Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka Duch w maszynie - Blog Olafa Szewczyka

27.05.2014
wtorek

77 mld EUR na naukę – schyl się!

27 maja 2014, wtorek,

Europa doskonale wie, że jeśli ma zachować swą pozycję, musi inwestować w naukę. Bez prężnej nauki – z akcentem na innowacyjne technologie – podupadnie jej gospodarka, a za nią, jak w dominie, cała reszta. Stąd rekordowa suma aż ponad 77 miliardów euro, którymi, w formie grantów, Unia Europejska chce wesprzeć swych naukowców w ramach programu Horyzont 2020. To oznacza historyczną szansę także dla polskiej nauki.

Problem w tym, czy będziemy potrafili z niej skorzystać. Jak dotąd w sięganiu po europejskie pieniądze nasi profesorowie et consortes wykazują się przygnębiającą wręcz pasywnością.

Horyzont 2020 opiera się na trzech filarach:

  • Doskonała baza naukowa (z funduszem 24,4 mld EUR)

M.in. granty na badania pionierskie, w zakresie nowych technologii, stypendia, finansowanie infrastruktury badawczej.

  • Wiodąca pozycja w przemyśle (z funduszem 17 mld EUR)

M.in. granty na badania w dziedzinie technologii prorozwojowych i przemysłowych, dostęp do instrumentów finansowania ryzyka na styku badań i wdrożeń, podniesienie innowacyjności małych i średnich przedsiębiorstw.

  • Wyzwania społeczne (z funduszem 29,7 mld EUR)

M.in. granty na zieloną energię, inteligentny transport, działania dotyczące klimatu, bezpieczeństwa, zdrowia, zmian demograficznych, rolnictwa, leśnictwa, mórz i wód śródlądowych.

 

Jak po te gigantyczne pieniądze z UE skutecznie sięgnąć, co zrobić, aby zainteresowani zechcieli (!) się po nie schylić, próbowała ustalić konferencja „Horyzont 2020: wyzwania i szanse dla polskiej nauki”, zorganizowana przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jak wynika ze statystyk ostatniego, Siódmego Programu Ramowego UE aplikującego zastrzyki finansowe naukowcom i technologicznym innowatorom, największym problemem Polaków nie jest wcale jakość składanych wniosków. Jesteśmy w tym z grubsza przeciętni – procent odrzutów w każdym razie nie kompromituje nas. Kompromituje nas porażająca bierność. Pod względem składanych wniosków o dotacje w przeliczeniu na liczbę czynnych naukowców zajmujemy 27. miejsce w Unii Europejskiej. Przedostatnie.

Skąd taki stan rzeczy? Jak to możliwe, że w kraju, gdzie nauka dramatycznie wręcz wymaga finansowego wsparcia, nie próbujemy się nawet schylić po leżące u stóp pieniądze?

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego prof. Lena Kolarska-Bobińska wskazała na kilka przyczyn tego stanu rzeczy. Bariery bywają różne. Informacyjne – nie wszyscy zainteresowani wiedzą, że mogą zgłaszać się po granty. Administracyjne – związane choćby z niewystarczającymi kompetencjami urzędników, którzy powinni wspierać naukowców w walce o dotacje (a nie – dodam od siebie – rzucać im kłody pod nogi). Strukturalne – bo gdy Polacy nie angażują się w struktury decyzyjne UE, to potem się to przekłada na mniej dla nas przyjazne rozwiązania. Najważniejsze są jednak bariery, jak to zostało elegancko ujęte, psychologiczne.

Pani prof. Lena Kolarska-Bobińska z olbrzymią kulturą i taktem określiła je jako problemy z umiejętnością współpracy i z zaufaniem. Jako dziennikarz, niezobowiązany do aż takiej troski o etykietę, określę problem dosadniej. Takimi samymi zresztą słowami, jakich używali przybyli na konferencję podczas przerwy na kawę – siłą rzeczy, mijając stoliki, nie mogłem nie usłyszeć, co jest głównym tematem komentarzy.

Polscy naukowcy bywają wobec siebie nieżyczliwi i zawistni. Zamiast pomagać, zdarza im się podstawiać innym nogę. Profesorom zdarza się ponadto zapomnieć, że fundamentem ich etosu powinno być wspieranie młodych wychowanków, a nie blokowanie ich w strachu przed konkurencją. Niski poziom wzajemnej otwartości i powszechna podejrzliwość owocują strachem przed rzekomą kompromitacją i jej konsekwencjami, gdy wniosek o grant zostanie odrzucony. „Życzliwi” bowiem skwapliwie wykorzystują takie okazje.

1 Copyright © KPK PB UE IPPT PAN Horyzont 2020 Program Ramowy w zakresie badań naukowych i innowacji (2014-2020) Informacje o programie Prelegent: Małgorzata.

Kliknij na slajd, by wyświetlić kolejny. W przypadku nieprawidłowego wyświetlania prezentacji, kliknij na odnośnik powyżej

 

Oczywiście to nie jest problem dotyczący jedynie rodzimych środowisk akademickich. Tak samo jak oczywiste jest, że można by wskazać niemało pozytywnych kontrprzykładów. Wszędzie spotkamy ludzi zarówno małego, jak i dużego formatu. Bolączką polskiego świata nauki są jednak proporcje. Jakie są tego przyczyny, na ile odpowiada za nie ułomny system weryfikacji kwalifikacji – to temat na inną dyskusję.

Problem istnieje i – tu duży plus dla Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego – nie został przemilczany. Ministerstwo jest zdeterminowane, by przełamać impas; do tego stopnia, że rozważa nawet premie finansowe dla naukowców i ośrodków za samo złożenie wniosku o przyznanie grantu w ramach Horyzontu 2020. Zapowiedziano wiele sensownych ułatwień, więc jeśli jesteś, P.T. Czytelniku, polskim naukowcem z ciekawym projektem badawczym w głowie, racz odważnie wystawić rogi i wynurzyć się ze swej skorupy. Masz większe szanse na sfinansowanie swych badań, niż Ci się wydaje.

O programie Horyzont 2020 więcej tutaj.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. A moze nie ma O CO wystepowac?

    Zeby dostac grant, trzeba pokazac ze jest sie kompetentnym i zna sie dziedzine nauki w ktorej sie pracuje i w ktorej sie chce dostac grant. Dokonuje sie tego zwykle pzrez a) omowienie literatury I umieszczenie swych badan na tym obszarze, b) Przedstawienie wlasnych publikacji I osiagniec w tym zakresie, c) Proponowanego kierunku „ataku” i badan.

    Jezeli nei ma sie co powiedziec w tych tematach, nie ma co wystepowac o grant. Granty w UE to konkurencja miedzynarodowa. Jezeli uprawia sie nauke wedle paradygmatu „wicie, rozumicie, moze to i nei najlepsza nauka, ale jak na warunki polskie calkiem niezla”, a jedyne publikacje to publikacje w Doroczniku Instytutu X, po polsku, naklad 100 egzemplarzy, to nei ma co sie pchac po grant. Widac sporo osob zdaje sobie sparwe z wlasnych „osiagniec”

  2. A nie zastanowiłeś się, że może szkoda marnować czas i siły? Pracy w trzy i trochę – samo biurokratyczna mitręga z formularzami – w rodzaju siedmiocyfrowego identyfikatora gminy, tytuł rektora po angielsku (żeby było dowcipniej część naszych stopni czy stanowisk na dobrą sprawę jest nieprzetłumaczalna na angielski), nip uczelni itp. i itd. to co najmniej 1-2 godziny ślęczenia nad komputerem. A gdzie czas na wgryzienie się w dokumentacje grantu , wszelakie instrukcje co jest jakim kosztem, oszacowanie wydatków np. na 3 lata do przodu. No i na koniec przygotowanie merytoryczne – bibliografii, jak masz pecha to sam sobie sprowadzaj książki z zagranicy. Po czym okazuje się, że dostaniesz jedno wielkie ….., współczynnik sukcesu 16-19%.
    To już lepiej pisać artykuły, przynajmniej przełożeni nie będą się czepiać, że nic nie robisz….

  3. Schylam się, podnoszę (niekoniecznie pieniadze z UE ale także i z UE) i zaczynają sie schody. W październiku ub. r. wyspecyfikowaniem komputery dla pracowników i specjalistyczna stacje graficzna potrzebna w projekcie – procedura jeszcze niezakończona. Oczywiście teraz za te sama pieniądze mógłbym kupić coś lepszego. Pół roku przy dobrej woli wszystkich uczestników trwała procedura zakupu ( z odpowiednim przetargiem) dosyć specyficznej kamery potrzebnej do badań. Umowa podpisana w ubiegłym tygodniu. W tej chwili utknąłem na malutkim laserze diodowym za małe kilka tysięcy złotych. Jednostka przekroczyła kwoty w ustawie (kody CPV) i muszę rozpisać na to przetarg europejski!
    Aaa… jeszcze do konkursu na post-doca zgłosił się niezły Chińczyk. Już wiem, że administracja mojej uczelni nie pomoże mi w załatwianiu papierów, pozwolenia na pracę e.t.c, to znaczy podpiszą co i jak, ale to ja muszę się dowiedzieć ci, przygotować odpowiednie pisma i ogólnie wszystko pozałatwiać. O sprawozdawczości, ryzyku kursowym (muszę skalkulować sam) e.t.c. nie wspomnę…
    I tak wygląda praca naukowca w Polsce który „obraca się w środowisku międzynarodowym”.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. P.S. W ramach Horyzontu tez złożyłem już wniosek wspólnie z grupa kolegów z zagranicy. Ale przy lawinowo narastających regulacjach, zmiennych interpretacjach i gwałtowanie narastającej biurokracji nie jestem przekonany czy w wypadku uzyskania funduszy podejmę się realizacji.

  6. @A.L.
    A moze nie ma O CO wystepowac?

    Nie jesteśmy naukową potęgą, ale chyba nie jest też z nami tak źle. Jak zresztą wynika z komentarzy obok, samotny naukowiec w zderzeniu z formalistyczno-urzędniczą ścianą ma prawo poczuć się bezradny. Mam nadzieję, że ułatwienia zapowiadane przez ministerstwo zmienią odczuwalnie ten stan rzeczy.

  7. @sssm, ryzyk-fizyk

    Przykro to słyszeć. Chętnie poznałbym natomiast Państwa opinię o zmianach ułatwiających staranie się o granty, jakie zapowiada Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Na konferencji odniosłem wrażenie, że jest po tamtej stronie dużo zrozumienia i szczerej dobrej woli. Nie wiem natomiast, na ile w ogóle da się obejść różne administracyjne koszmary, ustanowione odgórnym prawem, ma które Ministerstwo nie ma wpływu. Z drugiej strony, jeśli mowa o regulacjach unijnych, to przecież jakoś radzić muszą sobie z nimi wszyscy, nie tylko Polacy. A jednak to my jesteśmy w ogonie pod względem liczby składanych wniosków.

  8. Dla porównania rozwiązanie ze szwedzkiego uniwersytetu w Lund – każdy naukowiec aplikujący o grant UE dostaje bezzwrotną ‚dotację’ równą dwóm miesięcznym pensjom, co ma zrekompensować mu wysiłek włożony w formułowanie wniosku. Wysiłek stanowiący ok. 20% tego, jaki w taką aplikację musi włożyć polski naukowiec, gdyż całą stroną formalną zajmuje tamtejszy dział nauki – zadaniem naukowca jest przedstawić sensowny pomysł badawczy, natomiast wypełnianie wniosku (wytyczne do tego jak to zrobić to 200-stronicowy dokument), opracowanie szczegółowego budżetu czy warunków zatrudnienia współpracowników w grancie należy do administracji uniwersyteckiej. A także, co może nawet ważniejsze, dalsze zarządzanie grantem i rozliczanie go – tu znów naukowiec odpowiada za to, co jest jego domeną, czyli sprawozdanie badawcze, publikacje, a nie za opisanie każdej faktury.
    Określenie ‚schylić się’ w odniesieniu do pracownika polskiej uczelni aplikującego o grant europejski jest jak rozumiem pomyślane jako chwytliwy tytuł wpisu, ale zawarta w nim sugestia, że bierność naukowców wynika z lenistwa to nieporozumienie. Lenistwo, jeśli już tak chcemy definiować źródło naszej apatii, dotyczy co najmniej w równym stopniu administracji powołanej po to, by w zarządzaniu zewnętrznym finansowaniem pomagać. W praktyce dział nauki uniwersytetu zatrudniającego 3000 pracowników liczy np. 6 osób. Nic dziwnego, że zachęta do aplikowania o granty nie znajduje szerokiego odzewu.

css.php