki”?…

    „Dlatego dziwie sie ze taki wlasnie stosunek do tych spraw prezentujesz na tym blogu”

    Jaki stosunek I do czego?

  86. @ A.L.
    „Ja w koncu, jako doktor, zajmuje sie optymalizacja transport drogowego – problemem jak pzrewozic towary aby zuzyc jak najmniej paliwa a dostarczyc wszystko na czas. Jak na razie, 1/3 Ameryki jezdzi na moich algorytmach, a I spora czesc Europy tez. Z wyjatkiem Polski, oczywiscie. Znajomy profesor, rodem z Polski pracuje nad komputerami samochodowymi aby zmniejszyc zuzycie paliwa I emisje spalin. Jak na razie, doskonale mu sie to udaje.”
    To juz dawno zrobili w Toyocie i Hondzie, a to robil profesor Wolanski, nic nowego.
    Optymalizacja transportu ktora wymaga aby obywatel jezdzil po gazeta 10mil a po jedzenie 100!!
    No przeciez w Polsce nikt by nie kupil programu od kogos kto nie potrafi sobie lepiej zorganizowac wlasnego transportu. To tak jak by Bill Gates zamiast swojego PC-ta sprzedajac go innym sam pisal na maszynie do pisania.

  87. @MArcin: „Znajomy profesor, rodem z Polski pracuje nad komputerami samochodowymi aby zmniejszyc zuzycie paliwa I emisje spalin. Jak na razie, doskonale mu sie to udaje.”
    To juz dawno zrobili w Toyocie i Hondzie, a to robil profesor Wolanski, nic nowego.
    Optymalizacja transportu ktora wymaga aby obywatel jezdzil po gazeta 10mil a po jedzenie 100!!
    No przeciez w Polsce nikt by nie kupil programu od kogos kto nie potrafi sobie lepiej zorganizowac wlasnego transportu. To tak jak by Bill Gates zamiast swojego PC-ta sprzedajac go innym sam pisal na maszynie do pisania.”

    [ciach]

    Tak na marginesie, ja sie zajmuje TRANSPORTEM DROGOWYM – pzrewozeniem towarow CIEZAROWKAMI a nie jazda po papierosy. Jak psialem o Polsce – to pisalem ze nie uzywa MOICH algorytmow. Ale w Polsce jest pare firm ktore uzywaja SWOICH algorytmow – wlasnie w tym celu – aby zminimalizowac zuzycie paliwa przy TRANSPORCIE TOWAROW. Ciezarowkami. Duzymi. Takimi TIRami. Na duze odleglosci. Wie Pan ile moze kosztowac przeslanie palety z Warszawy do Paryza?

  88. Jak (średnio) wygląda transport osobowy w USA. Za: „Summary of Travel Trends: 2009 National Household Travel Survey”
    **http://nhts.ornl.gov/2009/pub/stt.pdf
    Jak kto ma nowsze dane, to może podać. Ja niczego nowszego nie znalazłem.

    Strona #3
    Kierowca dziennie odbywa 3 podróże podczas których razem przebywa 29 mil. Średnia długość podóży wynosi 9.7 mili.
    Osoba, niekoniecznie kierowca, dziennie odbywa 3.8 podróży przebywając 36 mil.

    Strona #13
    Średnia długość podróży na osobę, w przybliżeniu, w milach:
    wszystkie cele________________10
    do/z pracy___________________12
    związana z pracą______________20
    po zakupy____________________7
    inne rodzinne/osobiste sprawy____7
    do szkoły lub kościoła___________6
    kontakty towarzyskie/rozrywka___11
    inne________________________52

    Ponieważ Amerykanie w wiekszości poruszają się samotnie, ilość mil na pojazd dla wiekszości powyższych kategorii jest bardzo podobna do ilości mil na osobę. (Strona #15)

    Ku pamięci tym, którzy krzyczą o „niewystarczającym zasięgu” elektrycznych samochodów i o ich „prohibitywnie długim czasie ładowania”. Ja nie wymagam od nikogo, aby wszystkie swoje potrzeby transportowe próbował zaspokoić elektrycznym autem albo tylko jednym samochodem w rodzinie. To jest dla wielu ludzi niemożliwe. Ale do codziennego życia w mieście w bardzo dużej ilości przypadków samochód elektryczny – o takich parametrach technicznych jakie już teraz posiada – będzie całkowicie wystarczający. Tylko ta cena …. 🙁

  89. Marcin
    1. Dyskusja z A.L. nie ma sensu.

    [ciach]
    Jeszcze raz proszę – rozmawiajmy o problemach, nie o dyskutantach.

    Olaf Szewczyk

    2. Jak widzisz, nie interesuje go to, że jego „amerykański styl życia”, wymagający rozrzutnej konsumpcji deficytowych nośników energii, jest głównym problemem współczesnego świata, gdyż aby sztucznie utrzymać ten „styl życia”, o Ameryka nie tylko, że prowadzi ciągłe, zresztą zawsze przegrane wojny, to na dodatek popiera ona Izrael – jedyne dziś panstwo stosujące w praktyce rasistowską polityką apartheidu i bantustanów.
    3. Racja, że to nie nauka utrzymuje dziś USA, a tylko polityka wojskowego keynesizmu, czyli zadłużanie
    się na wydatki militarne, co oczywiście wymaga prowadzenia ciągłych wojen i zastraszania społeczeństwa groźbą tzw. terroryzmu, aby uzasadnić te ogromne długi i te ogromne, a bezproduktywne, nawet wręcz szkodliwe wydatki.
    4. Zgoda także, iż cokolwiek ma a A.L. w swoim kręgu poruszania się na codzień, to wypracowuje pracownik fizyczny, a ten coraz częściej wypracowuje te dobra gdzieś poza USA.
    5. Ja także byłem kiedyś proamerykański, ale emigracja na tzw. Zachód (już w roku 1981) oraz pobyt w USA otworzyły mi oczy, a więc wiem, że nie ma co liczyć na cud, czyli na dojście do władzy w USA ludzi rozsądnych, gdyż tam to już ich praktycznie nie ma, a raczej także nie będzie, gdyż obecne elity amerykańskie robią przecież wszystko, aby nie utworzyła się tam prawdziwa opozycja w stosunku do obecnej klasy politycznej.
    5. A.L. nie chce, aby US Army stacjonowała w Europie. Ja też ego nie chcę, jako Europejczyk. Tyle, że to nie Europejczycy decydują w takich ważnych sprawach jak obecność amerykańskich okupantów, nawet w Europie.
    6. Doktorzy wymyślili wiele rzeczy, np. bombę atomową i wodorową. Ale nawet te bomby musieli wyprodukować robotnicy.
    7. Transport drogowy jest, zaraz po lotniczym, najbardziej energochłonnym. Stąd tez należy go zastępować transportem kolejowym, wodnym oraz rurociągowym. Tyle, że aby to zrozumieć, trzeba mieć nieco szersze horyzonty niż wiadomo kto.
    8. Komputery w samochodach, które pozwalają mi zmniejszyć zużycie paliwa oraz emisję spalin, to ja mam od jakichś conajmniej 10 lat jak nie dłużej. Tyle, że są one na ogół “made in China”.
    9. Upadek Detroit był spowodowany tym, że produkowano tam przestarzałe, energochłonne, zawodne oraz niebezpieczne samochody, mało zmienione od czasów II WŚ, podczas gdy reszta świata, a szczególnie Europa i Japonia, poszły szybko do przodu. Dziś trzeba być bardzo słabo zorientowanym, aby kupić amerykański samochód. Kiedy pracowałem w USA (koniec XX w.) to jeździłem tylko samochodami japońskimi – amerykańskie były bowiem przeraźliwie tandetne, albo też ich eksploatacja kosztowała fortunę (ogromne zużycie paliwa).
    10. Rząd federalny ma prawo, a nawet i obowiązek ingerować w wewnętrzne sprawy stanów, kiedy to stany wyraźnie nie dają sobie rady, albo tez naruszają one prawo (np. interwencje Waszyngtonu w sprawy stanów południowych, które chciały utrzymać segregację rasową).
    11. Szewc bez butów chodzi! Amerykański spec od optymalizacji transportu drogowego nie widzi nic złego w tym, że jeździ on po gazetę olbrzymim, energetycznie niewydolnym samochodem 10 mil a po jedzenie aż 100 mil. 🙁
    12. Towary z Warszawy do Paryża powinno się przewozić koleją, albo też barkami (to ostatnie jest możliwe, ale raczej w teorii, gdyż polską gospodarką też rządzą dziś “eksperci” [ciach]).
    Pozdr.

  90. A.L-Widzialem kilka x eletr.BMW.Produkcja rusza w listopadzie.Wg.prezesa BMW ma to byc ,cytuje „rewolucja”:zobaczymy!Faktem jest ,ze zaleznosc od kapitalu arabskiego tzw.panstw Zachodu jest b.niebezpieczna.Na chlopski rozum:ludzie Zachodu coraz berdziej pomnazaja bogactwo szejkow.Jak dlugo moze to jeszcze leciec?Jestesmy niewolnikami samochodu czyli wlasnej wygody i ……glupoty.Mam samochod!Ciekawostka:przed 60 laty tez straszono,ze braknie ropy naft.-mialo starczyc na 20-30 lat.Teraz zielone bezglowki mowia:na 46 lat!

    [ciach]
    Tak jak prosiłem już parokrotnie – dywagacje, czy pan X to tak naprawdę Y i Z, nie są tu mile widziane.

    Olaf Szewczyk

  91. P.Szewczyk-czytam posty w 3 krajach.Tylko w Polityce uzywa sie moderacja.Co tj.?Pana gazete czytam od 1-szego numeru.Za komuny nie bylo tego slowa,byla o czym sie nie pisalo ,cenzura.W 2 innych krajach tego nie uzywa sie.Co jest grane.Piszacy sa smarkaczami,czy co????

    Toczą się tu często ciekawe dyskusje, jak chociażby w niniejszym wątku, o pojazdach elektrycznych, spalinowych i rowerach. Ale gdy przeradzają się w kłótnie i personalne insynuacje, mam ochotę – i prawo – ciąć.

    Olaf Szewczyk

  92. @zza kaluzy: Ja tez nie mam nic pzreciwko samochodowi elektrycznemu. Tyle ze:

    1. Uzywam samochodu do roznych innych celow niz tylko dojazd do parcy. Na przyklad lubie sobie pojechac nad jezioro, do Chciago, na wakacje, nie mowiac o tym ze mam czasem taki zboczenie aby pojechac na Floryde. Ile samochodow pzrecietna rodzina powinna posiadac aby zaspokoic swe potzreby?

    2. Jak jus zwszyscy dojda do wniosju ze samochod elektryczny jest OK, to co sie stanie jak owi wszyscy po powrocie do domu wetkna wtuczki do gnizaddek i zaczna pobierac 60 A na glowe?

  93. Tak, jestem egoista.
    Tak, mam w dupie inne kraje
    Tak, mam w dupie szczescie ludzkosci.

    Co do pozostakych:

    Upadek Detroit nei ma nic wspolnego z pzremyslem samochodowym
    Rzad Federalny stwierdzil ze nie bedzie interweniowal w Detroit bo po pierwsze nie ma na to paragrafu a po drugie nawet jakby mial, to nei chce

    Samochod generuje 80% zanieczyszczenj hak stoi na biegi jalowym pod swiatlami. Minimalizacja tych zanieczyszczen, i w ogole problem nalezytego sterowania silnikiem na biegu jalowym to jak na dzis nie rozwiazany problem. Znaczne zmniejszenie zuzycia paliwa mozna uzyskac optymalizujac prace silnika na biegu jalowym. Niestety, ani Honda, ani Toyota, ani Hinczycy tego nie robia

    Samochody amerykanskie moze i sa do do niczego, ale spzredaja sie jak swieze buleczki. Nie tylko w USA ale i na swiecie

    Transport kojejowy jest uzywany w USA, owszem, jak najbardziej, ale nie wszystko da sie pzretransportowac koleja i nei zawsze taki transport na sens. Swieza salata zebrana w Kaliforni musi byc przetworzona (umyta, popaczkowana) i dostarczona do sklepow w ciagu 2 dni. Koleja sie tego nei zrobi. Podobnie` palete z Warszawy mozna dostarczyc do Paryza koleja lezeli taka dostawa ma sens. Ale nie zawsze ma. Plaskich telewizorow koleja sie nie dostarczy, bo jak sie bedzie probowalo, to przyjedzie kosztowna stluczka. Co wiem, bo obslugiwalem najwieksza siec sklepow elektronicznych w USA

    JA sie transportem zajmuje 20 lat prawie, i ciegle nie wiem wszystkiego. Natomiest domorosli „experci” na tym blogu maja owa wiedze wyssana z mlekiem matki. Nie tylko na ten temat: na temat samochodow, energetuki, ekologii, ekonomii – i czego tam jeszcze.

    Panowie, chwalcie sie swa „wiedza: na imieninach u Cioci Kloci

  94. @zbawcy ludzkosci: Jak czytam wynurzenia Zbawcow Ludzkosci i Troszczacuch Sie O Innych, przypomina mi sie stary dowcip z czasow komuny:

    Instruktor Wydzialu Propagandy przyszedl do fabryki badac lojalnosc wzgledem Partii. Pyta Wanie: „Wanie, a dom na Partie bys dal?” Wania: „dal”. „A samochod bys dal>”\?” „Dal”. „A spodnie bys dal?” „Spodnie?… Nie” odpowiada Wania. „Dlaczego?” zdziwil sie instruktor. „Bo spodnie mam” odpowiedzial Wania.

    Latwo, Panowie, troszczyc sie o Dobro Ludzkosci. Z wygodnego fotela. Ja sie nie troszcze. Wiem bowiem, ze z nadmiaru troski o DObro Ludzkosci nie wynika nic innego jak starszne neiszczescia. Przykaldy mielismy w nie tak dwnej historii

  95. Tak na marginesie… Ciekawe czy zwolennicy samochodu elektrycznego pamietaja te czasy w Polsce gdy benzyna byla na kartki, i bylo to wspaniale uczucie: „dojechac to dojade, ale czy dam rade wrocic to nie wiadomo”

    Ja pamietam.

    I teraz prosze mi wyjasnic, jaka sila moglaby mnie zmusic abym DOBROWOLNIE poddal sie takiemu ograniczeniu, dopacajac do tego jeszcze kilkadziesiat tysiecy dolarow?

    Byly robione rozne studia socjoligiczne dotyczade roli samochodu w zyciu AMerykanow. Konkluzja byla prosta: samochod to dla Amerykanow symbol wolnosci. Nie dadza sobie tej wolnosci ograniczyc. Dlatego tez przyszlosc samochodou widze raczej w Euroipie, ktorej obywatele tak czy siak trzymani sa za twarze i ani im nie przyjdzie do glowy ze mogloby byc inaczej

  96. Pan Olaf Szewczyk
    Oto przykład dziennikarstwa w stylu jedna pani drugiej pani. I widać do czego prowadzi.
    Szanowny Pan znalazł tekst na temat wyciągarki rowerowej. Był w telewizji jako ciekawostka, ale na tej podstawie której próbuje Pan stworzyć teorię ruchu drogowego.
    Niestety jednak, w tym samym czasie inne media opisują ruch rowerowy w Danii pod znamiennym tytułem „korek rowerowy w Kopenhadze”. Film pokazuje setki rowerzystów czekających w korku na przejazd. Po włączeniu świateł nieprzerwany tłum rowerzystów wali przez 8o sekund i dopiero wtedy pojawiają się małe przejaśnienia. Na parkingu rowerowym przed dworcem w Kopenhadze stoi 15 000 (tysięcy rowerów). No i proszę teraz znaleźć swój rower. I jeszcze jedno (wiadomość własna): problemem są busy na rejestracji rumuńskiej czy bułgarskiej, do których pakuje się w ciągu minuty kilkanaście rowerów i zostaje tylko ślad przeciętych łańcuchów. W Danii i Holandii narzekania na problemy związane z rowerami są coraz większe. Po prostu sieć drogowa miast przystosowywana była przez 100 lat do samochodów i należałoby całkowicie ją przebudować. Problem tylko, że w naszym klimacie nikt zimą nie chce rezygnować z samochodu.
    Piszę nie po to, żeby Pana obrażać, tylko żeby pokazać problem. Przy każdym nowym wynalazku mamy na początku histerię, koniec historii i powszechną szczęśliwość. Dopiero potem okazuje się, że żaden problem nie został rozwiązany i wszystkie dotychczasowe pytania pozostają otwarte.
    W przypadku rowerów byłby to powrót do ciasnej zabudowy średniowiecza (krótsze drogi), a to spowodowałoby korki takie same jak w przypadku samochodów. Czyli dalej to samo.
    Przypomnę też, że 15 lat temu Chińczycy bardzo narzekali, że ruch rowerowy powoduje korki i uniemożliwia jazdę samochodem. Dzisiaj przebudowali miasta i odległości stają się niemożliwe do pokonania rowerem. Wszyscy wsiadają do samochodów. Skutek wiadomy.

    Pozdrawiam i życzę głębszych przemyśleń aby dziennikarstwo wreszcie przestało mylić się z maglem Pani Olejnik.

  97. @ZWO: „Po prostu sieć drogowa miast przystosowywana była przez 100 lat do samochodów i należałoby całkowicie ją przebudować”

    Wyrazy uznania za sciagniecie na ziemia.

    Od siebie chcialbym dodac:

    Po prostu sieć energetyczna miast przystosowywana była przez 100 lat do zasilania zrodel swiatla I urzadzen kuchennych i należałoby całkowicie ją przebudować aby dostosowac do samochodu elektrycznego

  98. @Olaf Szewczyk: Pan podpisujacy sie „trasat” dal kolejny pokaz komentarzy as personam:

    „gdyż polską gospodarką też rządzą dziś “eksperci” typu A.L.”

    To tylko jeden cyctat. Nie chce mi sie cytowac wiecej. Uprzejmie prosze o przypomnienie Panu podpisujacemy sie „trasat” iz ten blog jest miejscem na dyskusje MERYTORYCZNA

  99. A.L. 20 sierpnia o godz. 14:43
    „Plaskich telewizorow koleja sie nie dostarczy, bo jak sie bedzie probowalo, to przyjedzie kosztowna stluczka.”
    Pod sam koniec PRLu miałem okazję na własne oczy zobaczyć to, o czym pan napisał. Konwojowałem z południa Polski kolejowy transport harcerskich jachtów do Giżycka, co trwało ładnych kilka dni. Miałem „uważać na wszystko”. Wyobrażałem sobie, że pilnuję łódek bardziej przed złodziejami aniżeli przed kolejarzami, ale szybko się okazało, w jakim jestem błędzie. Któregoś ranka obudziło mnie straszliwe walenie o siebie wagonów. Kolejowa klasa robotnicza przetaczała wagony używając zaawansowanego wynalazku górki rozrządowej i swojego (braku) mózgu.
    Odbywało się to tak, że wagony na ową górkę były wciągane przez lokomotywę manewrową a następnie skład był rozczepiany i poszczególne wagony były spychane z górki. Na swoje miejsce, czyli do nowo formowanych składów, miały dojechać pod wpływem siły grawitacji. Na miejscu zaś zatrzymać się uderzając buforem o bufor poprzedniego wagonu. Skutek był taki, że rozpędzone do całkiem dużej prędkości, załadowane naszymi jachtami wagony waliły z całej siły w bufory stojącego składu a ładunek o mało co się nie urywał a w każdym razie sporo się przemieszczał. Wrzeszczałem, machałem rękam, aby Przodującym Debilom Peerelu dać znać, że są debilami i aby skłonić ich do zmiany postępowania. W panice poleciałem szukać maszynistów, zawiadowcy, itd. czyli Ustawowych Poganiaczy owych kolejowych debili. W końcu przypomniałem sobie o tych kilku półlitrówkach wódki, w jakie mój mądry drużynowy wyposażył mnie na podróż. „Dla kolejarzy i dla kierowcy dźwigu, który będzie cię rozładowywał w porcie”, powiedział. Kolejarze w porcie w Giżycku specjalnie postawili wagony z jachtami na najdalszej od nabrzeża bocznicy. I z durnymi ale uśmiechniętymi mordami patrzyli, co ja też teraz zrobię. Za przestawienie wagonów na tor położony przy portowym nabrzeżu musieli dostać wódkę. Wieloletnia tradycja Przodującej Klasy PRLu także tam działała.

    Kierowca ciężarówki – rzecz jasna opłaconej już oficjalnie przez harcerzy (Komendę Szczepu) – „nie miał możliwości, aby tak stanąć, aby tak podeprzeć samochód, aby ten jego dźwig „miał udźwig” wymaganay wagą łódek. Pół litra spowodowało, iż „znalazł sposób” takiego wymanewrowania ciężarówką, że „dało się podeprzeć”.

    Ale odbiegłem od tematu.

    Moje przerażone oczy i moje paniczne wrzaski w obronie całości przetaczanych jachtów jedyne co spowodowały, to wesoły śmiech kolejarzy. Aby mi dobitnie pokazać, gdzie Przodująca Klasa ma moje obawy o całość harcerskiego sprzętu, kolejarz zaprowadził mnie na niedaleką bocznicę i pokazał stojący tam wagon. Jedna ze ścian tego wagonu, a mówię tu nie o ścianie bocznej ale jednej z tych końcowych, – była wybita. Tak, wyłamana. Wyłamane były deski – grube deski – tworzące tę ścianę. A co deski te wyłamało?

    Kartony kolorowych telewizorów.

    To był argument kolejarza abym się nie awanturował, bo „oni tu nie takie byle jakie łódeczki rozperdolili w przeszłości”.
    Rzeczywiście, zamknął mi usta, bo jakkolwiek łódki były spore i dla nas harcerzy sporo warte, to w porównaniu z ceną wagonu potłuczonych telewizorów (wtedy CRT) musiały być mniej warte.

    Półlitrówka zaś zdziałała cuda. Następny wagon z jachtem przetaczali już z podkładaniem na szyny hamulców w docelowym miejscu i z dopychaniem na swoje miejsce malutką lokomotywką manewrową. Dotkniecia buforów ciężko było usłyszeć.

    Potęga alkoholu w zetknieciu z (brakiem) mózgu Robotnika.

    A profesory to tylko jezuicko filozofują.

    [ciach]

  100. @zza kaluzy: Pamiatam jak za PRLu wyslano radia koleja. Takie lampowe. Na gorce rozrzadowej walili tak ze transformatory sieciowe wyrwaly sie z mocowan (mimo ze byly przykrecone solidnymi srubami do metalowej podstawy). I ta trasformatory lataly w tych radiach w takt szarpniec pociagu, tlukac lampy I rozwalajac wszystko w drobny proszek.

    Niestety, gorki rozrzadowe dzialaja w USA tak samo jak te polskie za komuny, tyle ze zwrotnice przestawia computer

    Jak idzie o plaskie telewizory, to sa bardzo skomplikowane reguly dotyczace a) sposobu pakowania na ciezarowke, b) organizacji tarsy tak aby nei tzreba bylo telewizorow wiele razy ladowac I rozladowywac, c) wyboru trasy tak aby drogi byly nalezytej katergrii I nie trzasl oza bardzo. Zaklecie tych regul w software to byla rzecz dosyc ambitna.

    Bottom line: kolej nadeje sie do transport „masowki”.

  101. @Marcin: „Model amerykanski przegrywa wyscig na rzecz dzialajacej zespolowo Azji i to jest przykre ze tego nie widza tacy jak A.L.”

    Pamietam takie slogany z czasow PRLu. tyle tylko ze wtedy mowilo sie ze wygrywa socjalizm. Czyzby Europa dala za pzregrana? Nieambitnie, Europejczycy, nieambitnie!

  102. Szanowni Dyskutanci,
    właśnie spędziłem circa trzy kwadranse na czyszczeniu ostatnich komentarzy z insynuacji i pyskówek. Niektóre wpisy w całości wrzuciłem do kosza, inne przycinałem.

    I mam przy tym przykre przekonanie, że zrobiłem to po łebkach, sporo z pośpiechu pomijając.

    Nie zakładałem tego bloga po to, by tracić czas i nerwy na czytanie oraz temperowanie takich przepychanek. Prosiłem parokrotnie o uszanowanie panujących tu zasad. To nie jest forum liczącego odsłony portalu, gdzie można powiedzieć wszystko. To jest mój blog, afiliowany przy witrynie „Polityki”, z którą współpracuję. I jedno, i drugie daje mi prawo, by wymagać pewnego poziomu konwersacji.

    Rozmowa, która wywiązała się w tym wątku, jest generalnie świetna. To dobry spór idei, z ciekawą argumentacją opartą na konkretach i przemyśleniach. Tym bardziej żałuję, że sami dyskutanci uparli się szkodzić jej personalnymi wtrętami.

    Jeśli niczego moja prośba nie zmieni, będę wycinał wątpliwe komentarze w całości, nie tracąc już czasu na obróbkę skrawaniem. To, ile ta strona ma odsłon, ile uwag pojawi się pod tekstami, ma dla mnie dalece mniejsze znaczenie niż panująca tu atmosfera i trzymanie się, niewygórowanych przecież, standardów.

  103. @ZWO
    Oto przykład dziennikarstwa w stylu jedna pani drugiej pani. I widać do czego prowadzi.
    Szanowny Pan znalazł tekst na temat wyciągarki rowerowej. Był w telewizji jako ciekawostka, ale na tej podstawie której próbuje Pan stworzyć teorię ruchu drogowego.

    Miałem szczerą nadzieję, że każdy, kto przeczyta „Wyższą cywilizację rowerową”, będzie absolutnie pewien, że jest to relacja z mojego pobytu w Trondheim ilustrowana zrobionymi przeze mnie zdjęciami. Najmocniej Pana przepraszam za swój najwidoczniej nieporadny warsztat, skoro odniósł Pan po lekturze wrażenie, że opierałem się na cudzych doniesieniach.

  104. @A.L.
    @Olaf Szewczyk: Pan podpisujacy sie „trasat” dal kolejny pokaz komentarzy as personam:
    „gdyż polską gospodarką też rządzą dziś “eksperci” typu A.L.”
    To tylko jeden cyctat. Nie chce mi sie cytowac wiecej. Uprzejmie prosze o przypomnienie Panu podpisujacemy sie „trasat” iz ten blog jest miejscem na dyskusje MERYTORYCZNA

    Przed chwilą przykroiłem – przynajmniej z grubsza – ostatnie komentarze. Notabene w tym jeden Pański, usuwając uwagę o poziomie interlokutora. Nie mam w te dni niestety czasu sprawdzać, co tu się dzieje, codziennie. Będę starał się usuwać nieprzyjemne uwagi, gdy na nie trafię, ale nie zawsze mam możliwość robić to na bieżąco. Najlepsza metoda na utrzymywanie tu przyzwoitego poziomu i miłej atmosfery: wszyscy muszą się pilnować. Dotyczy to też niereagowania na nieprzyjemne zaczepki – to niczego nie daje.

  105. Pan Szewczyk
    W żadnym przypadku nie było moim celem urażanie Pana. Ani też ośmieszanie Pańskich osobistych doświadczeń. Niestety, to, że Pan tam był jakoś mi umknęło za co przepraszam.
    Problem tylko w tym, to, o czym Pan pisze, widziałem kilka dni temu w telewizji jako ciekawostkę. Ale też czytałem o Kopenhadze. Z tego punktu widzenia Pański tekst wydaje się jednostronny. Dlatego usilnie zwracam też uwagę, że osobiste doświadczenia, nawet najciekawsze, nie mogą być w żadnej mierze materiałem rzeczowych publikacji. te wymagają znacznie większej staranności i bardziej wnikliwego naświetlania. Uważam, że to marne dziennikarstwo a nie tylko polityka, są przyczyną aktualnego rozwoju pieniactwa i obniżania poziomu kultury w dyskusji. Padł Pan ofiarą tego mojego przekonania (jako symptom a nie osoba). Niestety, nie mogę obiecać, że się to nie powtórzy.
    Z poważaniem i szacunkiem

  106. @ A.L.
    „Niestety, gorki rozrzadowe dzialaja w USA tak samo jak te polskie za komuny, tyle ze zwrotnice przestawia computer”
    Dlatego ze „gorki rozrzadowe” wszystkiemu sa winne Chinczycy doszli do wniosku zeby zbudowac druga linie kolejowa laczaca Azje z Europa bo wyszlo ze transport towarow, w tym plaskich ekranow jest korzystniejszy niz kontenerowcami. Zastanawiam sie dlaczego „gorki rozrzadowe” nie rozwalaja samochodow z polskich montowni? Przeciez one sa transportowane nawet bez opakowania. Pewnie dlatego Detroit zbankrutowal bo samochody spuszczali z gorek rozrzadowych? No i jak tu dyskutowac merytorycznie skoro az tak odlotowe argumenty uzywa oponent?

  107. @ gospodarz
    W niektorych krajach – Ameryka Polnocna i Australia problemem w rozwoju transportu rowerowego jest niezyciowy przepis wymagajacy ubierania kasku przez rowerzyste. W Portlandzie jest firma ktora produkuje automatyczne wypozyczalnie rowerow, ale z kaskami jest problem. Wprowadzono tez razem z rowerem wypozyczanie kaskow, jednak te po kazdym uzyciu ze wzgledow higienicznych musza byc myte, stad to jeden problem. Drugi nie kazdy ma standartowa glowe wiec tu jest tez drugi problem. Jest dyskusja nad tym aby zniesc obowiazek uzytkowania kaskow, niestety lobby medyczne jest przeciwko, bo twierdzi jakoby od czasow wprowadzenia kaskow spadla ilosc urazow czaszki. Moim zdaniem, jak tez i wielu innych osob kask ogranicza widocznosc, oraz tez slyszalnosc, dlatego watpliwa jest jego pozytywna rola.
    Niemniej Europa nie ma tego problemu wiec moze przyjdzie czas ze i w tych krajach gdzie sa wymagane kaski ten niezyciowy przepis zniknie.
    Pozdrawiam.

  108. @Marcin” No i jak tu dyskutowac merytorycznie skoro az tak odlotowe argumenty uzywa oponent?”

    Wedle Gospodarza, mialo byc merytorycznie. Niestety, o transporcie wiem tylko to czego sie nauczylem pzrez 20 lat. Transport kolejowy jest dobry do pewnych rzeczy I w pewnych sytuacjach. Nie jest uniwestalnie dobry.

    Towary narazone sa na dodatkowe stresy fizyczne, wiec jezeli sa kruche, musza byc odpowiednio pakowane. To podnosi koszt. Nie ma gwarancji ze wagony-chlodnie beda chlodzily. Kolej daje nieprecyzyjne I szerokie okna dostawy towarow ktore moga byc okreslane z precyzja 2 tygodni. Wiec nei da sie koleja wozic towarow ktore sie latwo psuja albo musza byc zuzyte w okreslonym terminie (na przykald warzywa I owoce). Wagon moze stac na bocznicy dosyc dlugo, bedac narazony na wplywy atmosferyczne I wplywy zlodziei.

    Owszem, mozna zamawiac rozne klasy obslugi, ale one sa glownie powiazane z szerokscia okna dostawy a nie brakiem wstrzasow. Owszem, mozna zamowic „lagodny zestaw skaldu”, ale to znow dodatkowe koszta, nie mowiac o tym ze niedokladnie wiadomo jaka to bedzie „lagodnosc”

    Na koniec, system dosatwczy przypomina struktura drzewa. Pociagiem nei dostawi sie towaru pod sklep. Pociagiem dostawi sie towar do terminala kolejowego, a stamtad tzreba go na ogol dosyc daleko wiezc duza ciezarowka, a potem pzreladowac na mniejsze tak aby dalo sie ow towar dostarczyc do sklepu. Wec moze sie okazac ze szybciej I krocej bedzie ciearowka wprost od dostawcy do odbiorcy. I na ogol tak sie okazuje

    Owszem, stosuje sie sposob transport zwany „multimodal” (po polsku „mieszany”) gdy czesc trasy odbywa sie koleja albo barka. Ale, jak pisalem wyzej, nie wszystko mozna transportowac koleja. Gdy informacja o pzresylkach dostarczana jest do centrum planistycznego, jedna z wazniejszych informacji jest informacja o tym jakie sa wymagania dotyczace srodka transportu. „No rail” jest jednym z pol ktore moga byc zaznaczone. Decyzja o tym jaki srodek transport jest dopuszczalny, nalezy do wlasciciela przesylki.

    Co robia Chinczycy mnie nie interesukje, bo ja nie jestem w Chinach, a taka informacja jaka Pan serwuje to na ogol oparta jest o „urban legends”.

  109. @Marcin: „niestety lobby medyczne jest przeciwko, bo twierdzi jakoby od czasow wprowadzenia kaskow spadla ilosc urazow czaszki”

    Niestety, za urazy czaski placa WSZYSCY OBYWATELE. Ze swoich podatkow

  110. W USA w żadnym stanie dorośli nie mają obowiązku używania rowerowych kasków. Za:
    **http://www.iihs.org/laws/helmetusecurrent.aspx

  111. A.L. 20 sierpnia o godz. 21:54
    „Niestety, za urazy czaski placa WSZYSCY OBYWATELE. Ze swoich podatkow.”
    Proszę sobie policzyć liczbę urazów czaszki, jakie spotykają rowerzystów i liczbę postrzelonych z broniu palnej. Dlaczego w USA nie obowiązuje nakaz noszenia kamizelek kuloodpornych? Przynajmniej w określonych dzielnicach miast przez czarnych, młodych mężczyzn? Oni z pewnością nie płacą za ratowanie ich na stole operacyjnym a śmiem twierdzić, że kosztują społeczeństwo dużo więcej niż rozcięta głowa czy wybite trzy zęby.

  112. Pijani nastawniczy doprowadzili do wykolejenia wagonów
    kt, PAP
    02.08.2007 , aktualizacja: 02.08.2007 20:11

    Cztery wykolejone wagony i 29 uszkodzonych samochodów, które nimi przewożono to efekt działania nietrzeźwej załogi przetaczającej wagony w Swarzędzu koło Poznania.
    – Policjanci, którzy przybyli w czwartek na miejsce zdarzenia, nie zastali maszynisty przetaczanego pociągu – powiedział rzecznik poznańskiej policji Zbigniew Paszkiewicz.

    Do wypadku doszło na bocznicy kolejowej w okolicach centrum logistycznego fabryki samochodów. Pociąg przygotowujący skład z transportem nowych samochodów osobowych i dostawczych najechał na stojące na torach inne wagony. Wykoleiły się cztery wagony, uszkodzonych zostało 29 przewożonych tymi wagonami samochodów.

    Policja zatrzymała trzech mężczyzn – dwóch nastawniczych i ich pomocnika. Wszyscy byli pod wpływem alkoholu. Na miejscu policjanci nie zastali maszynisty pociągu manewrowego.

    Nie są jeszcze znane dokładne przyczyny wypadku, ani straty.

  113. Wykoleiły się wagony – nastawniczy był pijany
    aga
    14.08.2013 , aktualizacja: 14.08.2013 13:16

    Z ciągniętego przez lokomotywę składu wykoleiły się trzy wagony. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Po sprawdzeniu stanu trzeźwości obsługi okazało się, że nastawniczy był pijany.
    Wczoraj po godzinie 18 dyspozytor ruchu kolejowego zawiadomił policjantów o trzech wykolejonych pustych wagonach. Do zdarzenia doszło w Sokółce około 100 metrów za przejazdem kolejowym na ulicy Kryńskiej, na torach prowadzących w kierunku Kuźnicy. Wywróciły się ciągnięte przez lokomotywę trzy ostatnie tzw. węglarki. Na szczęście w wyniku zdarzenia nikt nie został ranny.

    Gdy mundurowi sprawdzili stan trzeźwości osób z obsługi ruchu kolejowego, okazało się, że nastawniczy – odpowiedzialny za drogę przejazdu pociągu – jest pijany. Badanie alkomatem wykazało u 43-latka ponad 2,3 promila alkoholu w organizmie.

    Grozi mu za to od 3 miesięcy do lat 5.

  114. Cudem uniknięto KATASTROFY KOLEJOWEJ. Pijany NASTAWNICZY został zatrzymany na 2 miesiące
    Publikacja: 13.01.2013 14:22 | Aktualizacja: 14.02.2013 05:03
    Omal nie doszło do katastrofy kolejowej! Do wypadku mogło dojść w powiecie świdnickim (woj. dolnośląskie). Jak udało się uniknąć tragedii? Maszynista zawiadomił policję o nietrzeźwym nastawniczym. Pijany mężczyzna nieodpowiednio przestawił tory. 30-latek jest podejrzany m.in. o sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym – poinformował PAP rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu Paweł Petrykowski. Nastawniczy miał przy sobie również marihuanę.
    Mężczyzna był pod wpływem alkoholu. Miał 3 promile alkoholu w organizmie. Został zatrzymany na dwa miesiące. Grozi mu do 8 lat więzienia. Nietrzeźwy nastawniczy wpadł przez maszynistę, który przy wyjeżdżaniu z bocznicy zauważył, że tory nie są odpowiednio przestawione.
    ***************************
    Pijany nastawniczy
    Opublikowano: sobota, 03, August 2013 07:01
    Miał prawie 2 i pół promila i pracował jako nastawniczy na stacji kolejowej w Rogoźnicy. Były pracownik PKP, oskarżony jest o sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy kolejowej.
    Mężczyzna przyszedł do pracy pijany, miał wykonywać czynności związane bezpośrednio z zapewnieniem bezpieczeństwa ruchu pociągów towarowych i osobowych na trasie Rogoźnica – Strzegom, jego praca miała polegać na kierowaniem ruchem na stacji w Rogoźnicy. Mężczyzna po przyjściu do pracy zasnął i przez ponad dwie godziny nie odbierał telefonów między innymi od dyżurnego ruchu. W końcu na stację Rogoźnica, gdzie pełnił służbę oskarżony, przyjechał zaalarmowany przez dyżurnego ruchu zawiadowca stacji z Jaworzyny Śląskiej. Widząc pijanego mężczyznę wezwał policję. Alkomat pokazał 2,4 promila alkoholu, policjanci znaleźli też przy zatrzymanym prawie 4 i pół grama marihuany. Mężczyzna stworzył zagrożenie dla bezpieczeństwa sterowania ruchem kolei na stacji w Rogoźnicy, a tym samym sprowadził bezpośrednie niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu kolejowym, grozi mu do 8 lat wiezienia. Mieszkańca Strzegomia oskarżono również o posiadanie narkotyków i znieważenie ratownika medycznego gdy ten udzielał mu pomocy medycznej na terenie Pogotowia Ratunkowego w Świdnicy.

    itd., itp

  115. @A.L.
    Gorki rozrządowe nie działaja dziś tak samo jak dawniej – nie tylko dla tego, że zwrotnice przestawia dziś komputer, ale też dlatego, że wagony są spowalniane są po zjechaniu z tej górki przez tzw. retardery – po polsku hamulce torowe albo spowalniacze.
    @zza kałuży
    1)Katastrofa kolejowa w Kanadzie. Do 24 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych
    Władze przyznały, że w sumie w katastrofie mogło zginąć 50 osób. Do tej pory odnaleziono 24 ciała. Trwają poszukiwania kolejnych. Do katastrofy doszło w sobotę, w miejscowości Lac-Megantic w kanadyjskiej prowincji Quebec. Złożony z pięciu lokomotyw i 72 wagonów-cystern pociąg, który przewoził ropę z amerykańskiego stanu Północna Dakota do wschodniej Kanady, został odstawiony na noc na bocznicę w odległości 13 km od Lac-Megantic. Przed godz. 1 w nocy skład zaczął się staczać po pochyłości i wykoleił się w centrum miasta. Cztery zawierające po ponad 100 tys. litrów ropy cysterny zapaliły się i wybuchły. Eksplozje i wywołany nimi pożar spowodowały znaczne zniszczenia w liczącym 6 tys. mieszkańców miasteczku, położonym ok. 250 km na wschód od Montrealu.
    (Polsklie radio, PAP, kk)
    2) Katastrofa kolejowa w USA. Pociąg wybuchł „mocniej niż bomba”
    Na przedmieściach Baltimore wykoleił się pociąg towarowy wiozący chemikalia. Przewrócone wagony stanęły w płomieniach i doszło do silnej eksplozji. Według świadków wybuch był porównywalny z detonacją bomby. Nie ma informacji o poszkodowanych. Do wypadku doszło około południa czasu miejscowego. Pociąg staranował na małym przejeździe TIR-a i wykoleił się. Część wagonów, w tym cystern, poprzewracała się spadając z nasypu i zapaliła się. Po chwili doszło do silnej eksplozji, która wstrząsnęła okolicą. Kilka pobliskich budynków przemysłowych zostało uszkodzonych. Wstrząs miał być według świadków odczuwalny kilka kilometrów dalej i był porównywalny do eksplozji bomby, a nawet silniejszy od trzęsienia ziemi, które nawiedziło okolicę dwa lata temu. Budynki w promieniu dwóch kilometrów miały stracić szyby. Na miejsce wezwano między innymi oddziały strażaków wyspecjalizowane w zwalczaniu skażeń. Nie ma jednak ostrzeżeń przed skażeniem i masowej ewakuacji. Wyprowadzono jedynie kilkuset pracowników z okolicznych budynków. Władze miasta proszą mieszkańców o unikanie okolicy.
    (Baltimore Sun)
    OGÓLNIE
    Nowy, chiński król. Lenovo największym producentem komputerów PC.
    Właściciele firmy Lenovo mogą być zadowoleni po pierwszym kwartale 2013 roku. Z opublikowanego na początku tygodnia sprawozdania finansowego wynika, że przychody wzrosły o 10%. Pierwszy raz w historii firma została okrzyknięta największym producentem komputerów PC na świecie.
    Mija ósmy rok, odkąd w 2005 roku chińska firma kupiła od IBM ich dział komputerów osobistych. Lenovo coraz bardziej się rozpędza i chwali się dobrymi wynikami finansowymi za pierwszy kwartał 2013 roku zakończony 30 czerwca. Przychody Lenovo wzrosły rok do roku o 10 proc., do 8,8 mld dolarów. Zysk brutto za pierwszy kwartał wyniósł 215 mln dolarów, co daje 16-proc. wzrost. Zysk netto z kolei to 174 mln dolarów (23-proc. wzrost). Podstawowy zysk na akcję wyniósł 1,67 dolara. Firma poinformowała, że ma 3,1 mld dolarów wolnej gotówki.
    Zmiana na podium: te wyniki mają przełożenie na rankingi. Z szacunków firmy Badawczej IDC wynika, że pierwszy raz w swojej dość krótkiej historii (Lenovo istnieje od 2004 roku jako spadkobierca firmy Legend założonej w 1984 roku) został największym na świecie producentem komputerów PC. Zdetronizował tym samym amerykańskiego potentata Hewlett-Packard, a również amerykański koncern Dell zepchnął na trzecie miejsce. (Gazeta Wyborcza)

    Ten komentarz niestety czekał na moją akceptację – tak jak chwilę późniejszy, który skasowałem, jako skróconą wersję niniejszego – bo wpisał Pan błędnie swój adres email („o” zamiast „0” przed jedynką). System potraktował Pana zatem jako debiutanta, a pierwszy komentarz zawsze wymaga potwierdzenia.

    Olaf Szewczyk

  116. @Pan Olaf Szewczyk
    Uprzejmie proszę sprawdzić, kto zaczął tu atakować mnie ad personam oraz wypisywać oszczerstwa na mój temat.

  117. @A.L.
    Gorki rozrządowe nie działaja dziś tak samo jak dawniej – nie tylko dla tego, że zwrotnice przestawia dziś komputer, ale też dlatego, że wagony są spowalniane są po zjechaniu z tej górki przez tzw. retardery – po polsku hamulce torowe albo spowalniacze. Polecam na początek zabawę w operowanie taką nowczesną górką rorządową: trainz.org/ptt/_faq/faq_gorka_rozrzadowa.pdf.
    @zza kałuży
    1)Katastrofa kolejowa w Kanadzie. Do 24 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych
    Władze przyznały, że w sumie w katastrofie mogło zginąć 50 osób. Do tej pory odnaleziono 24 ciała. Trwają poszukiwania kolejnych. Do katastrofy doszło w sobotę, w miejscowości Lac-Megantic w kanadyjskiej prowincji Quebec. Złożony z pięciu lokomotyw i 72 wagonów-cystern pociąg, który przewoził ropę z amerykańskiego stanu Północna Dakota do wschodniej Kanady, został odstawiony na noc na bocznicę w odległości 13 km od Lac-Megantic. Przed godz. 1 w nocy skład zaczął się staczać po pochyłości i wykoleił się w centrum miasta. Cztery zawierające po ponad 100 tys. litrów ropy cysterny zapaliły się i wybuchły. Eksplozje i wywołany nimi pożar spowodowały znaczne zniszczenia w liczącym 6 tys. mieszkańców miasteczku, położonym ok. 250 km na wschód od Montrealu.
    (Polskie Radio, PAP, kk)
    2) Katastrofa kolejowa w USA. Pociąg wybuchł „mocniej niż bomba”
    Na przedmieściach Baltimore wykoleił się pociąg towarowy wiozący chemikalia. Przewrócone wagony stanęły w płomieniach i doszło do silnej eksplozji. Według świadków wybuch był porównywalny z detonacją bomby. Nie ma informacji o poszkodowanych. Do wypadku doszło około południa czasu miejscowego. Pociąg staranował na małym przejeździe TIR-a i wykoleił się. Część wagonów, w tym cystern, poprzewracała się spadając z nasypu i zapaliła się. Po chwili doszło do silnej eksplozji, która wstrząsnęła okolicą. Kilka pobliskich budynków przemysłowych zostało uszkodzonych. Wstrząs miał być według świadków odczuwalny kilka kilometrów dalej i był porównywalny do eksplozji bomby, a nawet silniejszy od trzęsienia ziemi, które nawiedziło okolicę dwa lata temu. Budynki w promieniu dwóch kilometrów miały stracić szyby. Na miejsce wezwano między innymi oddziały strażaków wyspecjalizowane w zwalczaniu skażeń. Nie ma jednak ostrzeżeń przed skażeniem i masowej ewakuacji. Wyprowadzono jedynie kilkuset pracowników z okolicznych budynków. Władze miasta proszą mieszkańców o unikanie okolicy. (mk//gak/k/, baltimoresun.com)

  118. @A.L.
    Nowy, chiński król. Lenovo największym producentem komputerów PC.
    Właściciele firmy Lenovo mogą być zadowoleni po pierwszym kwartale 2013 roku. Z opublikowanego na początku tygodnia sprawozdania finansowego wynika, że przychody wzrosły o 10%. Pierwszy raz w historii firma została okrzyknięta największym producentem komputerów PC na świecie.
    Mija ósmy rok, odkąd w 2005 roku chińska firma kupiła od IBM ich dział komputerów osobistych. Lenovo coraz bardziej się rozpędza i chwali się dobrymi wynikami finansowymi za pierwszy kwartał 2013 roku zakończony 30 czerwca. Przychody Lenovo wzrosły rok do roku o 10 proc., do 8,8 mld dolarów. Zysk brutto za pierwszy kwartał wyniósł 215 mln dolarów, co daje 16-proc. wzrost. Zysk netto z kolei to 174 mln dolarów (23-proc. wzrost). Podstawowy zysk na akcję wyniósł 1,67 dolara. Firma poinformowała, że ma 3,1 mld dolarów wolnej gotówki.
    Zmiana na podium: te wyniki mają przełożenie na rankingi. Z szacunków firmy Badawczej IDC wynika, że pierwszy raz w swojej dość krótkiej historii (Lenovo istnieje od 2004 roku jako spadkobierca firmy Legend założonej w 1984 roku) został największym na świecie producentem komputerów PC. Zdetronizował tym samym amerykańskiego potentata Hewlett-Packard, a również amerykański koncern Dell zepchnął na trzecie miejsce. (Gazeta Wyborcza)

  119. Na gorkach rozrzadowych od zawsze byly hamulce. Inaczej wagony by sie rozbily. Tyle tylko ze kiedys uruchamial te hamulce personel przy pomocy wajchy. Od co najmniej 50 lat, rowniez w Polsce, uruchamiane sa elektrycznie. Dzieki temu szybkosc wagonu w momencie zderzenia jest tylko kilkanascie kilometrow na godzine. Wsio taki, za duza dla delikatnych towarow.

    Jak juz pisalem (a zza kaluzy dawal przyklady) istniej mozliwosc, w uzasadnionych przypadkach, nie-grawitacyjnego montowania skladu. Tyle tylko ze to specjalna usluga, ekstra platna I zajmujaca czas, rzutujaca na ekonomike operacji transportowej. W USA kosztuje znacznie wiecej niz pol litra wodki

    Bardzo sie cieszymy z sukcesu Lenovo.

    Cieszymy sie rozneiz z tego powodu ze ilosc samobojstw pracownikow firmy Foxconn produkujacej w Chinach dla amerykanskiej firmy Appple znacznie ostatnio spadla.

    Tylko… Co to ma wspolnego z tematem bloga? Znaczy, Lenovo I jego sukcesy w przetwarzaniu mysli amerykanskiej w metal?… I co w ogole wspolnego z tematem bloga maja jojczenia na temar rzekomego rychlego upadku Ameryki?…

  120. @Pan Olaf Szewczyk
    To jest wpis tylko dla Pana, aby wiedział Pan, kto zaczął tutaj wypisywać wulgaryzmy oraz oszczerstwa na mój (i nie tylko mój) temat oraz kto zaczął tu używać “argumenty” ad personam z braku argumentów ad rem:
    1) zza kałuży 12 sierpnia o godz. 16:25 @Gospodarz
    „trasat” to jeden z wielu nicków internetowego trolla. Proszę sobie wygóglować „lech keller”, „kagan”, „kaganowicz”. Parę lat temu karierę rozpoczął od zaśmiecania przeróżnych forów, głównie „Gazety Wyborczej”, swoimi donosami na polskie uczelnie, które nie chciały go zatrudnić i uznać rzekomo posiadanego przez niego doktoratu z lemologii (Keller podaje, że doktoryzował się na australiskim Monash z Lema). Teraz wyrabia stachanowską normę setkami wpisów na blogu Tomasza Kasprowicza. Jak pan chce mieć wysoką frekwencję tutaj – proszę tylko się do niego odezwać i ma pan to jak w banku!
    Troll ten wygłasza poglądy upartego komunisty oraz namiętnie przepisuje Wikipedię, a więc zabawa będzie przednia!
    2) zza kałuży 18 sierpnia o godz. 16:14
    Długi „absolwentów” niech sobie płacą „absolwenci”. Ja wiem, że komuchy zawsze chcą żyć okradając innych z tego, co ci inni wypracowali. Na całe szczęście nie wszędzie na świecie takie komunistyczne złodziejstwo jest możliwe.
    Zresztą co się dziwić, że nie jest w stanie zarobic nawet na siebie, skoro czytać ze zrozumieniem nie umie. Formalne studia zostały ukończone doktoratem. Ale skąd przepisujący wikipedię kagan ma wiedzieć, co to znaczy postdoc? On się „obawia” o moją latorośl, bo sam nie ma swojej. Tak charytatywnie się obawia. Moje dziecko za doktorat w USA nie tylko nie zapłaciło ani grosza, ale jakby podliczyć, to jeszcze na tym zarobiło. Całe studia dostawało wysokie stypendium naukowe a nie nauczycielskie, czyli nie miało na głowie dydaktyki PLUS wtykana mu była cała masa dodatkowych pieniędzy, byle tylko pracowało tak wydajnie dla swojego promotora, jak to robiło. Świat i Stany zwiedziło jeżdżąc na konferencje a teraz walczy o stałą posadę w jednej z najlepszych uczelni świata. Jak za parę lat nie dostanie wymarzonego tenure, co jest oczywiście możliwe, to zawsze może „z rezygnacją” podnieść ze stołu „nagrodę pocieszenia” w postaci pracy w przemyśle. Skąd – żeby było zabawniej – ciągle nadchodzą oferty, kuszące wysokimi zarobkami aby tylko porzucić uniwerek dla nich. Na czym kagany mogą tylko skorzystać, gdyż kuszą firmy medyczne.
    Straszyć może sobie kagan emerytów z kolejki w bibliotece do darmowego kompa albo u lekarza z objazdowego autobusu.
    3) zza kałuży 18 sierpnia o godz. 16:23 @trasat
    18 sierpnia o godz. 9:53
    „Pomylily sie mi te miliony osob bez pracy, albo tylko pozorujacych prace…”
    Nie „pomyliły” ci się. Pisałes po prostu autobiografię.
    4) zza kałuży 19 sierpnia o godz. 18:11 @trasat 19 sierpnia o godz. 4:14
    „4.Akurat ja pracowalem dobre kilka lat jako tzw. postdoc na panstwowym uniwerytecie na zachodzie Europy, a wiec wiem doskonale, co to jest postdoc.”
    Im więcej piszesz, tym częściej wymyka ci się prawda o sobie.
    5) A.L. (do trasata) 20 sierpnia o godz. 2:26
    No comments. Jest pewien poziom absurdu ponizej ktorego nei ma co dyskutowac. Wiec nie będę.
    6) A.L. 20 sierpnia o godz. 14:43
    Tak, mam w dupie inne kraje
    Tak, mam w dupie szczescie ludzkosci.
    Panowie, chwalcie sie swa „wiedza: na imieninach u Cioci Kloci
    ITP. ITD. 🙁

  121. @A.L.: to powinno być w 100% ad rem a więc w 0% ad personam:
    1. Jaki ma sens ta jednobiegowa skrzynia biegów? Rozumiem, że to jest o prostu wałek albo też łańcuch przekazujący napęd z jednego miejsca pojazdu na drugie, czyli tzw. stałe przełożenie (jak np. w rowerze bez przerzutki).
    2. Producenci podają też, że produkują samochody z jednobiegową skrzynią biegów, a wiec nie polegałbym zbytnio na ich doniesieniach.
    3. 100 mil to może być też około 180 km – zależy jakich mil.
    4. Jeżeli fabryki samochodowe w Detroit po kryzysie rozwijają się tak doskonale, to dlaczego jest tam aż tak źle, skoro w teorii powinno być tam bardzo dobrze a nawet i lepiej?
    5. Niedawno temu oglądałem na kanale National Geographic program o szybkich pociągach towarowych przewożących warzywa i owoce z Kaliforni na wschód USA. Tutaj pociąg powinien być przecież szybszy niż samochód, a jeśli nie jest, to tylko dla tego, że w USA (i w Kanadzie) budowano linie kolejowe (na ogół) bardzo tanio, a więc tandetnie, a także mocno zaniedbano tam, szczególnie ostatnio, ich utrzymanie.
    Poza tym prosta kalkulacja: pociąg to jeden maszynista a ma taki pociąg (szczególnie w USA) ponad 50 wagonów, każdy przewożący w przybliżeniu tyle, co jedna duża ciężarówka (tzw. semitrailer, w Polsce popularnie, choć formalnie niepoprawnie zwany TIRem), a więc pociąg to olbrzymia oszczędność na kosztach zatrudnienia, nawet jeśli wliczyć obsługę linii kolejowej (drogi też trzeba utrzymywać, a koszta utrzymania np. policji drogowej powinny być tez wliczone do kosztów transportu drogowego). Poza tym, to taki pociąg z 50 wagonami zużywa znacznie mniej paliwa niż 50 ciężarówek, a zużywał by on jej jeszcze mniej, gdyby w USA zelektryfikowano główne magistrale kolejowe (dziś taki pociąg ciągnie tam z reguły kilka ciężkich lokomotyw spalinowych, z których każda jest de facto mała elektrownią zasilaną olejem napędowym).

  122. @A.L.
    1. Nie zawsze one były te spowalniacze, a poza tym, jak to sam zauważyłeś, na początku były one bardzo prymitywne oraz trudne w obsłudze. Poza tym, to dziś stosuje się na kolei z reguły tzw. pociągi zblokowane (ang. unit train, also called block train, niem. Blockzug), a więc nie korzystają one z tych górek rozrządowych.
    2. Problemy z tzw. human relations w pracy są w kapitalizmie praktycznie wszędzie, także np. we France Télécom (przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/samobojstwa-we-france-telecom).
    3. Po prostu zmienia się układ sił na świecie, wracając niejako do tego z końca XVIII wieku, czyli kiedy to największymi gospodarkami na świecie były Chiny, a za nimi India. Zresztą gdyby wziąć pod uwagę realny sektor gospodarki, to tak już jest dziś. A za wielkością gospodarki idzie także moc militarna, a więc też i siła przebicia w polityce zagranicznej. Nie moja to zaś wina, że USA przestają być dominującym mocarstwem. Poza tym, to Ameryka będzie upadać długo – Rzym upadał kilkaset lat, schyłek Imperium Brytyjskiego też nie przyszedł nagle, a więc USA, przynajmniej moim zdaniem, będzie upadać conajmniej jeszcze jakieś 50 do 100 lat. W Kaliforni i w Nowej Anglii utrzyma się najprawdopodobniej cywilizacja, ale reszta USA czeka raczej stopniowa degradacja do poziomu III świata.

  123. @ trasat
    Transport kolejowy versus drogowy: nieporownywalna statystyka wypadkowosci. Jezeli natomiast chodzi o Stany Zjednoczone jako panstwo duzym prawdopodobienstwem jest ze zachodnie stany czyli tzw Pacific Rim wykupia Chiny za dlugi. Kalifirnia przoduje w dlugach stanowych.

  124. Jednobiegowa skrzynia biegow w samochodzie Tesla jest zabiegiem marketingowym. We wczesnych modelach, Tesla mial 2 biegi do przodu – „2 gear gearbox”. Potem skrzynia biegow byla tylko przekaldnia o stalym pzrelozeniu, to znaczy jednym biegiem do przodu. Zeby nawiazac do poprzednich modeli, pisali ze nowy model ma „1 gear gearbox”. Teraz pisza ze nastepny model bedzie mial 3 biegi do przodu.

    W Detroit jest zle, bo Detroit nie ma nic wspolnego z pzremyslem samochodowym, I to od lat. Fabryki samochodowe byly lokowane poza Detroit (Dearborn, Flint) a teraz lokowane sa wszedzie, glownei w stanach innych niz Michigan. Drobny biznes wyniosl sie do miast satelitarnych. Za moich czasow glownym centrum biznesowym bylo Southfield. Luksusowe dzielnice to Bloomfield, Farmington Hills, Novi. W Detroit wlasciwym nie pozostalo nic. Sa cale dzielnice wypalonych domow, w centrum mozna zobaczyc 30 pietrowe hotele bez ani jednej szyby.

    Propozycje do wladz miasta aby zachecila biznes do powrotu pzrez obnizenie podatkow, poskotkowalo odpowiedzia „nie bedziemy lizac ich d…” I podwyzszeniem podatkow. Spowodowalo to dalszy odplyw biznesu, jeseli cos jeszcze pozostalo.

    Do tego dolaczaaje sie meiszkancy niszczacy swoje wlasne miasto. Popularna rozrywka jest Devil’s Night – noc przed Haloween. Tej nocy pali sie domy. Opuszczone, ale od opuszczonych zawsze zajmie sie troche zamieszkaluch. pali sie tej nocy kilkaset domow. Oczywiscie, straz nie ma szans zeby cokolwiek ratowac. Prosze pojsc na wikipedie I poszykac „devil’s night Detroit”.

    No I na czubku wszystkiego, porazajaca korupcja wladz miasta.

    I tak dalej, I tak dalej. Nei wydaje sie aby Detroit bylo do uratowania.

    Infrastruktura kolejowa w USA jest taka sobie. Wiekszosc linii kolejowych jest jednotorowa I stara. Owszem, jest program odbudowy linii kolejowych dla transport towarow, ale to potrwa wiele lat. Na dodatek, tory sa wlasnoscia roznych firm kolejowych, I one decyduja o rozwoju lub niedorozwoju.

    Pociagi pasazerskie sa sladowe, I proby ich rewitalizacji sa takie sobie. Dobrze dzialaja linie na East Coast – linia Boston-Washington z szybkim pociagiem Acela, czy podmiejskie w rodzaju New Haven-New York, PATH, LIRR, podobnie linei w Chicago. Koleje szybkie sa ciagle w stanie koncepcji, glownei dlatego ze bylyby bardzo kosztowne, I nie rozwiazuja w zasadzie zadnego problem. Badania pokazuja ze nei bardzo wiadomo kto by nimi jezdzil. Obama mial ambitny plan szybkich linii kolejowych. Jedna z takich linki, porazajaco kosztowna, to linia Milwaukee – Madison w stanie Wisconsin. Laczaca najwieksze aglomeracje ze stolica stanu. Pzrewidywany koszt biletu w jedna strone – 70 dolarow. Odleglosc – 60 mil. Pzrewidywana liczba pasazerow dziennie – 200. Pomysl zlikwidowano zanim sie urodzil.

    Samolotem ciagle szybciej I latwiej.

    Jezeli idzie o pzrewoz towarow, to juz pisalem. Warzyw sie nei da. Warzywa zbiera sie na polach, I w ciagu 2 dni, umyte, posortowane I popaczkowane musza byc na polkach sklepowych. Jeden z klientow dla ktorego parcowalem ma kilkadziesiat centrow przetworzych, planowanie dostaw do tych centrow odbywalo sie z tolerancja poltorej godziny. Wiekszosc wyslanych zamowien byla korygowana a trakcie transportu bo ktores z centrow mialo opoznienia. Za pozno do centrum, I ciezarowke salaty mamy na komposcie. Takich rzeczy nei da sie zrobic koleja gdy tolerancja dostawy jest plus minus 2 dni, a centra pzretworcze sa zlokalizowane z dala od terminali kolejowych.

    Oczywiscie, prawdopodobnie buraki czy kartofle potencjalnie da sie transportowac koleja, ale nawet w tym przypadku transport drogowy jest dominujacy.

    Chcialem zauwazyc, ze wsztkei „partie” zaangazowane s transpot – producenci, planisci, pzrewoznicy maja zywotny interes aby koszty transport obnizyc. Wiec robia co moga zeby bylo taniej I oszczedniej, rozniez pod katem paliwa.

    Sytuacja wyglada tak, ze kosztow wytwarzania dalej nie da sie obnizyc. Marze producentow sa bardzo male. Jedyne co sie da obnizyc to koszty logistyki – transportu I magazynowania. Jak sie kupuje towar w sklepie, to mniej wiecej 60% ceny towaru to wlasnie logistyka.

    Amerykanie to nei idioci, a osobnicy bardzo pargmatyczni. Jezeli transport wyglada tak jak wyglada, to nei dlatego ze im sie tak wydaje. Wyglada tak dlatego ze to jest najlepiej jak sie da

  125. @Matrcin: ” Jezeli natomiast chodzi o Stany Zjednoczone jako panstwo duzym prawdopodobienstwem jest ze zachodnie stany czyli tzw Pacific Rim wykupia Chiny za dlugi. Kalifirnia przoduje w dlugach stanowych”

    O mnie się nie martw, o mnie się nie martw
    Ja sobie radę dam
    Jesteś to jesteś, a jak cię nie ma
    To też niewielki kram
    Jeśli chcesz wiedzieć same zmartwienia
    Tylko przez ciebie mam
    O mnie zapomnij, o mnie się nie martw
    Ja sobie radę dam

  126. @Marcin: ” ze zachodnie stany czyli tzw Pacific Rim..”

    Polecam Wikipedie. na temat tego co to jest Pacific Rim

  127. trasat 21 sierpnia o godz. 3:12
    No, to jak już się pobawiłeś w kolejarza to teraz zmień rodzaj zabawy i dla odmiany pobaw się w kierowcę stojącego na przejeździe kolejowym przed zamkniętym szlabanem i czekającego na przejazd tych pociągów, które puściłeś sobie lekką ręką podczas zabawy w maszynistę. Pociagu z 50-ma wagonami to ja w Ameryce jak tam żyję jeszcze nie widziałem. Takie po 150 to już kilka razy. I wleką się przez miasto, i wleką.

    A jak chcesz genialnie puścić „autka dołem a ciuchcię górą albo na odwrót” to zapraszam w okolice samego centrum Chicago. Beton, beton, wszędzie beton. Rozumiesz, te wiadukty i tunele z piasku i z mchów nie wyjdą. A więc jak ty jeszcze chcesz WIĘCEJ betonowych budowli to mieszkaj sobie w tej betoniarni sam.

    Zwiększenie udziału kolei czy barek oczywiście ma sens. Tylko w skali wielkich gospodarek jest OGROMNYM PRZEDSIĘWZIĘCIEM. W skali małych krajów i niewielkich ilości towarów można sobie gdybać. A jak jeszcze infrastruktura jest z XiX wieku to jest i miejsce na budowanie.

    Jak na pięknych przedmieściach Chicago walnąłbyś jeszcze jedną linię kolejową z jeszcze większą ilością szlabanów albo porobił przekopy i wiadukty i zabetonował parki i zieleń to miejscowi by cię oblali smołą i wytaczali w pierzu.

  128. @A.L.
    1. Dziwi mnie więc, że Pan, jak by nie było inżynier, przepisuje bezkrytycznie bezsensowne informacje z broszurek reklamowych, tylko dla tego, że są one amerykańskie. Jak ktoś w USA ‘rzuci’ na rynek „ekologiczny” pojazd i będzie go reklamować jako „samochód jednobiegowy z napędem konnym”, to Pan też to bezkrytycznie powtórzy, bo to jest amerykańskie? 😉
    2. W Detroit jest źle, gdyż tamtejsze fabryki, otrzymując pomoc od rządu federalnego oraz stanowego, stanęły w rozwoju, podczas gdy Japonia i Europa poszły do przodu. Nic więc dziwnego, że te fabryki traciły zbyt, a więc musiały one zwalniać pracowników, a doszedł do tego jeszcze, pracooszczędny ze swej natury, postęp techniczny oraz generalna tendencja w USA, a mianowicie szybszy wzrost ludności pochodzenia nieeuropejskiego, czyli mówiąc prościej, z III świata (Murzyni, Latynosi etc.). Obniżka podatków nie ściągnęła by zaś nikogo, poza podejrzanymi typami handlującymi „trefnym” towarem do tak zrujnowanego miasta, a jeszcze bardziej by zwiększyła deficyt budżetu. Korupcja w Ratuszu, to zaś jest dziś i od dawna zjawisko ogólnoświatowe – mamy je dziś nie tylko w Detroit, ale także np. w NYC, w Chicago, w LA, a także w Warszawie, Berlinie czy też np. Sydney.
    3. Zgoda, infrastruktura kolejowa w USA jest dziś taka sobie, jak cała Ameryka. Jeszcze funkcjonuje, gdzieniegdzie nawet się nieźle prezentuje, np. połączenie Waszyngtonu (DC) z NYC (przez Baltimore i Filadelfię) i dalej z Bostonem, ale reszta jest jak w Indiach, jak nie gorzej. I zgoda, iż problemem jest też to, że tory są własnością różnych, często stojących na krawędzi bankructwa, firm kolejowych, co uniemożliwia jakąkolwiek racjonalną gospodarkę w tym sektorze. Koleje szybkie są w USA, jak w Polsce czy Australii, wciąż tylko w fazie koncepcji, głównie dla tego, że prywatny sektor jest w depresji, a więc nie ma on pieniędzy na większe inwestycje, a nawet gdyby miał, to wolał by nimi spekulować na giełdzie niż ‘zamrażać’ je w inwestycjach w infrastrukturę, które z definicji nie dają szybkich, spekulacyjnych zysków, zaś panująca w USA ideologia (neo)liberalna nie pozwala państwu zbudować tych linii, na wzór Japonii, Chin czy też Europy. Stąd też w USA lata się samolotami (bogatsi) albo, jak w III świecie, jeździ autobusami międzymiastowymi a nawet międzystanowymi (reszta).
    4. Nie widzę problemu z przewozem warzyw w chłodzonych kontenerach za pomocą kolei. Jak to już pisałem – powinno to być szybciej, a na pewno taniej niż ciężarówką.
    5. Tylko w teorii, to te wszystkie strony” zaangażowane w transport (producenci, przewoźnicy etc.) mają żywotny interes w tym, aby obniżyć koszty transportu. Ale w praktyce jest inaczej, gdyż dominuje w niej najbardziej energochłonny i pracochłonny (poza oczywiście lotniczym), transport drogowy.
    6, Koszta da się zawsze obniżyć, tyle, że to kosztuje (trzeba dziś zainwestować w obniżkę kosztów w przyszłości). Ale Amerykanie nie myślą przecież o przyszłości – oni widzą tylko bieżące zyski, a nie widzą, albo też nie chcą widzieć, ile te pozorne obecne zyski będą ich kosztować w przyszłości. Ale w przyszłości, to już przecież nie będzie to ich problem – In the long run we are all dead (Keynes).

  129. @zza kałuży
    1. W cywilizowanych krajach, to przejazdy kolejowe są z reguły dwupoziomowe, przynajmniej zaś te, gdzie jest większy ruch niż kilka pociągów na dobę. Nie ma też w tych krajach jednopoziomowych skrzyżowań głównych dróg z liniami kolejowymi. Np. na trasie Warszawa-Poznań, to je wyeliminowano już w czasach PRLu.
    2. Pisałem przecież, ze conajmniej 50 wagonów. Takie, a nawet i krótsze pociągi towarowe to się w USA zdarzają, może nie na głównych liniach, ale nie wszystkie linie są przecież główne. Na bocznych liniach widziałem (okolice Minneapolis) nawet pociągi z jednym wagonem I nie moja to wina, że stan torowisk jest w USA (na ogół) tak zły, że pociągi się tam wleką, szczególnie, że linie kolejowe nie są tam (z reguły) zelektryfikowane, co oznacza, że pociągi maja tam znacznie gorszy stosunek mocy lokomotywy do masy pociągu niż np. w Europie, Rosji czy w Chinach.
    3. Nigdzie w cywilizowanych krajach pociągi towarowe nie jadą przez centrum większego miasta. W Warszawie, Krakowie czy Berlinie albo Wiedniu nie jeżdżą one przez centrum miasta, tylko korzystają one z towarowych linii obwodowych, podobnie jak duże ciężarówki nie są w cywilizowanych krajach wpuszczane do centrów miast.
    4. O ile wiem (chyba, że to się ostatnio zmieniło), to Chicago ma wciąż coś w rodzaju metra (tyle, że w centrum jest ono puszczone górą, po wiadukcie, a nie w tunelu) oraz system linii podmiejskich (np. do Doliny Skokie). A jeśli chodzi o dzielnice mieszkaniowe, to tam pociągi puszcza się w cywilizowanych krajach w tunelu albo też po obrzeżach zabudowanego obszaru. Tyle, że rozumiem, iż Ameryki, a szczególnie Chicago, nie jest dziś już stać na takie fanaberie, a więc skazani jesteście tam, “za kałużą”, na smrodliwe ciężarówki jeżdżące betonową pustynią. Przypominam tylko, że dwutorowa linia kolejowa ma tą samą przepustowość (ludzi oraz towarów) co wielopasmowa autostrada. 😉 Poza tym, to w Chicago ubywa raczej linii kolejowych, np. tzw. inter-urbans zamknięto tam w latach 1950tych, najpóźniej 1960tych. Największą z tych linii, zelektryfikowaną North Shore Line (z Chicago do Milwaukee w stanie Wisconsin), zamknięto tam przecież dopiero w roku 1963. Jeśli teren pozostały po tych liniach nie został zabudowany, to można go więc znów wykorzystać dla transportu szynowego.

  130. @ trasat
    Generalnie jest problem z coraz bardziej rozpowszechnionym wozeniem wszystkiego z jednego kranca swiata w drugi. To wynika z globalizacji ktora rozwinela sie w niewlasciwym kierunku. Kraje rozwiniete zamiast dzielic sie swoja technologia z krajami ktore tej technologii nie znaja traktuja je jako rezerwuar taniej sily roboczej w wyniku czego one staly sie globalna fabryka zlokalizowana glownie obecnie w Azji, chociaz juz sa tendencje tworzenia drugiej w Afryce. To jest oczywiscie coraz wiekszy problem zarowno dla krajow ktore sa pierwszym swiatem, jak tez i dla tych ktore sa trzecim ale coraz mniej trzecim, poniewaz ta definicja sie coraz bardziej staje zdezaktualizowana.
    Wlasciwy harmonijny rozwoj mialby miejsce wtedy gdyby na przyklad optymalizacja transportu polegala nie na tym jak ekonomicznie przewozic wszystko na wielkie odleglosci, lecz jak rozplanowywac produkcje aby lokalnie zaspokajac potrzeby bez przewozenia, a jak to lokalnie powiedzmy w Europie w obrebie kraju, a w USA czy Kanadzie w obrebie stanu lub prowincji. Tylko te dziedziny ktore wymagaja lokalnych surowcow, czy lokalnych warunkow klimatycznych dla rolnictwa to powinno dominowac w planowaniu rozwoju urbanistycznego. Niestety poleganie na dzialanu wolnej reki rynku prowadzi do coraz bardziej rozregulowanego swiata w ktorym pieniadz dziala wbrew logice, czesto w wbrew prawom natury. Czasami sie zastanawiam po co jest ten caly ONZ skoro takich spraw jak chociazby ta ze Chiny staly sie fabryka swiata nie dostrzega i nie probuje protestowac przeciwko temu ze swiat sie przyglada jak na oczach jedno panstwo stopniowo przejmuje wszystkie dziedziny produkcji.
    Wydaje sie ze ten temat nie pada ani na uniwersytetach ani na jakichkolwiek dyskusjach o przyszlosci poniewaz sa tematy ktorych sie nie zwyklo dyskutowac bo sa one powiedzmy prowadzace do zarzuceniu generalnie czlowiekowi ze jest idiota.

  131. @Marcin
    1. Zgadzam się, że obecna ‘zglobalizowana’ gospodarka jest strasznie energorozrzutna, gdyż oparta jest ona, przykładowo, na wożeniu surowców z Australii do Chin czy Japonii (a więc przez cały Pacyfik), aby później sprowadzać do Australii gotowe wyroby wykonane z tychże surowców w Chinach czy w Japonii. Doszło więc nawet do tego, że bogata w rudy żelaza oraz węgiel Australia, sprowadza dziś szyny kolejowe z Austrii, czyli z drugiego końca świata, tak, jakby nikt w Australii nie potrafił tych szyn wyprodukować na miejscu, z lokalnych surowców.
    2. Zgadzam się więc, że to marnowanie na wielką skalę (deficytowych przecież) nośników energii wynika głównie z niewłaściwie zrozumianej globalizacji, która rozwinęła się w niewłaściwym kierunku, gdyż kraje lepiej rozwinięte, zamiast dzielić się swoja technologia z krajami słabiej rozwiniętymi, traktują je jako rezerwuar taniej siły roboczej, w wyniku czego globalna fabryka zlokalizowana została dziś głównie w Azji, chociaż już są tendencje tworzenia drugiej w Afryce. I to jest oczywiście coraz większy problem zarówno dla krajów które są pierwszym światem, jak tez i dla tych które są trzecim ale coraz mniej trzecim, ponieważ ta definicja się coraz bardziej staje zdezaktualizowana, jako iż największą fabryką świata są dziś Chiny, wciąż zaliczane do III świata, a tuż za nimi plasują się Indie, typowy wręcz III świat.
    3. Zgadzam się więc, iż właściwy, to jest harmonijny rozwój świata miąłby miejsce tylko wtedy gdyby optymalizacja transportu polegała nie na tym jak najtaniej ale (na ogół) niepotrzebnie przewozić masy towarów na wielkie odległości, ale na tym, jak rozplanować produkcję tak, aby lokalnie zaspokajać potrzeby bez konieczności przewożenia dużej ilości surowców, półfabrykatów oraz gotowych wyrobów na wielkie odległości. W Europie powinna być to więc maksymalnie możliwa samowystarczalność w obrębie regionu, a w większych krajach, np. USA, Australii, Kanadzie, Rosji, Indiach czy tez Brazylii w obrębie większego stanu lub prowincji. Inaczej grozi nam sytuacja, w którym jeden kraj lub mała ich grupa zmonopolizują całą produkcję, uzależniając od siebie w ten sposób resztę świata, a więc dyktując mu warunki.
    4. Reforma mająca na celu zniesienie tej niezdrowej, nadmiernej koncentracji produkcji, która wymaga ogromnych nakładów na transport oraz pochłania nadmierne ilości deficytowych nośników energii, jest niemożliwa w warunkach dyktatu tzw. niewidzialnej ręki rynku, dyktatu nastawionego na szybki, doraźny zysk, często kosztem dewastacji środowiska (wydobycie gazu z łupków w USA, czy też ropy z piasków bitumicznych w Kanadzie) oraz kosztem nadmiernej eksploatacji siły roboczej. Ta dyktatura rynku funkcjonuje przecież wbrew logice oraz często także wbrew prawom natury, stąd musi się ona skończyć katastrofą na skalę globalną.
    5. Zgoda, że (niestety) na ten temat nie wolno dziś nic oficjalnie publikować ani nawet dyskutować na uniwersytetach, gdyż jeśli ktoś podniesie ten temat, to zaraz mu zarzucą niewiedzę, populizm, czy nawet ciągotki “komunistyczne”, oraz wyzwą od głupków, idiotów czy też innych komuchów. 🙁
    Pozdrawiam!

  132. Panu trasatowi i Marcinowi proponuja aby zostali Prezydentami USA i pokazali co potrafia.

    Koncze moj udzial w tej dyskusji, dziekujac Gospodarzowi za goscinne lamy. Jednak troche zaluje ze dalem sie wciagnac. Dyskusja przypomina mi historyjke o facecie ktory teierdzil ze nie ma nic takiego jakm”zyrafa”. Zaprowadzono go do ZOO. Poptrzyll na zyrafe i powiedzial: „nie, takiego zwierzecia nie ma”

    Jestem specjalista w niewielu sprawach, sle na pewno znam sie na transporcie. Nie bede sie znizal do poziomy dyskuski przypominajacej dyskusjevo istnieniu kradnoludkow.

    Podobnie jakmzza kakuzy, zegnam

  133. @A.L.
    Nie każdy chce być szefem państwa, szczególnie zaś takiego, ktory od lat znajduje się w poważnym kryzysie ekonomiczno-społecznym, jak obecne USA. Poza tym, to władza prezydenta USA jest dziś tylko iluzoryczna, gdyż to nie on rządzi Ameryką, a anonimowi na ogół przedstawiciele tzw. kompleksu militarno-przemysłowego (dziś są to na ogół bankierzy z Wall Street oraz tzw. stary kapitał, czyli rodziny, które dawno temu dorobiły się ogromnych majątków, a co za tym idzie, ogromnych wpływów na gospodarkę i politykę USA, ale z różnych powodów nie pchają się na pierwsze strony gazet).
    No cóż, obraziłeś się na nas i zabrałeś swoje klocki z paskownicy. Bóg z Tobą!
    Pozdrawiam! 🙂

  134. @ trasat
    Wlasnie czytalem w GW ze do Gdanska wplynal najwiekszy na swiecie kontenerowiec z towarami z Chin.

    [ciach]

    Pisanie o takich sprawach jak bezsens w transporcie popartym matematycznymi modelami nie miesci sie w glowie osobie ktora powinna w swojej pracy w pierwszej kolejnosci pamietac iz rola inzyniera czy naukowca to nie szkodzic. Szkodnicy natomiast w zaciszu swoich laboratoriow sa gotowi wyprodukowac mutanty ktore zniszcza zycie na tej planecie tylko dlatego ze ktos sfonansuje absurdalne pomysly. Natomiast gdy zaczyna sie dyskusja o tym ze ich dzialanosc dziala na szkode ludzkosci odpowiedz pada: I don’t care. Wracajac do tematu powszechnosci cywilizacji rowerowej wydaje sie ze byloby mozliwe uzytkowanie roweru w klimacie surowym takim jak w Tronthaim gdyby sciezki rowerowe byly zadaszone.
    Szczegolnie tam gdzie jest nieduza ilosc opadow sniegu, albo tam gdzie sa przez sezon zimowy deszcze. To jest bardziej istotny element dla uzytkowania roweru niz jakis wyciag pod gorke. W koncu jak chodzi o podjazd pod gorke coraz powszechniejsze sa rowery z elektrycznym systemem pozwalajace w terenie bardziej stromym uzywac bust elektryczny. To jest tansze i bardziej skuteczne niz wyciag ktory moze byc nawet niebezpieczny.
    Pozdrawiam.

  135. @Marcin
    1. Co tam napisal trefnego, ze ci to wycieto? 😉
    2. Zgoda, matematyczne modele maja te zalete, ze mozna przy ich pomocy udowodnic wszystko, gdyz w takich modelach nie obowiazuja zadne prawa przyrody ani nawet logiki (komputer mozna przeciez tak zaprogramowac, ze 1/0=1 lub dowolna inna liczba). Mozna w tych modelach np. ‚wyprodukowac’ gospodarke z zerowym bezrobociem, w pelni racjonalnego czlowieka, wszechswiat z ujemna grawitacja itp. itd.
    3. Nie rozumiem takze, jak moze sie uwazac dzis za naukowca osoba, ktora nie interesuja skutki jej dzialnosci. Czyzby takie slowa jak ‚etyka’ czy tez ‚moralnosc’ oraz ‚spoleczna odpowiedzialnosc naukowca’ staly sie przezytkiem minionej epoki? Czyzby naprawde nikt sie niczego nie nauczyl z (jakze proroczego) opowiadania o doktorze Frankensteinie i jego „dziele”?
    4. I zgoda, ze lepszym (bezpieczniejszym!) pomyslem jest rower z silniczkiem elektrycznym pozwalajacym podjazd bez wysilku na wieksza gorke niz taki wyciag jak to opisal P. Szewczyk. A poza tym, to dla mnie rower jest pojazdem rekreacyjnym a nie uzytkowym, zas gorka wyzwaniem, a nie przeszkoda. Ale moge sie oczywiscie mylic.
    Pozdr.

  136. > Problem tylko, że w naszym klimacie nikt zimą nie chce rezygnować z samochodu.
    @ZWO: To nie ejst problem. Przynajmniej nie we wspomnianej Kopenhadze, czy innych nadmorskich miastach. Zarówno tam, jak i w Malmo jeździłem bez problemu w lutym. A miasta w Skandynawii położone są głównie właśnie nad morzem, gdzie klimat jest łagodny.

    Te wielkie parkingi też nie sprawiają problemu.

  137. @Void
    A u nas w Gdańsku w zimie, a nawet i wczesną wiosną i późniejszą jesienią, wieją często tak przenikliwe, zimne wiatry, że nie ma mowy o jeździe na rowerze, chyba, że ktoś jest masochistą.

  138. Ja również okrągły rok jeżdżę na rowerze do pracy i nazad w Krakowie (ok. 4-4,5 km w jedną stronę) i jakoś żyję. Śmieszą mnie ludzie, którzy uważają, że się nie da i zawsze mam ochotę zapytać: a próbowałeś (-aś)? Oczywiście są zapewne miejsca o tak ekstremalnej aurze (pustynie, tropikalne dżungle, Ojmjakon na Syberii itp.), że się nie da. Ale w strefie umiarkowanej, nie wspominając już o śródziemnomorskiej, jak najbardziej się da. Co więcej wcale rower nie jest taki niestabilny na śliskiej nawierzchni (np. śnieg) jak wam się Szanowni Państwo wydaje. Generalnie obowiązują tutaj te same zasady co przy jeździe autem – nie szarżować, nie doprowadzać do zablokowania hamulców (tj. np. hamować pulsacyjnie), dostosować prędkość jazdy do warunków na drodze.

  139. Pomysł rewelacyjny i wydaje mi się, że w naszym kraju, w niektórych miejscach też przydałoby się coś takiego. myślę jednak, że nie możemy na razie na to liczyć, ponieważ u nas nie przyjęło się jeszcze jeżdżenie na rowerach do szkoły, czy pracy, tak jak ma to miejsce właśnie w Norwegii, czy Holandii. dlatego też najpierw to my Polacy powinniśmy podjąć decyzję o zdrowszym i bardziej aktywnym stylu życia, co być może wpłynęłoby także na podejście do rowerzystów władz miast.

css.php